5

Największy rynek, a konsole na nim nie istniały. Do teraz

Chiny są fabryką świata. Ich gospodarka jest praktycznie główną siła napędową dla rozwijającego się świata. Ale sami Chińczycy muszą płacić dużą cenę, za tak ogromny skok w rankingach jaki wykonała ich ojczyzna. Nie żyje im się po prostu tam tak komfortowo (vide: HDI) jak np. w krajach Starej Unii. Mieszkańcy Państwa Środka nie mogą sobie […]

Chiny są fabryką świata. Ich gospodarka jest praktycznie główną siła napędową dla rozwijającego się świata. Ale sami Chińczycy muszą płacić dużą cenę, za tak ogromny skok w rankingach jaki wykonała ich ojczyzna. Nie żyje im się po prostu tam tak komfortowo (vide: HDI) jak np. w krajach Starej Unii. Mieszkańcy Państwa Środka nie mogą sobie też pograć na Xboxie 360 czy PS3. O, przepraszam – nie mogli. Teraz ten największy rynek otworzy się znowu na Microsoft, Sony i Nintendo.

Napisałem znowu, bo już raz był otwarty i zgodnie  zaleceniem władz został przed trzynastu laty zamknięty. Stało się to dlatego, że władze dostrzegły zagrożenie jakie konsole niosły ze sobą dla umysłów młodocianych graczy, które miały być nieodwracalnie uszkadzane przez doświadczanie treści dla nich nieodpowiednich.

Coś mi tu jednak nie pasowało nawet wtedy. Bo skoro nawet obecna generacja konsol, nie wspominając już o starej cały czas za centrum swojego istnienia pojmowała granie, to hipokryzją jest zakazywanie grania na jednej platformie, a jednocześnie nie wyciąganie konsekwencji w stosunku do pecetów.

Jest na to bardzo proste wytłumaczenie. Otóż, Chiny, jak mało które państwo na świecie nie lubi się z wielkimi korporacjami. Tamtejsi politycy wolą po prostu kontrolować każdy przejaw aktywności gospodarczej w swoich granicach. A taki Microsoft czy Sony na pewno chciałyby poprowadzić nieco niezależną polityką.

Duży może więcej?

Jak takie zabawy się kończą, możemy bardzo łatwo sobie przypomnieć, na stosunkowo niedawnym przykładzie Google. Jeśli przyjrzymy się liście stron zakazanych w Chinach, to łatwo wywnioskujemy z niej, że to właśnie usługi giganta z Mountain View stanowią dziś największą cześć niedostępnych na największym rynku świata.

I to właśnie ta ogromna populacja jest czynnikiem, który dziś najmocniej przyciąga producentów do Chin. Mówi się, że wraz z nieuniknionym wzrostem płac, firmom przestanie się opłacać przenoszenie tam produkcji. Jednak z drugiej strony zwiększona siła nabywcza, otworzy niespotykany dotąd popyt, także na dobra luksusowe.

Wydaje mi się, że właśnie ten punkt przeważył na szali Sony i Microsoftu, gdyż dla samych chińskich władz zmieni się stosunkowo niewiele. Od teraz każdy projekt konsoli przechodzący przez strefę wolnego handlu w Szanghaju będzie musiał wcześniej przejść przez weryfikację tamtejszego Ministerstwa Kultury.

A więc jeśli tamtejszym decydentom coś w dalszym ciągu nie będzie się podobało, to po prostu cofną zezwolenie na import. Jestem też bardzo ciekaw jak wpłynie to na rynek pecetowy, którym Chiny stoją. Z drugiej strony – czy mieszkańcy są już na tyle bogaci, aby pozwolić sobie na droższe gry?

Foto