Chiny

Chiny to niezwykle pojemny temat – nawet, jeśli skupimy się wyłącznie na sferze nowych technologii. To najludniejszy kraj świata, w którym liczba klientów przewyższa łączną liczbę obywateli Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej. Nie powinno nikogo dziwić, że na początku swych rządów w Apple, Tim Cook stwierdził, że to podbój chińskiego rynku stanowi priorytet dla jego firmy (opisując ten rynek użył wówczas popularnego stwierdzenia sky is the limit). Dzisiaj widać, że nie rzucał słów na wiatr – produkty Apple pojawiły się w ofercie największego chińskiego operatora, a nowa generacja smartfonów została przygotowana właśnie z myślą o chińskim, a szerzej azjatyckim, kliencie.
Gigant z Cupertino nie stanowi wyjątku – każda lub prawie każda firma z branży IT (ale nie tylko) chce zaistnieć w Chinach i dotrzeć do ponad miliarda tamtejszych klientów. Zadanie utrudnia fakt, że Chiny coraz lepiej poczynają sobie w branży nowych technologii, powstają tam firmy, usługi i produkty, które mogą rywalizować z globalnymi gigantami. Wspiera je specyficzny system stanowiący połączenie komunizmu i drapieżnego kapitalizmu. Państwo poważnie miesza się w rodzimy biznes, wspiera go, by rozwijał się także poza chińskimi granicami. Nie wynika to wyłącznie z pobudek gospodarczych – władze chcą mieć kontrolę nad obywatelami, więc jest im bardzo na rękę, by wyszukiwarki, media społecznościowe czy chociażby sklepy internetowe były chińskie. Przykłady? Baidu, Alibaba, Weibo – to te najbardziej znane.
Trudno wymienić wszystkie chińskie firmy (lub przynajmniej sporą ich część) działające na interesującym nas rynku nowych technologii. W tekstach na AW najczęściej pojawiają się Lenovo, Huawei oraz ZTE, czyli giganci obracający miliardami dolarów, ale gonią ich „młode wilki” w postaci Xiaomi, Oppo czy Meizu. O każdym z tych graczy prawdopodobnie przeczytacie w przyszłości w naszych wpisach. Możliwe, że pojawią się nowi, będzie dochodziło do ostrej walki o klienta nie tylko z korporacjami z zagranicy, ale też między wspomnianymi firmami – nawet chiński rynek nie jest z gumy i w końcu zrobi się na nim zbyt tłoczno. Interesujące jest to, że rola Chin jako głównego dostawcy podzespołów i gotowych produktów, kraju, w którym produkowana jest większość elektroniki dostępnej na naszym globie, prawdopodobnie będzie w kolejnych latach maleć. Tania siła robocza po prostu przestaje być tania, fabryki są teraz przenoszone do uboższych regionów kraju, ale z czasem i ten system przestanie się sprawdzać. Zleceniodawcy przeniosą produkcję do innych azjatyckich państw, w których mogą liczyć na ulgi podatkowe, odpowiednią infrastrukturę i przede wszystkim pracowników wykonujących powtarzalne czynności za niewielkie pieniądze. Czy będzie to miało poważny wpływ na chińską gospodarkę? Przekonamy się.