35

Największy błąd popełniany przez speców od Social Media [felieton]

Jak pojawiła się śmierć, to pojawi się grabarze. Jak pojawiły się handel, to pojawili się handlowcy. A jak pojawiły się social media, to pojawili się speca od social media. Stwierdzenia te są równie dziwaczne, co sama idea speców od social media. A dziś wielu wpisuje sobie do CV “Social Media Consultant”, a firmy zatrudniają setki, […]

Jak pojawiła się śmierć, to pojawi się grabarze. Jak pojawiły się handel, to pojawili się handlowcy. A jak pojawiły się social media, to pojawili się speca od social media. Stwierdzenia te są równie dziwaczne, co sama idea speców od social media. A dziś wielu wpisuje sobie do CV “Social Media Consultant”, a firmy zatrudniają setki, jeśli nie tysiące takich osób, co by te social media ogarnąć. Tymczasem większość tych speców od social media popełnia gigantyczny błąd – nie próbują nawet się dowiedzieć, o co chodzi w tych social media.

W internecie można znaleźć duże ilości poradników odnośnie Social Media i wielu uważa, że wystarczy nauczyć się, jak pisać na Twitterze i jak zrobić stronę na Facebooku, by móc zacząć się uważać za eksperta. Niestety, to tak nie działa, aczkolwiek jest bardzo przydatne. Choć znam (o dziwo) osoby, które nie mają kont w serwisach społecznościowych i żyją. Nie pytajcie mnie, jak to jest możliwe, ja już tak nie umiem…

Wracając do tematu, można też znaleźć dużo poradników typu “X rzeczy, które angażują fanów”, a potem nasi świeżo upieczeni eksperci chwalą się na różnych stronach swoją wiedzą. I zadają pytania, bo przeczytali, że ludzie uwielbiają być pytani. I proszą o pomoc w rozwoju marki, bo przeczytali, że ludzie lubią pomagać. Albo dorzucają trochę humoru, bo przeczytali, że ludzie lubią humor. Albo szybko reagują na problemy, bo przeczytali, że ludzie to cenią. Albo przyznają się do błędów, bo przeczytali, że to też jest cenione.

I faktycznie, wszystkie te poradniki dobrze prawią. Pojawia się jedynie mały problem z zastosowaniem tej wyczytanej wiedzy, bo skoro się jej nie rozumie, to jak można ją stosować? Przypomina to takie dziecko we mgle, które wie, że ma ruszać nogami, żeby iść, ale dokładnie nie wie, dokąd idzie. Problem znajdujemy właśnie w tym zrozumieniu idei mediów społecznościowych. Wróćmy do poprzedniego akapitu – czego tam brakuje? Pytania: czy na prawdę trzeba czytać o człowieczeństwie, by być człowiekiem?

Czym są media społecznościowe?

Wiecie czym są social media? Tak, tak, wiadmo: Blipy, Facebooki, Quory i inne takie. Ale dokładniej chodzi o ideę. W języku wyspiarskim to ładnie brzmi: social media to są takie media, co by być bardziej social. I zdaje się, że większość “ekspertów od mediów społecznościowych” o tym właśnie zapomina i stąd rodzi się brak zrozumienia, a tym samym sztywne i kompletnie irracjonalne prowadzenie profilów w serwisach społecznościowych. Zwłaszcza przez agencje SM. No jak Piotrek z Warszawy może prowadzić profil firmy produkującej farby z Katowic?

Chyba jedynie według poradników, a to prowadzi do tego, że serwisy różnych marek w Polsce są po prostu sztywne. Zresztą, nie tylko w Polsce. Nasz Piotrek czyta więc co nieco o farbach na Wikipedii czy nawet na stronach fachowych i zaczyna interakcję z fanami firmy z Katowic. Mądre to? No nie, a dlaczego? Bo jak Piotrek pójdzie z Frankiem na piwo, to o farbach dużo nie powie. A powinien, bo jak nie odpowie, to będzie głupio. No i będzie… plama. Na marce, znaczy się.

Zrozumiałem to pewnego pięknego, upalnego dzionka, kiedy to na spotkaniu z grupką fachowców z pewnej dziedziny, byłem w stanie normalnie rozmawiać. Nie było plamy, bo wiedziałem, o czym mówię. To przecież takie normalne, takie naturalne – idziesz gdzieś w realu i rozmawiasz na taki czy inny temat. Zadajesz pytania, udzielasz odpowiedzi, prosisz o pomoc i jej udzielasz, śmiejesz się, żartujesz, dokonujesz tej mistycznej interakcji społecznej, o której wielu geeków zdaje się zapominać. Studenci socjologii i psychologii mogliby z tego napisać niezłe prace magisterskie. A interakcję społeczną po prostu przenosi się do internetu. Te całe social media to tylko nowe narzędzia, które pozwalają nam na komunikację z ludźmi. Zasady komunikacji zaś są wciąż te same.

Kompletnie więc nie rozumiem, jak można delegować prowadzienie profili społecznościowych firmom zewnętrznym. Te powinny raczej skupić się na szkoleniu pracowników danej firmy, czy nawet właścicieli, bo tylko właściciel lub pracownik może się orientować w tym, co się dzieje w firmie. Tylko pracownicy/właściciele mogą być zdolni do realnej interakcji społecznej. Bez tego to tak na prawdę mamy jedynie marketing, czystą reklamę pozbawioną tego społecznościowego wkładu.

Pominę już pseudo-marketing szeptany, w którym to dzieciaki z gimanzjum dostają kasę za polecanie produktów na forach czy fejsbukach, których to produktów nigdy nie miały w ręku. Pominę też pseudo-reklamę w serwisach społecznościowych typu “ten sklep jest straszny, lepiej kupuj u mnie.” Ale o tym za chwilę.

Prostota mediów społecznościowych

Ktoś mi kiedyś w komentarzu na Antywebie radził, aby odejść na chwilę od komputera. Gwoli ścisłości, w tej kwestii nie mam problemów i jak każdy człowiek z krwi i kości mam okazję “networkować” się w realu. A idea social media sprowadza się do tego, żeby networking w świecie rzeczywistym miał odbicie w networkingu w świecie wirtualnym. Największym błędem popełnianym przez speców od social media jest popełnianie sztucznej interakcji społecznej w oparciu o poradniki pisane na blogach, nie zaś w oparciu o zasady współżycia społecznego. Którego podobno uczymy się w szkole. Boję się, że za kilkanaście lat ludzie będą ze sobą rozmawiać na bazie poradników, bez zrozumienia.

By jeszcze bardziej naświetlić problem, pomyślmy, gdzie te porady o social media możemy znaleźć – no właśnie, jak już wspomniałem, na blogach. Na blogaskach, gdzie autorzy powielają tę samą treść bez jej zrozumienia, w myśl wiedzy z innych poradników, tym razem w stylu “jak pisać wpisy na blogi”, które tłumaczą, że “listy wypunktowane najlepiej się sprzedają.” Koło zamyka się więc w bezmyślnym pisaniu w oparciu o bezmyślnie napisane poradniki. Aż wstyd przyznać, że samemu też się kiedyś takie rzeczy pisało.

A gdy już zdobędziesz tę wiedzę, że w mediach trzeba być po prostu social, to wystarczy zacząć korzystać z narzędzi, by pytać i odpowiadać, by śmiać się i żartować, by pomagać i prosić o pomoc. A przy okazji wciągać się w życie społeczności, opiniując produkty czy organizując wszelkiej maści akcje społecznościowe.

Co każdy spec od SM wiedzieć powinien

Każdy spec powinien wiedzieć – jeśli czujesz, że można coś zrobić wśród ludzi w realu, można to też zrobić w internecie; a jeśli czegoś się wstydzisz zrobić wśród ludzi, to nie rób tego w internecie. Przykłady można mnożyć, tutaj ograniczę się zaledwie do kilku. Nie wejdziesz przecież do sklepu konkurencji i nie staniesz z bannerem swojego własnego sklepu, prawda? A nawet jeśli, to klienci w tymże sklepie raczej Twojego nie odwiedzą, bo albo nie spodoba im się Twoja osoba wyciąga na fraki przez ochronę, albo nie spodoba im się Twoja akcja marketingowa. A gdy jesteś wśród ludzi, to nie będziesz się odzywał na tematy, na które nic nie wiesz, jeśli reprezentujesz swoją firmę, albo firmę kogoś innego. Jeśli nie odpowiesz na pytania, albo palniesz głupstwo, to i firma na tym straci i Ty na tym stracisz.

Poza tym, warto z ludźmi rozmawiać – a jak i o czym, to już chyba samo przez się się rozumie. Myślę, że te przykłady wystarczą.

Bez pewnych zasad obowiązujących w ramach współżycia społecznego, nie będzie mediów społecznościowych, będzie po prostu kolejna forma marketingu, niestety już nie społecznościowego. Może warto więc zacząć pytać kandydatów na naszych Social Media Managerów, kiedy ostatni raz byli z kumplami na piwie, albo co wiedzą o farbach, żeby firma nie zaliczyła społecznościowej wpadki. A wpaść łatwo, wystarczy ekspertowi zadać niewygodne pytanie, na które nie będzie znał odpowiedzi.

I czasem człowiek odnosi wrażenie, że „eksperci” próbują na nowo wymyślić koło, na nowo wymyślić zasady interakcji społecznej, bo przecież trzeba na bloga wrzucić nowy diagram, czy nową listę, albo nową złotą myśl. Kończę, bo zaraz dojdę do drugiego, obok nie wychodzenia z domu, wniosku – że ludzie powinni więcej czytać. Ale to inna kwestia.

Źródło zdjęcia w artykule: http://www.flickr.com/photos/mringlein/3463288828/