111

Najpierw odchodzi połowa zarządu, a teraz CEO. Nad Mozillą gromadzą się czarne chmury?

Nie jest to szczególnie udany okres w historii Mozilli. Bynajmniej nie mam tutaj na myśli nieudanych produktów czy nietrafionych technologicznie rozwiązań, bo na tym polu wszystko wygląda w miarę dobrze. Sęk w tym, że struktury fundacji ostatnio dość mocno ucierpiały. Najpierw odeszło trzech z sześciu członków zarządu, a wczoraj dowiedzieliśmy się o rezygnacji dopiero co […]

Nie jest to szczególnie udany okres w historii Mozilli. Bynajmniej nie mam tutaj na myśli nieudanych produktów czy nietrafionych technologicznie rozwiązań, bo na tym polu wszystko wygląda w miarę dobrze. Sęk w tym, że struktury fundacji ostatnio dość mocno ucierpiały. Najpierw odeszło trzech z sześciu członków zarządu, a wczoraj dowiedzieliśmy się o rezygnacji dopiero co wybranego CEO, Brendana Eicha.

Nowy CEO już od samego początku budził kontrowersje. Przyczyną takiego stanu rzeczy było finansowe wsparcie w przeszłości inicjatywy obywatelskiej „Propostion 8”, która miała zapobiec małżeństwom homoseksualnym w Kaliforni. Jasno dawało to do zrozumienia, że Eich jest raczej człowiekiem konserwatywnym, a jego poglądy na małżeństwo nie są szczególnie liberalne. Zresztą wystarczy spojrzeć na jego życiorys – studia ukończył na prowadzonej przez jezuitów uczelni Santa Clara University, a sam siebie zawsze nazywał katolikiem. Inicjatywę wsparł zatem zgodnie ze swoimi ideami, przeznaczając na ten cel 1 tys. dolarów..

Wywołało to otwarty proces wśród pracowników Mozilli. Sprzeciw wyrażano głównie za pośrednictwem serwisów społecznościowych, choć z pewnością nie była to jedyna forma walki z nowym dyrektorem generalnym. Trudno powiedzieć, w jaki sposób informacje o przeszłości nowego CEO ujrzały światło dzienne. Fala jednak ruszyła, co odbiło się również na kontaktach biznesowych fundacji. Studio Rarebit wycofało wszystkie swoje aplikacje ze sklepu Mozilla Marketplace. Jego prezes oświadczył natomiast, że nie będą wspierać fundacji, która nie tylko nie pozbyła się kogoś o takich poglądach ze swoich szeregów, ale jeszcze wybrała na dyrektora generalnego.

Krótko potem przerzedzony został również zarząd fundacji. Opuściło go trzech spośród sześciu członków: Gary Kovacs (były CEO Mozilli, a obecnie dyrektor generalny AVG Technologies), John Lilly (kolejny były CEO Mozilli, partner domu inwestycyjnego Greylock Partners), a także Ellen Siminoff (kierująca serwisem Shmoop). Doniesienia Wall Street Journall wskazywały jednoznacznie na protest wobec poglądów nowego CEO. Mozilla szybko jednak zapewniła w oficjalnym komunikacie, że odejście kilku członków zarządu było planowane już od dawna i nie ma żadnego związku z całą sprawą. Tak czy inaczej struktury fundacji wyraźnie ucierpiały.

brendan-eich

W końcu wczoraj się dowiedzieliśmy, że ze swojego stanowiska rezygnuje również sam CEO. W komunikacie przygotowanym przez współzałożycielkę Mozilli, Mitchell Baker oświadczono, że decyzję tę Eich podjął samodzielnie. Baker zapewnia jednocześnie, że fundacja wspiera otwartość oraz różnorodność, a także jest otwarta na wszystkich pracowników, bez względu na ich poglądy, wiek, płeć, język, orientację seksualną, pochodzenie geograficzne czy religię. Założycielka fundacji przeprosiła za zbyt wolną reakcję w całej sprawie i przyznała, że popełniony został duży błąd. Można na tej podstawie spekulować, że zarząd miał swój udział w rezygnacji Eicha – w końcu nie okazano mu nawet najmniejszego wsparcia.

Eich został nowym CEO Mozilli 24 marca i jego kadencja trwała kilka dni. Co istotne, Mozilla wybrała nowego dyrektora generalnego po roku poszukiwań. Nie było to zatem zadanie proste. Podejrzewano, że stanowisko to obejmie ktoś z zewnątrz, kto będzie posiadał duże doświadczenie w technologiach mobilnych. Eich był związany z fundacją od 2003 roku, a wcześniej pracował w Netscape Communications. Był typowym programistą zasłużonym w powstaniu języka JavaScript. Dopóki nie objął swojego stanowiska, nikt w fundacji nie sprzeciwiał się jego poglądom, a także nie było głośno o żadnych aferach z jego udziałem. W wywiadzie przeprowadzonym po objęciu nowego stanowiska zapewniał, że nigdy nie obnosił się ze swoimi poglądami, a także nie były one w żaden sposób wiązane z jego dotychczasową pracą. Dziś na blogu Eicha pojawiła się informacja o całkowitym opuszczeniu szeregów Mozilli.

Cała ta sytuacja zmusza do pewnych refleksji. Dochodzimy bowiem do sytuacji, w której poprawność polityczną należy odsunąć na bok i zapytać, czym tak naprawdę jest tolerancja. Odnoszę bowiem wrażenie, że w tym wypadku działa ona tylko w jedną stronę – wobec osób homoseksualnych. Tymczasem nie obowiązuje już, jeśli chodzi o konserwatystów i katolików. To samo tyczy się komunikatu opublikowanego przez Baker. Mozilla jest otwarta na wszystkich, fakt. Chciałoby się jednak tutaj dodać: ale lepiej trzymaj się od niej z daleka, jeżeli masz tradycyjne poglądy na małżeństwo i jesteś katolikiem.

Nie jestem homofobem, ale nagonka, której ofiarą padł Eich jest  przejawem ogromnej hipokryzji. Jej skutki trudno przewidzieć. Pewnym jest jednak, że fundacja została znacząco osłabiona i utraciła znaczną część wykwalifikowanej kadry kierowniczej. Informacja na temat nowego CEO Mozilla Corporation ma zostać ujawniona w przyszłym tygodniu. Najpewniej jednak nie poznamy wtedy jego nazwiska, a jedynie dalsze plany. Ciemne chmury się gromadzą nad fundacją.