Militaria

Na Ukrainę zmierza duża ilość natowskiej artylerii. To klucz do Donbasu

KK
Krzysztof Kurdyła
10

Dostawy ciężkiej broni na Ukrainę przebiegały dotąd według prostego klucza. Wyszkolona na poradzieckiej technice Ukraina otrzymywała sprzęt tego typu od „wschodnich” członków NATO. Teraz jednak jedzie tam artyleria w natowskim kalibrze 155 mm.

Zmiana rosyjskiej strategi i systemu dowodzenia powoduje, że Ukraina nie jest w stanie stosować tak dotąd wydajnej taktyki atakowania bezpośredniego zaplecza armii rosyjskiej. Rosjanie skupili swoje siły w Donbasie i metodycznie atakują, stosując metodę poprzedzania ataku wojsk zmechanizowanych i pancernych potężnymi nawałami artyleryjskimi.

Dlaczego tak późno?

Wysłanie znacznie nowocześniejszej artylerii to zarówno dobry, ale i zły znak. Bardzo dobry, ponieważ pokazuje, że państwa NATO zdecydowały się pokonać kolejną barierę mentalną i zadziałać z większym rozmachem, szkoda że tak późno. Zły to zaś znak dlatego, że pokazuje jak ciężkie muszą być walki trwające w tamtym rejonie, skoro NATO zdecydowało się na ten krok.

Systemy artyleryjskie krajów NATO w kalibrze 155 mm zdecydowanie górują, poza liczebnością, nad rosyjskimi odpowiednikami. Zasięg, systemy kierowania ogniem, sensory, ale przede wszystkim inteligentna amunicja to rzecz, której dowództwo agresora zdecydowanie może się obawiać. Problem w tym, że jej włączenie w struktury ukraińskiej armii będzie skomplikowane, a poziom wyszkolenia operatorów z pewnością nie będzie tak dobry, jak powinien. Wiemy, że żołnierze tej armii będą szkoleni z obsługi nowych dział za granicą. Nie podano gdzie, ale obstawiam, że na poligonie w Żaganiu może być w najbliższym czasie dość głośno.

Dlaczego NATO się przełamało?

Skoro państwa NATO przełamały się w tym temacie i to pomimo problemów logistyczno-szkoleniowych, z których wszyscy zdają sobie sprawę, znaczy że w donbaskiej bitwie armii rosyjskiej przynajmniej część założeń udaje się realizować. Rosjanie założyli sobie osiągnięcie zwycięstwa osiągniętego toporną taktyką i widać, że przewaga ilościowa Rosji rodzi poważne problemy.

Po pierwsze, działania są materiałowo bardzo intensywne. Od kilku dni pojawiają się informację, że do poradzieckich dział zaczyna kończyć się amunicja. W obecnym stanie rzeczy Ukraina nie jest w stanie produkować własnej, a jej zapasy w krajach NATO-wskich ciężko określić jako wysokie. Trzeba też liczyć się z tym, że amunicja z krajów postsocjalistycznych często jest już stara. To przekłada się zarówno na niezawodność, jak i jej bezpieczeństwo.

Po drugie, rosyjska artyleria jest nowocześniejsza od ukraińskiej i ma przewagę zasięgu. To utrudnia prowadzenie skutecznego ognia kontrbateryjnego, a niszczenie jak największej ilości rosyjskich dział jest priorytetem. To one zadają Ukraińcom najwięcej strat i choć Rosja ma ich spory zapas, to każda zniszczona bateria oznacza śmierć lub wyłączenie z akcji jej wykwalifikowanej obsługi. A z tym Rosja problem już ma.

W tym konkretnym przypadku niewielkim pocieszeniem jest to, że wojska ukraińskie świetnie radzą sobie na głębokich tyłach, już na terenie Rosji. Infrastruktura militarna i magazyny niszczone przy pomocy rakiet Toczka-U i oddziałów specjalnych mają znaczenie strategiczne, ale nie ograniczą w najbliższym czasie coraz poważniejszych strat wojska ukraińskiego.

Co jedzie na Ukrainę?

Na Ukrainę jedzie ze stanów 90 holowanych haubic M777, taką samą broń w nieznanej ilości wyśle też Kanada. Wielka Brytania dostarczy 20 samobieżnych AS-90 (kuzynów naszego Kraba), Holendrzy mają wysłać część swoich Panzerhaubitze 2000 (mowa o ok. 10-20 szt.). Ponoć transfery rozważają też inne państwa. Co ważne, wraz z tym sprzętem dotrą nowoczesne radary i cała masa amunicji, w tym pociski precyzyjne, takie jak M982 Excalibur. Na dziś trwa wyścig z czasem, a to jak szybko uda się dozbroić Ukrainę natowskim sprzętem artyleryjskim. Będzie miało ogromne znaczenie dla wyniku bitwy w Donbasie.

 

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu