Militaria

Dozbrajanie Ukrainy. Co mogą, a co powinni dostać przed bitwą o Donbas?

Krzysztof Kurdyła
23

Kilka tygodni temu Ukraina nie była jeszcze w sytuacji, w której potrzebowałaby uzupełniać straty w czołgach. Teraz jednak Rosjanie zmienili swoją taktykę i być może będziemy świadkami dużej bitwy pancernej na wschodzie Ukrainy. Co może tam stanąć naprzeciw siebie?

Bitwa materiałowa

Rosja po katastrofie swojego początkowego planu i jego kolejnych ratunkowych modyfikacji rzuciła na północy i północnym-wschodzie ręcznik i wycofała stamtąd swoje oddziały. Te są obecnie przerzucane na wschód, dokąd od kilku tygodni ściągane są też duże ilości rozkonserwowanego sprzętu ciężkiego ze składów strategicznych.

Pojawiły się też infomacje, że Rosja ustanowiła jednolite dowodzenie nad całą „operacją specjalną”. Dowództwo objął gen. Aleksandr Dwornikow, architekt operacji rosyjskich w Syrii, co może niestety sugerować, że będą popełniali mniej błędów. Jeśli tak się stanie, oznacza to, że wschodnie tereny tego państwa będą miejscem dużej bitwy, którą można by określić modną nazwą multidomenowej. Będzie to dziwaczna multidomenowość, będąca mieszaniną rozwiązań bardzo nowoczesnych, jak i takich wyciągniętych wprost z militarnych skansenów, ale będzie.

Wszystko wskazuje, że będzie to jednocześnie klasyczna bitwa materiałowa, w której ostatecznie wygra ten, kto utrzyma możliwość ciągłego uzupełniania strat. To teoretycznie stawiałoby w uprzywilejowanej pozycji Rosję. Na szczęście NATO, szkoda że dopiero po masakrach cywilów w podkijowskich miejscowościach, przestało oglądać się na Rosję i jej wymachiwanie „atomem” i na Ukrainę zacząło wysyłać ciężki i ofensywny sprzęt. Pozostaje mieć nadzieję, że jedzie go znacznie więcej niż zostało to ujawnione oficjalnie.

Wyścig z czasem

To, co obserwujemy obecnie to klasyczny wyścig z czasem. Rosja musi doprowadzić rozkonserwowany sprzęt do ładu i zbudować na nowym rekrucie jednostki nowego I rzutu. Jednak już teraz pojawiają się pogłoski, że spora część sprzętu może nie być zdatna do użytku przez fatalny nadzór i kradzieże na składach. Niemniej, przy ilości transportów, które było widać nawet w internecie, z pewnością będą w stanie sporo oddziałów ukompletować.

Jednocześnie sprzęt i jednostki wycofane z północy potrzebują napraw, odpoczynku, przegrupowania, a często sformowania jednostek na nowo, np. kosztem likwidacji tych najbardziej rozbitych. Do tego wszystko musi zostać przetransportowane koleją w nowe rejony koncentracji. Prawdopodobnie pobite wojska z północy mają pełnić rolę kolejnych rzutów, więc jeśli Rosja nie chce powtórzyć błędów z początku wojny, na zmontowanie dużej ofensywy będzie potrzebować czasu.

To daje pewną przewagę Ukrainie, która po liniach wewnętrznych może uwolnione na północy wojska szybko transportować w rejon Charkowa, Donbasu i Zaporoża. Tak nakreślony scenariusz oznacza właśnie że niedługo zobaczymy bitwę na bezprecedensową, jak na obecne czasy, skalę.

Jeśli chcemy dać Ukrainie szanse na zwycięstwo, NATO powinno wysłać na wschód każdy mający jakąś wartość militarną i możliwy do szybkiego zaadaptowania przez Ukrainę sprzęt. Łącznie z nieszczęsnymi MiG-ami, które już od dłuższego czasu powinny bronić ukraińskiego nieba.

Co jedzie lub może pojechać

Co wiemy, że na Ukrainę na pewno pojechało lub jedzie? Z Czech pociągami wyruszyło kilkadziesiąt sztuk (brak konkretnych liczb) takiego sprzętu:

  • czołgi T-72M1
  • bojowe wozy piechoty BMP-1
  • wyrzutnie typu MLRS BM-21 Grad
  • systemy OPL krótkiego zasięgu 9K35 Strieła-10
Czeskie T-72M1 w transporcie kolejowym na Ukrainę.

Jedna z prywatnych firm czeskich ma z kolei wysłać poniemieckie BMP-1 (PbV-501), na co zgodę wydał już rząd Niemiec. Słowacja przekazała Ukrainie jedyną, bardzo ważną na skali potrzeb, baterię systemu przeciwlotniczego dalekiego zasięgu S-300PMU. Czy systemy z tej rodziny dostarczyły też Bułgaria i Grecja? Tego niestety nie wiemy.

Ukraina otrzyma też pewną ilość kołowych transporterów piechoty typu MRAP. Australia wysyła 20 szt. Bushmasterów, a Brytyjczycy podeślą Mastiffy lub Jackale. Zjednoczone Królestwo zapowiedziało też wysłanie rakietowych systemów przeciwokrętowych oraz artylerii dalekiego zasięgu z amunicją, do czego jeszcze wrócę.

Armatohaubica 2S1 Goździk

Co z Polską? Podobno wysyłany jest już sprzęt ciężki w niemałych ilościach. Mowa jest tu nawet o 100 szt. czołgów T-72M, choć oficjalnego potwierdzenia tej informacji nie znalazłem i co do takiej ilości jestem sceptyczny. Osobiście mam nadzieję, że wysyłamy Ukrainie nasze Grady, Goździki, Dany, BWP-1 i tyle T-72, ile tylko sztuk się da.

Gdyby była szansa na przeprowadzenie przez Ukrainę większej ofensywy, zastanowiłbym się też nad przekazaniem PT-91, które lepiej będą chronić ukraińskie załogi i mają znacznie wyższą wartość bojową dzięki nowocześniejszym systemom kierowania ogniem i sensorom. Choć raczej do czegoś takiego niestety nie dojdzie.

Jak zwykle sprzeczne (i żenujące) sygnały dochodzą z Niemiec, których politycy ciągle chcieliby rubelka zarobić, a cnoty nie stracić, nie widząc, że na to ostatnie już trochę za późno. Po kompromitacji z akcją pt. 5000 hełmów Niemcy zaczęli co prawda wysyłać prawdziwą broń m.in. granatniki, ale już ze wspomnianymi wcześniej wozami PbV-501, ponoć robili problemy, pomimo że ta operacja nie kosztowała ich nawet eurocenta.

Obecnie głośno zrobiło się o propozycji firmy Rheinmetall, która ogłosił, że jest gotowa w ciągu 3 miesięcy dostarczyć 50 czołgów Leopard 1 (zwracam uwagę na cyfrę 1) oraz 60 bojowych wozów piechoty Marder ze swoich magazynów. O ile zgodę wyda rząd federalny... Ten zaś kluczy, rzucając niesprecyzowaną ofertę rekompensat dla krajów, które wyślą swój sprzęt ciężki, żeby Niemcy swojego nie musiały. Dobrze by było, żeby Berlin rzucił konkrety na stół, bo czas ucieka. Ale może tam komuś właśnie na tym tylko zależy...

Czego Ukraina potrzebuje

Oprócz wymienionego powyżej sprzętu na Ukrainę cały czas trafia „drobnica” w stylu ppk, rpg, MANPADS i tak dalej. To jednak nie ona rozstrzygnie kampanię na wschodzie. W walnej bitwie na jaką się zapowiada to artyleria oraz mobilne siły pancerne i zmechanizowane, wspierane przez lotnictwo i chronione przez OPL będą kluczem. Mnie osobiście najbardziej martwią dwie ostatnie rzeczy.

Ukraina nie może dać się zdominować w powietrzu. Tym razem jednak będzie miała przeciw sobie skoncentrowane na jednym teatrze rosyjskie lotnictwo i jednolicie dowodzoną operację. Nie wiemy ile ukraińskich baterii S-300 wciąż działa, ale ich straty z pewnością nie były małe. Ile wyrzutni mogły dostarczyć kraje NATO? S-300 posiadają Słowacja, Bułgaria i Grecja, S-400 Turcja.

Trzeba pamiętać, że dwa pierwsze miały niewielką ilość, a dwa ostatnie mają je kupione przeciwko sobie. Prawda jest taka, że tylko Grecja i Turcja (S-400) mogą dać ich większą ilość, ale Amerykanie musieliby załatać tę dziurę Patriotami. A biorąc pod uwagę stosunki grecko-tureckie, to albo dadzą je obu tym krajom, albo żadnemu. W takim tempie, w jakim Amerykanie ściągają swoje systemy OPL do Europy, te niedługo staną się i u nich towarem deficytowym...

Sporo i to nowoczesnego poradzieckiego sprzętu ma Cypr, ale z nim jest podobna sytuacja jak z Grecją. Jeśli Amerykanom udało by się rozsupłać ten grecko-turecko-cypryjski węzeł gordyjski to na Ukrainę mogłoby trafić sporo czołgów T-80, wozów BMP-3, a przede wszystkim systemów przeciwlotniczych Tor-M1.

Niewiele informacji pojawia się o transferze samolotów myśliwskich, jedynie Słowacja zadeklarowała ostatnio gotowość do przekazanie swoich MiG-ów 29. Mam nadzieję, że po poprzednim blamażu w tej kwestii, jest to tylko zasłona dymna i wszystkie MiG-i z NATO w trybie pilnym trafią w najbliższych dniach na Ukrainę albo już tam są.

Czołg T-72M4CZ - taki czołg nie trafi na Ukrainę. Widoczny pancerz reaktywny

Ile wart jest poradziecki sprzęt?

Zacznijmy od zawsze najbardziej atrakcyjnych medialnie czołgów. Na Ukrainę pojechały już czeskie i prawdopodobnie polskie T-72. Po zdjęciach z transportów kolejowych widać, że Czesi wysłali na wschód czołgi z magazynów, a nie zmodernizowane i wyposażone w pancerz reaktywny T-72M4CZ posiadane „w linii”. Polskie T-72, niezależnie czy w wersji M1 czy M1R to również starocie o bazowej, czytaj słabej ochronie i kiepskim SKO.

Być może Ukraińcy będą sobie w stanie na szybko obłożyć je, choćby w pewnym zakresie swoimi pancerzami reaktywnym, modernizowali ostatnio w ten sposób własne T-72 do wersji AMR. Nie ma się jednak co oszukiwać, na nowoczesnym polu walki te pojazdy nie miałyby czego szukać. Na szczęście w Donbasie staną na przeciwko podobnego demobilu, Rosja sporą ilość lepszych czołgów straciła, a uzupełnienia z magazynów będą podobnej, jeśli nie gorszej klasy.

Ukraiński BMP-1 na przeprawie

BMP-1 liczy się dziś właściwie tylko jako środek transportu i nośnik broni większego kalibru na wieży. Jeśli dostanie się pod ostrzał, pancerz nie wiele pomoże, a czasem będzie wręcz śmiertelną pułapką. Jednak znów, dla wojny manewrowej nie ma specjalnie lepszych alternatyw, a druga strona ma niewiele lepiej, a czasem wręcz gorzej.  Z braku rezerw, jako piechota zmechanizowana wysyłane są tam dziś wojska desantowe w lekkich, aluminiowych wozach bojowych.

System przeciwlotniczy dalekiego zasięgu S-300 jest w tym gronie ciągle bronią na wysokim, nomen omen, poziomie. Dowodem na jego skuteczność jest ciągły brak dominacji Rosji na ukraińskim niebie. Jednak operowanie na znacznie mniejszym, ale bardziej intensywnym teatrze działań wojennych będzie znacznie trudniejszym doświadczeniem. Stąd tak mocne naciski ze strony Ukrainy na przesłanie im każdego egzemplarza, jaki się da.  Pechowo to właśnie o te systemy jest najtrudniej.

Pozostałe systemy OPL są już trochę lub mocno starsze, ale wspomagane przez operatów MANPADS-ów, ale przede wszystkim kryte przez systemy S-300 i lotnictwo wciąż mogą wciąż pokazać swoją wartość (szczególnie Tor-M1 z Cypru).

Armatohaubica wz. 77 Dana

Artyleria i rozpoznanie

Ukraińska artyleria jest jednocześnie dość silna ilościowo, co przestarzała generacyjnie. Z wypowiedzi rządu widać, że sprzęt dla tego rodzaju broni jest wymieniany wśród pilnych potrzeb. Nic dziwnego, w bitwie pancernej to ona powinna być głównym niszczycielem sił przeciwnika, a Rosja będzie mieć tu teoretycznie dużą przewagę.

Dużo dziś słychać o możliwym przekazaniu / zakupie słowackich armatohaubic 155 mm Zuzana, Brytyjczycy wspominają o dostarczeniu kuzyna naszego Kraba, czyli armatohaubicy AS-90. Jest też propozycja niemiecka sprzedaży 100 sztuk Panzerhaubitze 2000 z pierwszymi dostawami na 2024 r., ale sami wiecie...

Nawet jednak pomijając propozycję KMW, nie ma szans, żeby tego typu systemy mogły zdążyły na zbliżającą się bitwę. Jak każdy sprzęt samobieżny te działa wymagają zaplecza, części, szkolenia obsługi, wdrożenia i zapasów amunicji. Ukraina będzie musiała radzić sobie tym, co już posiada plus dosłane ponoć w sporych ilościach Goździki, Grady i Dany. Nasi sąsiedzi mają jednak kilka potencjalnych asów w rękawie.

Pierwszym jest świetnie działające i coraz mocniej rozbudowywane rozpoznanie dronowe. Drugi, to dane z systemów dozorowania przestrzeni powietrznej i wczesnego ostrzegania NATO. Trzeci, rozpoznanie satelitarne dostarczane w czasie prawie rzeczywistym przez sojusz. Nie ukrywajmy, to NATO zapewnia Ukrainie przewagę w tej nowoczesnej „multidomeności” i bardzo ważne będzie precyzyjne wskazywanie przez NATO wartościowych celów do niszczenia. Czwartym, choć nie wiemy jak licznym, są ich nowe systemy rakietowe dalekiego zasięgu MLRS Wilcha, mogące narobić na rosyjskim zapleczu zamieszania.

Ukraiński MiG-29

MiG-29

Żeby jednak te asy były w stanie wypełnić swoje zadania, potrzebne jest zwycięstwo lub chociaż remis w powietrzu. Dla Ukrainy każdy myśliwiec już wcześniej był na wagę złota, a przy intensywności walk, jakich można spodziewać się w Donbasie ta wycena z pewnością jeszcze wzrosła. Na MiG-ach już kilka tygodni temu powinny być zawiązane kokardki i przemalowane znaki na ukraińskie.

Nie wiem na ile jasno udało mi się pokazać, jak poszczególne klocki tej układanki są od siebie zależne, ale mam nadzieję, że NATO stanie na wysokości działania, żeby największe dziury Ukraińcom pomóc załatać. Jest to też nauczka dla naszego kraju, że wojska nie da się naprawić w krótkim czasie, bo to system naczyń połączonych, w którym czołg musi mieć oparcie w piechocie, piechota w artylerii, artyleria  w OPL, a nad tym wszystkim musi czuwać lotnictwo, zwiad i parę innych rzeczy. Oby teraz zaczęto rozwijać je bardziej harmonijne i systemowo...

Rosyjski system walki elektronicznej Krasucha-4

Co z środkami WRE?

Jedną z rzeczy, która bardzo mnie zastanawia, to czy w tej wojnie w poważnym użyciu pojawią się nowoczesne środki walki elektronicznej. Na północy Rosja zaliczyła pod tym względem totalną kompromitację, nie mogła ich użyć ze względu na prymitywizm własnych środków łączności, które by sobie po prostu zagłuszyła. Do tego straciła tam sporo cennego sprzętu tego typu.

Czy na wschodzie będzie inaczej? Mam wrażenie, że nie, od wschodu atakować będzie sprzęt ze składów i odzyski z północy, więc pod względem jakości łączności będzie podobnie lub gorzej. Ciekawe jak pod tym względem radzą sobie wojska, które wyszły z Krymu. Wyglądają na najbardziej uporządkowane i najlepiej dowodzone, ale nie spotkałem informacji, czy WRE jest tam w użyciu i czy ukraińskim wojskom mocno daje się we znaki. Obie strony trzymają tam mocną dyscyplinę informacyjną, więc dowiemy się pewnie dopiero po wojnie.

A może nowszy sprzęt?

Ktoś mógłby zapytać, dlaczego na Ukrainę wysyłamy sprzęt, który w kontekście naszej armii nazywamy często jeżdżącymi trumnami czy bezużytecznym szmelcem. Sprawa jest prosta, Ukraina potrzebuje sprzętu szybko, a jeśli tak, to tak jak już napomknąłem w kwestii artylerii, nie ma czasu tworzyć dla niego zaplecza logistycznego, szkolić załóg, zgrywać oddziałów itd.

T-72, BMP-1, Goździki, S-300, Tory, Buki, Osy, Strieły, MiG-i... tego wszystkiego Ukraina używa, część potrafi naprawić w polu, a załogi znają je na wylot. Do większości z nich wojsko ma dobrą amunicję i w sensownych ilościach, czego np. o T-72 i pewnym dużym kraju nad Wisłą powiedzieć się nie da.

Na już powinniśmy więc wysyłać sprzęt głównie poradziecki, ewentualnie taki, który nie wymaga zbyt czasu do ogarnięcia (np. wspomniane MRAP-y). Ale... NATO już teraz powinno przygotowywać nowocześniejszy, zgodny ze standardami NATO sprzęt i  szkolić np. w Polsce jego ukraińską obsługę. Jeśli kampania na wschodzie zakończy się nawet całkowitym zwycięstwem Ukrainy, zostanie to okupione ciężkimi stratami ich wojska, tak w ludziach, jak i w sprzęcie.

Trzeba jasno sobie powiedzieć już dziś, że Ukraina nie da rady samodzielnie odbudować swojego potencjału obronnego. Widzimy jak wyglądają tam miasta, wsie, zakłady... ile trzeba będzie odbudować podstawowej cywilnej infrastruktury. NATO i tak stanie przed potrzebą wyposażenia tego państwa w podstawowy sprzęt wojskowy, a ten będzie szybko potrzebny dla zabezpieczenia się przed wojną hybrydową. Pokonana Rosja przecież nie odpuści w tym względzie. Lepiej zacząć pracę na tym problemem od razu.

Rosjanom życzymy braku cierpliwości

Na zakończenie warto zastanowić się, jak ta bitwa może wyglądać. Jeśli Rosjanie będą cierpliwi, uporządkują siły, tym razem uderzą podręcznikowo kolejnymi rzutami swoich wojsk, zabezpieczając teren, walcząc w powietrzu. Szyki może im psuć stan organizacyjny i moralny ich armii, a rozkonserwowany i wiekowy sprzęt, psując się, może opóźniać ich działania, ale nawet w takim scenariuszu będzie to duża i krwawa bitwa.

To, czego życzę Rosji, to braku cierpliwości.  Wiadomo, że ograniczona ofensywa mająca na celu zdobycie pozostających pod kontrolą Ukrainy terenów „Ługandy” i „Donbabwe” cały czas się toczy i najlepiej, żeby tak pozostało. Im więcej wysyłanych małymi częściami sił rosyjskich zostanie zniszczone lub wyczerpane, tym lepiej. Może wtedy na walną bitwę zabraknie im sił i środków.

Czy czekają nas jakieś zaskoczenia? Marzyłoby mi się zobaczyć duży atak Ukrainy wzdłuż wschodniego brzegu Dniepru odcinający Rosję od Krymu, ale nie mam pojęcia, czy są w stanie nawet z pomocą materiałową NATO zebrać potrzebne na coś takiego. W każdym razie udana akcja na tym kierunku zachwiałaby wszystkimi politycznymi kalkulacjami Kremla, a w innym przypadku ciężko oczekiwać, żeby po wyczerpaniu sił z obu stron nastąpiło coś innego niż wieloletni pat.

Jakkolwiek ta kampania się nie zakończy, wszystkie kraje zaangażowane w pomoc Ukrainie czeka mnóstwo pracy nad uporządkowaniem sytuacji po tej wojnie. Całe NATO musi wypracować metodę, jak wzmocnić armie swoich mniej zamożnych członków, mających pecha graniczyć ze ZBiR-em. Trzeba też zastanowić się jak wpiąć Ukrainę, w jakimkolwiek stanie terytorialnym by nie wyszła z tego konfliktu, w system obronny sojuszu już na stałe.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu