50

Na czym pracują redaktorzy Antyweb – mobilność, ale nie ponad wszystko

Przyszła pora na mnie, by zaprezentować swoje zabawki, programy i rozwiązania, bez których na co dzień nie potrafię się obejść. Jak już się pewnie domyślacie, jestem zapalonym miłośnikiem wszystkiego co mobilne. Wynika to po części z mojego trybu życia oraz nawyków, a nie sloganów typu „era Post PC”. Możecie się zatem spodziewać garści gadżetów wspartych […]

Przyszła pora na mnie, by zaprezentować swoje zabawki, programy i rozwiązania, bez których na co dzień nie potrafię się obejść. Jak już się pewnie domyślacie, jestem zapalonym miłośnikiem wszystkiego co mobilne. Wynika to po części z mojego trybu życia oraz nawyków, a nie sloganów typu „era Post PC”. Możecie się zatem spodziewać garści gadżetów wspartych synchronizacją i chmurą. Jeżeli Was zaciekawiłem, zapraszam do lektury. 

Sercem wszystkiego jest oczywiście komputer…

Powiecie „z tą mobilnością to ściema”, skoro od razu na wstępie piszę o komputerze. Cóż, przyznam szczerze, że nie potrafię wyobrazić sobie pracy przy innym urządzeniu. Duet mysz i klawiatura zapewnia mi największy komfort pracy i efektywność. Myślę, że jeszcze długo tak pozostanie, bez względu na to czy Windows 8 i inne nowinki w branży wywrócą ten segment do góry nogami.

Na jakiej maszynie pracuję? To sprzęt relatywnie nowy, choć zdecydowanie nie najnowszy – Dell Vostro 3450 (tak, ten złoty) z Core i5 oraz Radeonem  HD 6630 (podkręconym do parametrów 6650) na pokładzie. Specyficzną cechą tego notebooka jest to, że ma 14-calową matrycę. Czyni to go nieznacznie poręczniejszym i lżejszym niż standardowe modele z ekranami 15,6 i większymi. Świadomie zdecydowałem się na taki zakup, gdyż zależało mi na urządzeniu z wydajną baterią, które będę mógł bez przeszkód nosić w plecaku. Będący przedstawicielem taniej linii biznesowej (choć na pewno nie sensu stricto o czym świadczy dedykowany GPU) Vostro w 100 proc. spełnia moje potrzeby i wymagania. Choć przyznam szczerze, że praca na 14-calowym ekranie wymagała przyzwyczajenia. Teoretycznie różnica jest niewielka, ale w praktyce sprawia, ze patrząc na 15- i 17-calowe maszyny znajomych zastanawiam się „jakie one ogromne”.

Nie potrafię przekonać się do touchpada. Korzystam z niego w zasadzie tylko w ostateczności. Podstawowym kontrolerem jest zatem mysz. Tutaj zdecydowałem się na model sygnowany logo Microsoftu. Wireless Mobile Mouse 4000 jest bardzo komfortowym gryzoniem o niewielkich rozmiarach, który radzi sobie na wielu trudnych powierzchniach. Sprawdzałem ją w różnych, czasem nawet dziwnych miejscach. Dzięki autorskiej technologii MS o nazwie BlueTrack dawała radę nawet na szkle.

Podczas pracy potrzebuję często pewnej izolacji od otoczenia. Nie zawsze jest to możliwe, zwłaszcza że pracuję w różnych miejscach. Wówczas najlepszym przyjacielem okazują się słuchawki. Od kilku lat służy mi poczciwy, nauszny model TDK  ST-PR300. Wymiękają co prawda przy high-endowych Seinnheiserach, ale mimo wszystko grają dobrze, czysto i dość głośno.

…ale zdecydowanie częściej mam przy sobie smartfona

Nigdy nie wychodzę z domu bez smartfona. Nawet, jeżeli jest to nawet wyjście do osiedlowego sklepu. Nie wiem, czy jest to już uzależnienie, bo nie należę do osób, które potrafią spędzić z telefonem w dłoni długie godziny. Czuję się po prostu bardziej komfortowo gdy mam go w kieszeni.

Moją zabawką jest przestarzały już Sony Ericsson Xperia X10. Oczywiście zadbałem o to, żeby działał na miarę dzisiejszych smartfonów. W środku siedzi zatem zmodyfikowany do granic możliwości software, który dodatkowo został skonfigurowany tak, by wyciskać maksimum możliwości z procesora oraz układu graficznego. W rezultacie mogę liczyć nie tylko na szybkie reagowanie na polecenia, ale też wydajność w nawet nowszych grach 3D. Ostatnio np. smartfon dzielnie radził sobie z takimi tytułami, jak GTA III czy Max Payne Mobile. Wszystko dzięki forum XDA.

Zresztą jeśli chodzi o smartfona to jestem prawdziwym maniakiem, modyfikacji, przeróbek i dodatków. Zmieniam oprogramowanie w Xperii średnio kilka razy w miesiącu, świetnie się przy tym bawiąc. Choć przyznam szczerze, że już kilka razy mało nie zszedłem na zawał, gdy udało mi się sprawić, że smartfon po wyłączeniu w ogóle nie reagował.

Gadżety do zabawy i nie tylko

Poza komputerem i smartfonem moja komoda z zabawkami zawiera też tablet oraz czytnik ebooków. Zacznijmy od tego pierwszego.

Model MID06 Manty testowałem już swego czasu na łamach Antyweba. Urządzenie tak mi przypadło do gustu, że zdecydowałem się na własny egzemplarz. Oczywiście czasem doskwiera brak modułu 3G, ale radzę sobie z tym za pomocą zewnętrznego modemu, o którym za chwilę. Tablet w znacznej mierze wykorzystywany jest do rozrywki oraz multimediów. Lubię oglądać na nim filmy w łóżku lub podróży. Tam też instaluję większość gier, które mi przypadną do gustu (na smartfonie zostawiam tylko te najciekawsze). Nierzadko też gadżet ten przydaje się, gdy potrzebuję na szybko dostępu do sieci. W gruncie rzeczy na pewno nie jest on niezastąpiony i myślę, że z powodzeniem mógłbym się bez niego obejść. Ale tak to już jest, gdy do głosu dochodzi nie rozsądek, a dusza geeka i emocje dorosłego chłopczyka… ;)

Znacznie bardziej przydatny okazał się Kindle (4 gen.). Wbrew pozorom nie służy on tylko do lektury książek. Zdecydowanie częściej przesyłam tam bowiem (dzięki Readability) dłuższe artykuły z internetu. Dzięki temu nie męczę wzroku, który i tak zdrowo nadwyrężam długimi godzinami spędzanymi przy komputerze. Poza tym mogę sobie pozwolić na lekturę w dowolnym miejscu – niekoniecznie przy biurku/w domu.

Dopełnieniem moich mobilnych gadżetów jest modem 3G Huawei e180. I tutaj muszę przyznać, że to chyba najmniej udany z moich zakupów. Urządzenie grzeje się niemiłosiernie w trakcie pracy (co jest podobno typowe dla tego modelu), a poza tym miewa czasem problemy ze stabilnością. W środku umieściłem kartę SIM Aero2. Darmowy internet spisuje się nieźle, o czym pisałem kilka dni temu na AW. W zasadzie jest to moje jedyne (poza smartfonem) łącze z globalną siecią, gdy wracam w rodzinne strony.

Oprogramowanie

Teraz to, co tygrysy lubią najbardziej, czyli software. Sposób, w jaki korzystam z moich urządzeń jest pod wieloma względami unikatowy. Jestem bowiem typowym estetą i lubię dostosowywać swoje platformy pod względem wizualnym. Dlatego każde moje urządzenie jest spersonalizowane. Z resztą zobaczcie to na przykładzie Windowsa.

Podobnie sprawa się ma z tabletem i smartfonem. Każdy jest w pewnym stopniu spersonalizowany tak, by wpisywał się w moje gusta i cieszył oko przy każdym zerknięciu na wyświetlacz.

Przejdźmy jednak do konkretów. Na desktopie nie wyobrażam sobie życia bez trzech programów – Chrome’a, pakietu MS Office oraz Photoshopa. Każdy z nich jest uruchamiany codziennie przynajmniej kilkukrotnie. Pozwoliłem sobie nawet w tym celu zmodyfikować menu kontekstowe pod plikami graficznymi tak, by każdorazowe kliknięcie polecenia „Edytuj” przenosiło mnie właśnie do programu Adobe, a nie systemowego Painta. Na marginesie polecę tutaj Default Programs Editor, który pozwala na tę i wiele innych zmian w domyślnych programach.

Pliki synchronizuję za pomocą Dropboksa oraz Google Drive. Z tym, że foldery Google Drive są umieszczone w folderze Dropboksa, dzięki czemu pliki przesłane na konto Google są też dostępne na drugim koncie. Dodatkowo korzystam tutaj z dwóch narzędzi – Sortboksa, który automatycznie przenosi określone typy plików do wybranych folderów oraz Wappwolfa, który dba o to, żeby pliki pdf umieszczone w folderze Kindle były przesyłane bezpośrednio na Kindle’a, a grafiki wędrowały do albumów Picasy. Dropbox to poza tym dla mnie narzędzie do tworzenia kopii zapasowych. Trzymam tutaj newralgiczne dane, których utrata mogłaby mnie wiele kosztować. Przesyłanie na Kindle’a ułatwiłem sobie też w inny sposób – za pomocą oficjalnej aplikacji przygotowanej przez Amazon. Send to Kindle pozwala na przesyłanie dokumentów do czytnika za pomocą jednego polecenia w menu kontekstowym.

 Bardzo cenię sobie wszelkie techniki zwiększające produktywność, choć z ich praktycznym zastosowaniem bywa różnie. Listę rzeczy do zrobienia trzymam na pulpicie, w formie widżetu. Jest to aplikacja Minibrowser, która została skonfigurowana tak, by za każdym razem wczytywać stronę Google Tasks. Oczywiście i tutaj nie obeszło się bez synchronizacji. W smartfonie korzystam z aplikacji any.do, która pobiera dane z konta Google. Wędrują one też potem do wtyczki zainstalowanej w przeglądarce.

A skoro o przeglądarce mowa. Staram się nie przesadzać z nadmierną liczbą dodatków, bo to potrafi znacznie uprzykrzyć życie i pożreć niepotrzebnie masę zasobów systemowych. Priorytetem są trzy dodatki – TabCloud, który pozwala na zapisywanie list otwartych kart w chmurze (również opisywany na AW), Readability do wygodniejszego czytania i przesyłania artykułów na Kindle’a oraz Checker Plus for Gmail, dzięki któremu mam ciągły dostęp do poczty e-mail. Bardzo istotny jest też dla mnie nieoficjalny Reeder for Chrome, który upodabnia Google Readera do czytnika RSS z OS X. W ten sposób przeglądanie codziennych informacji i szukanie tematów na artykuły przebiega sprawniej i przyjemniej.

 

Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę przy smartfonie. Jestem wielkim fanem MIUI, dlatego korzystam zarówno z launchera jak i lockera upodabniającego Androida do tej modyfikacji (co wpisuje się też w zasadę nieustannego dbania o wygląd). Najważniejszymi mobilnymi aplikacjami dla mnie są Gmail i EasyRSS. Pierwszy wiadomo do czego służy, drugi to natomiast rewelacyjna, szybka i bardzo funkcjonalna alternatywa dla mobilnego Google Readera. Gdy ją pierwszy raz zainstalowałem, nie mogłem uwierzyć, że tak długo męczyłem się z aplikacją od Google. Smartfon często jest przeze mnie też wykorzystywany do notowania. Tutaj niezawodna okazała się aplikacja GNotes, która tworzy notesy, a następnie synchronizuje je z Gmailem, przesyłając odpowiednie wiadomości e-mail i oznaczając je etykietami „Notatki”. Dopełnieniem tego wszystkiego jest (od niedawna zresztą) nowy Swype, któremu nie straszne nawet dłuższe „wypracowania”. Pozostałe aplikacje to raczej standard – Tapatalk do forów internetowych, Google+, YouTube i Friendcaster do Facebooka.

To by było na tyle, jeśli chodzi o moje gadżety i najczęściej wykorzystywane rozwiązania. Mam nadzieję, że część z tego, co opisałem przyda się Wam albo chociaż zainspiruje do pewnych zmian. W razie jakichkolwiek pytań lub wątpliwości czekam na Was w komentarzach pod artykułem.