Myspace zapytało czy autorzy dość ciekawego edytora profili do myspace jakim jest realeditor.com nie chcieli by sprzedać im swojego dzieła. Autorzy odmówili, i już za chwilę myspace zrobiło własny edytor. Wszystko było by ok., gdyby nie fakt, że nowy edytor na myspace jest prawie identyczny (film pokazuje wszystkie podobieństwa) z tym, który chcieli kupić. Oczywiście […]

Myspace zapytało czy autorzy dość ciekawego edytora profili do myspace jakim jest realeditor.com nie chcieli by sprzedać im swojego dzieła. Autorzy odmówili, i już za chwilę myspace zrobiło własny edytor. Wszystko było by ok., gdyby nie fakt, że nowy edytor na myspace jest prawie identyczny (film pokazuje wszystkie podobieństwa) z tym, który chcieli kupić.

Oczywiście mogli postąpić jak chcieli ponieważ to ich serwis i ich społeczność ale przy bezpardonowym kopiowaniu funkcjonalności można było przynajmniej wspomnieć na czym się wzorowali.


Dosadny komentarz autora realeditor

Oczywiście realeditor w oczach wielu straciło szanse na dość korzystną transakcje – czy jednak na pewno?. Z tego co piszą autorzy jako komentarz do artykułu na ten temat na techcrunch myspace w zamian za przejęcie edytora profili realedytor.com zaproponowali zwrot kosztów developmentu (stawka za każdą godzinę spędzoną nad produktem) – dodatkowo nigdy nie wspomnieli jaka to miała być kwota.

Jak widać wielki biznes jest brutalny i nie zostawiam małym serwisom dużego wyboru – szkoda tylko, że przy tym wszystkim ginie coś co osobiście cenię najbardziej czyli kultura (styl i klasa) prowadzenia interesów.