motorola razr
10

Jest droga i… średnia. Ale nie przekreślajmy Motoroli RAZR

Motorola jakby czuła pismo nosem już lata świetlne temu, kiedy pojawił się pierwszy RAZR - wtedy naprawdę wypasiony telefon. RAZR świetnie pasuje również do "składaka", których w ostatnim czasie jest "pełno": czekam, aż takiego pokaże polski myPhone, pewnie Chińczycy coś takiego już mają i chętnie odsprzedadzą chętnemu.

Motorola RAZR miała być nowym rozdaniem w kręgu „składaków” i powiem tak: wyszło średnio, tak samo jak średni jest ten telefon. Kosztuje krocie, 1500 dolarów to w dalszym ciągu mnóstwo szmalu, ale nie oferuje tego, co flagowce. Składany ekran? To przecież nie wszystko. Ptaszki ćwierkają, że idea „składaka” się przyjmuje, a Samsung zbroi się na prawdziwy boom w tym segmencie. Ale co z tego? Nie wszyscy muszą jeść z nowo powstałego tortu, jakim jest „rynek składanych smartfonów”.

Wiele więc wskazuje na to, że Motorola RAZR w formie „składaka” to po prostu nieudany wystrzał z saletry i karbidu, taka zmoczona petarda, która sobie gniła w zatęchłej piwnicy. Odpaliła, błysnęła, ale ledwo huknęła. Przez branżę przewinął się jęk zawodu, że „to nie to”. Niektórzy mówią nawet o profanacji submarki RAZR, która kojarzona była zazwyczaj z urządzeniami najlepszymi w każdym calu. A „składak” RAZR przecież taki nie jest. Snapdragon 710? Będzie to działać, ale flagowce będą zjadać ten sprzęt na śniadanie.

Czytaj również: Motorola RAZR wygląda fajniej niż się spodziewałem

Nie skreślajmy jednak telefonu Motorola RAZR. Coś w nim jest

Podczas, gdy Samsung i Huawei obmyślili sobie, że będą robić z telefonów komórkowych tablety (takie coś już było, nazywało się to phablet i ostatecznie wielu z nas takie ma…), Motorola powiedziała, że nie – zrobi to inaczej. Sięgnie, może nie tyle do swoich korzeni, co do swoich poprzednich osiągnięć. Motorola RAZR (ta pierwsza) była „składakiem”, „clamshellem”, który można było złożyć i wygodnie włożyć do kieszeni. Jak na tamtejsze standardy była niezwykle smukła i elegancka. Jak ktoś miał taki telefon – był gość. Jak ktoś miał go w szkole, to najpewniej co tydzień jeździł na zakupy z rodzicami do Makro w większym mieście, a w wakacje wyjeżdżał nie nad Bałtyk, ale najbiedniej do Chorwacji.

Możecie mnie za to zlinczować: sama idea nowej RAZR mi się podoba. To zupełnie nowe podejście do „składaków”, nikt nie zdecydował się jeszcze wypuścić na rynek niczego, co łączyłoby ideę clamshella z technologią giętkich ekranów. Samsung i Huawei liczą na to, że z jednego, dużego smartfona zrobią tablet i klienci będą zadowoleni. Niech im się wiedzie jak najlepiej, na zdrowie – trzymam kciuki. Ale zważcie na to, że to nie jedyna szansa, jaka stoi przed „składakami”.

Motorola RAZR

„Składaki” (pewnie już nudzi Was to określenie) mogą być sposobem na odzyskanie choć odrobiny komfortu korzystania z urządzenia mobilnego, co zatraciliśmy już jakiś czas temu. Wchodzisz do elektrosklepu i co widzisz? Same paletki do ping ponga. Mniejsze, większe, z notchem, z łezką, z dziurką, z trzema, z pięcioma aparatami… one tak na dobrą sprawę wszystkie są takie same. Powiem Wam więcej, znudziły mnie już do cna smartfony – premiery flagowców są emocjonujące jak liczmany w przedszkolu. Serio. Średnia półka prezentuje się czasami ciekawiej, bo tam zdecydowanie łatwiej o pewne niespodzianki.

Motorola RAZR cudów nie zdziała, ale może zapoczątkować trend

Trend na ciekawe, użyteczne i fajnie zrobione telefony komórkowe. Macałem Folda i uwierzcie mi – ta poprawiona wersja, która weszła do sprzedaży wydawała mi się być… prototypem. Jakbym miał w rękach eksperyment, który może się uda, a może się nie uda (raczej się uda).

Jeżeli telefon komórkowy ma być ładny, poręczny i co więcej – cholernie użyteczny – ja taką ideę kupuję. Motorola RAZR pokazuje jasno: można stworzyć ciekawy smartfon, który będzie inny od wszystkich i jednocześnie będzie się podobał wielu. Co nie zmienia jednak faktu, iż stawiam na sprzedażową porażkę tego modelu. Może następny będzie lepszy.