Motorola

Motorola edge 30 Ultra. Udana wycieczka w rejony Premium [TEST]

Mirosław Mazanec
21

Smartfon jest drugim od dłuższego czasu urządzeniem tego producenta, o którym można powiedzieć, że jest z flagowej półki.

Pierwszym była moto edge 30 Pro. Tyle, że tam „flagowość” przejawiała się głównie w wydajności. Zdjęciowo telefon odstawał. Z edge 30 Ultra to już zupełnie inna sprawa. Producent postarał się o naprawdę mocny zestaw obiektywów, z główną matrycą Samsunga o największej w tej chwili rozdzielczości na rynku – 200 MP. Do tego jest teleobiektyw, który służy głównie do wykonywania zdjęć portretowych, ale za pomocą którego można wykonać zdjęcie z 2x przybliżeniem optycznym. Jest też szeroki kąt i kamerka do selfie – obie o bardzo wysokiej rozdzielczości.

Wydajnościowo również nie ma się do czego przyczepić. Najmocniejszy w tym momencie na rynku Snapdragon 8+ Gen 1 w połączeniu z lekkim i bardzo udanym oprogramowaniem sprawia, że telefon pracuje doskonale. Ekran AMOLED to najwyższa półka, ma świetną jasność maksymalną i bardzo wysokie odświeżanie (144 Hz). Bateria jest wielka, ładowanie super szybkie (i przewodowe i bezprzewodowe). Jedyny poważniejszy zgrzyt to brak normy wodoodporności na poziomie IP 67/68. Tyle. moto edge 30 Ultra za 4499 zł, przy cenach jakie trzeba teraz płacić za flagowce innych producentów, wydaje się wręcz okazją.

Pytanie jednak, jak ten zbiór topowych komponentów ze sobą współgra. Bo o to tak naprawdę tu chodzi. Czy każdy element układanki jest we właściwym miejscu i czy nie przeszkadza w działaniu innemu. Bo przecież tak zdarza się dość często. Wysoka wydajność zabija baterię a złe oprogramowanie odbija się czkawką podczas pracy telefonu.

Dlatego byłem niezmiernie ciekaw, czy producent poradził sobie z tym zadaniem. W końcu na najwyższej półce nie było go jakiś czas a tu jest najtrudniej, bo najwyraźniej widać wszystkie niedociągnięcia i niedoskonałości. Jak poszło motoroli?

moto edge 30 Ultra – specyfikacja

  • wymiary: 161.76 x 73.5 x 8.39 mm
  • waga: 198.2 g
  • wyświetlacz: P-OLED, 6.67 cala, FHD+ 1080 x 2400 pikseli, 395 PPI, proporcje 20:9, odświeżanie do 144 Hz, HDR10+, jasność maksymalna 1250 nitów, Gorilla Glass 5
  • procesor: Snapdragon 8+ Gen 1, GPU Adreno 730, 12 GB RAM, 256 GB pamięci wbudowanej,
  • łączność bezprzewodowa: Wi-Fi 802.11 a/b/g/n/ac/ax, Wi-Fi Direct, hotspot, Bluetooth 5.2, A-GPS, GLONASS, GALILEO, BDS, 5G
  • inne: USB-C, czytnik pod ekranem, IP 52, głośniki stereo, NFC, dual SIM
  • aparaty:
  1. obiektyw główny: 200 MP, f/1.9, 1/1.22", 0.64µm, PDAF, OIS;
  2. obiektyw tele: 12 MP, f/1.6, 1.22µm, PDAF, 2x optyczny zoom;
  3. szeroki kąt: 50 MP, f/2.2, 114˚, 1/2.76", 0.64µm;
  4. selfie: 60 MP, f/2.2, (wide), 1/2.8", 0.61µm
  • bateria: 4610 mAh, ładowanie 125 W przewodowo / 50 W bezprzewodowo / 10 W zwrotnie

moto edge 30 Ultra – budowa

Do testów trafiło do mnie urządzenie w kolorze czarnym. I choć nie jestem miłośnikiem tego koloru – to tu bardzo mi się podoba. Smartfon jest matowy, wpada w różne odcienie czerni a nawet szarości w zależności od konta padania światła, nie zbiera odcisków palców. A taki kolor sprawia, że telefon wygląda bardzo elegancko. Nie mam też zastrzeżeń do wyglądu wielostopniowej wyspy z obiektywami i diodą doświetlającą, choć to oczywiście zawsze jest kwestią gustu.

Aluminiowa, solidna rama, jest płaska z każdej strony, podobnie jak w modelu Fusion, o którym pisał Krzysztof Rojek. Na dolnej krawędzi jest slot na dwie karty SIM, bez możliwości zainstalowania karty pamięci. Obok mamy USB-C i jeden z dwóch głośników – drugi, zintegrowany z głośnikiem do rozmów jest w szczelinie nad ekranem. Grają głęboko, donośnie, czysto, w proporcjach 60:40 na rzecz tego dolnego.

Na prawym boku są dwa przyciski – mały włączania i duży regulacji głośności. Ten pierwszy ma przyjemną fakturę, więc raczej ich nie pomylimy. I w zasadzie to by było na tyle, oczywiście rama z każdej strony ma przeszycia antenowe.

Jeszcze dwa zdania o pudełku, które jest szare i ekologiczne – wykonane z materiałów z recyklingu. To na szczęście nie przeszkadza, by zawierało pełny pakiet, czyli oprócz telefonu silikonowe, miękkie etui, kabelek i ładowarkę o mocy aż 125W. Brawo.

moto edge 30 Ultra – wyświetlacz

Ekran to P-OLED o przekątnej 6.67 cala. To co rzuca się w oczy to przede wszystkim doskonała jasność maksymalna, która może osiągać aż 1250 nitów. Co oznacza, że nie mamy problemów z jakością obrazu nawet w mocnym słońcu. W każdym razie ja nie miałem żadnych i bez problemu mogłem np. oceniać efekty pracy aparatu czy przeglądać Internet przy pięknej pogodzie. Oczywiście kolory są mocne, czerń czarna jak smoła. W ustawieniach ustawimy sobie ich jakość (naturalne i nasycone) oraz temperaturę. Kąty widzenia również są idealne.

Kolejną rzeczą jest odświeżanie ekranu które może wynosić 60 Hz, 144 Hz bądź można wybrać ustawiania automatyczne, gdzie SI telefonu decyduje o optymalnej częstotliwości.

Ekran jest delikatnie zakrzywiony na boki, producent nakleja na niego bardzo dobrej jakości folię. Nie trzeba się więc martwić o dodatkową ochronę. Zagięcie ekranu jest tylko i wyłącznie sprawą estetyki i nie ma żadnych użytkowych zastosowań. Ale wygląda ładnie, smartfon sprawia wrażenie „bezramkowego”. I nigdy nie zdarzyło mi się, bym niechcący czegoś dotknął przy krawędzi ekranu. Dolna i górna ramka są tej samej grubości, kamerkę do selfie umieszczono centralnie.

Czytnik linii papilarnych jest pod ekranem, działa szybko i bezbłędnie, z przyjemną wibracją. Ja częściej wykorzystywałem odblokowanie twarzą, bo ekran wybudza się po podniesieniu więc nie potrzebujemy nic robić. Bierzemy telefon do ręki i praktycznie w tej samej chwili mamy go gotowego do pracy.

Zastrzeżenia? Takie samo jak w modelu Fusion czy neo, czyli brak AoD wyświetlanego na stałe. Jest ekran moto pokazujący informacje po poruszeniu telefonu. Ale jest potencjał na więcej.

moto edge 30 Ultra – działanie

Snapdragon 8+ Gen 1 w połączeniu z 12 GB RAM, który można dodatkowo powiększyć o 3 GB korzystając z pamięci wewnętrznej, działają doskonale. Przez prawie dwa tygodnie nie spotkała mnie ani jedna niemiła przygoda w postaci najmniejszego chociażby przycięcia. Wszystko jest płynne i szybkie. Smartfon się nie przegrzewa – podczas codziennej pracy nie miałem ani razu takiej sytuacji, nieco cieplejszy zrobił się tylko po testach syntetycznych i podczas dłuższego grania. Ale wg. mojej subiektywnej oceny to smartfon który najlepiej radzi sobie z odprowadzaniem ciepła z tego procesora. W Antutu Benchmark osiągnął 1067219 pkt, co stawia go na 5 pozycji.

Bardzo dobrze wypada wielozadaniowość i trzymanie zakładek w pamięci. Spośród urządzeń z Androidem telefon jest moim zdaniem w ścisłej czołówce. Doskonale prezentuje się jakość muzyki na słuchawkach bluetooth. Działają ustawienia Dolby Atmos, również z ręcznym korektorem graficznym.

Generalnie do żadnego aspektu pracy nie mam zastrzeżeń. Zaczynając od tych podstawowych, czyli jakości rozmów telefonicznych, poprzez lokalizację i nawigację, na płatnościach zbliżeniowych kończąc.

moto edge 30 Ultra – oprogramowanie

Na urządzeniu znajdziemy Androida 12, smartfon ma zapewnione 3 duże aktualizacje systemu i 3 lata poprawek bezpieczeństwa. System to czysty Android z dodatkami moto. Jest mocno promowana przez producenta platforma Ready For, gdzie bezprzewodowo możemy podłączyć telefon do komputera, telewizora bądź monitora. Do tego w ustawieniach znajdziemy efekty wideo rozmowy, czyli rozmycie tła, śledzenie obiektu czy Audio Zoom. Więc do telekonferencji czy pracy zdalnej edge 30 Ultra sprawdzi się doskonale. Oczywiście mamy strefę gier, wiele możliwości ingerencji w graficzną część interfejsu. Producent zastosował w nim nową czcionkę która bardzo mi odpowiada. A ciekawostką jest różnica jaką znalazłem między modelami Fusion i Ultra. W tym pierwszym mamy opcję wygaszenia ekranu podwójnym uderzeniem. W tym drugim jej nie ma…

Tradycyjnie już dla motoroli mamy zabezpieczenia ThinkShield zaszyte w systemie, które gwarantują nam bezpieczeństwo danych.

moto edge 30 Ultra – zdjęcia, filmy

Zestaw kamer wygląda następująco:

  • obiektyw główny: 200 MP, f/1.9, 1/1.22", 0.64µm, PDAF, OIS;
  • obiektyw Tele: 12 MP, f/1.6, 1.22µm, PDAF, 2x optyczny zoom;
  • szeroki kąt: 50 MP, f/2.2, 114˚, 1/2.76", 0.64µm;
  • selfie: 60 MP, f/2.2, 1/2.8", 0.61µm.

Po pierwsze – moto edge 30 Ultra jest pierwszym na rynku smartfonem z gigantyczną, 200 MP matrycą Samsunga. Drugi jest Xiaomi 12T Pro, a moje krótkie porównanie fotograficznych możliwości obu tych urządzeń znajdziecie w tym wpisie.

Po drugie. W końcu w smartfonie motoroli mamy pełnoprawny flagowy zestaw kamer. Tyle, że Motorola chce byśmy zoom wykorzystywali głównie do zdjęć portretowych a nie zdjęć z przybliżeniem. Choć oczywiście i takie można zrobić za pomocą tego obiektywu. Myślałem, że producent woli, by 2x zbliżenie było realizowane jako przycięcie z głównego obiektywu o gigantycznej rozdzielczości. Ale przeprowadzając prosty eksperyment polegający na przysłanianiu palcem kolejnych oczek możemy zobaczyć, że przybliżenia realizowane są obiektywem tele a nie głównym. A maksymalne wynosi tylko 16x i jest słabej jakości, co jednak nie dziwi, jeśli uświadomimy sobie z jaką rozdzielczością mamy w nim do czynienia…

W ustawieniach prócz wielu standardowych funkcji znajdziemy portret – dla trzech wartości: 35 mm (obiektyw główny), 50 mm i 85 mm – (obiektyw tele). Są nocne zdjęcia, kolor spotowy dla zdjęć i filmów, możliwość wykonania zdjęcia w maksymalnej rozdzielczości 200 MP, podwójny zapis czy skaner tekstu.

Jakość zdjęć jest naprawdę bardzo dobra. W końcu mogę napisać, że w zdecydowanej większości przypadków smartfon motoroli spełnia moje fotograficzne potrzeby. Choć ma też kilka minusów.

Zaczynając od głównej matrycy – zdjęcia, które oczywiście nie są co do zasady 200 MP, piksele są łączone i w efekcie mamy 12.5 MP, bardzo mi się podobają. Mają wszystko to co mieć powinny, czyli świetną rozpiętość tonalną, ładne, ale nie przesycone kolory i bardzo dobrą szczegółowość. Nie ma przepaleń nieba w kontrastowych ujęciach, generalnie moim zdaniem jest tak, jak być powinno.

Szeroki kąt też nie odstaje, kolorystyka jest niemal identyczna z głównym sensorem, ilość szczegółów wciąż jest duża.

Tryb portretowy jest doskonały, pomysł na takie wykorzystanie obiektywu Tele jest bardzo dobry, rozmycie tła i separacja głównego obiektu jest doskonała, w dodatku nie musimy się do niego tak mocno zbliżać.

Podobają mi się również zdjęcia nocne które mają ładne kolory, są szczegółowe a co najważniejsze widać na nich że jest jednak noc a nie dzień. Czyli nie są sztucznie i przesadnie rozjaśnione. Selfie są dobre, można wybrać szerszy bądź węższy kadr.

Filmy nagramy w najwyższej rozdzielczości 8K z tyłu i 4K z przodu. Świetnie sprawdza się stabilizacja, która działa nawet przy 8K, więc można się pokusić o nagrywanie w tej rozdzielczości również w ruchu. Głos jest zbierany bardzo dobrze. Przechodzenie między obiektywami jest możliwe w FHD. Szeroki kąt nie obsługuje 4K, ta oraz wyższa rozdzielczość przypisana jest tylko do obiektywu głównego. Cieszy, że selfie nagramy w 4K a nie w FHD.

moto edge 30 Ultra – bateria

Ogniwo ma pojemność 4610 mAh. I ma mnóstwo zalet. Bo po pierwsze – smartfon na jednym ładowaniu działa spokojnie półtora dnia. W moim przypadku zazwyczaj było to między 5 a 6 godzin SoT. Jak na topowy, tak wydajny telefon, to doskonałe wyniki. Po drugie jeśli się już wyładuje, naładujemy go 125 W ładowarką w jakieś 20 min. I po trzecie – obsługiwane jest ładowanie bezprzewodowe o mocy nawet 50 W. Ja takiej ładowarki nie posiadam, ale za pomocą 15 W ładował się też bardzo szybko.

moto edge 30 Ultra – podsumowanie

Brak normy IP 67/68 oraz AoD wyświetlanego na stałe. To moim zdaniem jedyne poważniejsze zastrzeżenia, jakie można mieć do tego urządzenia. Ale ponieważ kosztuje ono 4.5 tys. zł. a nie ponad 6 tys. zł, jak bardzo dużo tegorocznych flagowców – przymykam na to oko. I poza tym na nic nie narzekam. Jasne, smartfon jest dość duży, ale gdzieś musiała zmieścić się wielka bateria czy zaawansowana optyka. Jakość wykonania jest doskonała, wyświetlacz również, zdjęcia są na bardzo wysokim poziomie – motorola nieźle okiełznała 200 MP potwora. Teraz producentowi nie pozostaje już nic innego, jak tylko próbować przekonać użytkowników, że za jego telefon opłaca się zapłacić więcej niż 2 tys. zł, czyli wyjść poza bezpieczną strefę średniej półki. 4499 zł to dużo, ale już widziałem pierwsze, kilkusetzłotowe promocje, a to tylko pomoże temu smartfonowi.

Moim zdaniem urządzenie jest po prostu udane. Co nie przeczę, nieco mnie zaskoczyło, bo byłem sceptycznie nastawiony na wędrówkę motoroli w rejony Premium. Jak widać – niesłusznie.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

Recenzjarecenzje