Polska

Według Morawieckiego "informatyk" nie dba o dobro wspólne. Jestem wściekły

JS
Jakub Szczęsny
121

Premier Mateusz Morawiecki wziął udział Ogólnopolskim Kongresie Dialogu Młodzieżowego. Sobotni panel dyskusyjny - jak to bywa w tej formule - zakładał pytania od publiczności. W trakcie polityk postanowił zestawić dwie osoby: super-wykształconego, zdolnego skupionego na sobie "informatyka" oraz aktywnego w społeczności, pomagającego innym - szewca. Premier Mateusz Morawiecki - według mnie wykształcony i łebski facet... począł się zastanawiać: "kto z nich stanowi elitę?"

Pan Premier przy okazji zapewnił, że różne CV czyta i ZAWSZE zaczyna od końca. Aktywność w stowarzyszeniach oraz działaniach charytatywnych ma być wyznacznikiem tego, czy z danego kandydata "będą ludzie" - jak to ujął przytomnie Pan Premier. Skupmy się na meritum: szewc lub "informatyk". I ja wiem, że Premier Mateusz Morawiecki postawił pewną hipotezę, zestawił dwa skrajne i pasujące do tezy przypadki. Szewc, który może słabiej uczył się z książek stanowi realną elitę, natomiast ten niedobry i zadufany w sobie informatyk elitą nie jest: bo nie działa dla dobra wspólnego. Ten pierwszy klaszcze na wystąpieniach polityków, pomaga w ich organizacji i aktywnie zbiera pieniądze w zbiórkach. Ten drugi natomiast ewentualnie dla świętego spokoju przeleje coś biednemu dziecku na Pomagam.pl.

Antagonizowanie ludzi pod kątem ich zawodów to rzecz straszliwie głupia i osobiście jestem zawiedziony - niestety po raz kolejny. Premier Mateusz Morawiecki nie jest wujkiem Staszkiem na spotkaniu rodzinnym, który wszystko wie lepiej, każdy się z nim zgodzi i ostatecznie każdy zrobi po swojemu. Premier Rzeczypospolitej Polskiej ma ogromną siłę oddziaływania, skupiają się na nim media. Ludzie tak naprawdę nie rozumieją pojęcia "hipoteza": dla nich wywód Premiera będzie jego prywatną i obowiązującą obecnie opinią. Szewc, ten mało zarabiający i pomiatany człowiek stanowi elitę. Informatyk jest tym złym. Kto realnie troszczy się o innych, ten należy do elity. I z tym się akurat - o dziwo - zgadzam. Ale nie mieszajmy do tego zawodów.

"Informatyk" hipotetyczny

Niestety, Panie Premierze - sądząc po tym, że użył Pan obowiązującego głównie wśród osób nierozumiejących znaczenia branży IT "skrótu myślowego", który brzmi: "informatyk", sądzę że miał Pan na myśli programistów, administratorów serwerów, różnej maści ninjów - nawet social mediowych. Być może informatykiem według Pana Premiera byłbym nawet ja: bo dużo siedzę przy komputerze i gdyby się zastanowić, to robię więcej rzeczy niż li tylko pisanie. Software house, Antyweb, własne projekty. No, informatyk. Tyle, że ja nie programuję: informuję Pana Premiera - gdyby miał wątpliwości.

Pod informatyka w gronie naprawdę wielu ludzi - poza naszą bańką informacyjną podpada pod "wyczuwaną podskórnie definicję". Babcia, jak powie wśród znajomych że jesteś Node.JS Developerem, to nikt nie zrozumie. Ale jak pochwali się, że z Ciebie jest zdolny informatyk... to już będą wiedzieć. I niestety, po wystąpieniu Premiera: zobaczą Ciebie na drogich wakacjach dwa razy w roku, w nowym aucie, w dużym domu i w dostatku: wysoko noszącego głowę, spluwającego na szewca - który stanowi elitę. Gdybym był zupełnie niepoważny, to obawiałbym się że Premier Mateusz Morawiecki razem z grupą szewców będzie wyzwalał społeczeństwo spod jarzma informatyków: lecąc z widłami na ul. Domaniewską w Warszawie.

Widziałem zadufanych w sobie, zdolnych "informatyków" z kosmicznymi wymaganiami

I bez pracy w software house'ie miałem z branżą styczność, więc widziałem takich. Zdolny, zadufany w sobie "informatyk" z kosmicznymi wymaganiami prędzej czy później otrzyma lekcję pokory. Branża IT nie jest niańką, żeby męczyć się z ludźmi o dojrzałości emocjonalnej wykałaczki i widać to coraz częściej. Panie Premierze, zapraszam do Rzeszowa - stolicy innowacji, do mnie. Opowiem trochę o wyzwaniach branży i o samych "informatykach". Ale też i o tym, co się w tej branży robi.

Czy wie Pan, że nawet dzięki temu zasmarkanemu "informatykowi", co liczy tylko na to by się "nachapać" póki można - powstaje projekt, który dotyczy ludzi niepełnosprawnych? Panie Premierze, skoro Panu wolno - to ja też pozwolę sobie na poteoretyzowanie. Przedstawiciel anty-elity wrzucony został do projektu, gdzie opracowuje się łączność mózgu z protezą. To też wymaga przecież wsparcia "informatyka", nawet durnego marketingowca którym jestem - który opisze studium przypadku i dla innych klientów i dla potomnych. Marketingowiec będzie brał udział w konsultacjach dotyczących przygotowania strony takiego projektu, może uczestniczyć w workshopach biznesowych (bo coś takiego trzeba sprzedać). Informatyk - programista musi to "napisać". DevOps musi czuwać, żeby infrastruktury działały. Rekruter w IT musi zatrudnić odpowiedniego kandydata do projektu. System naczyń połączonych.

Można być maksymalnie zadufanym w sobie człowiekiem i robić coś dla ludzi. Pobudki? Średnio kogo w dzisiejszym świecie interesują, zejdźmy na ziemię Panie Premierze. Przecież doskonale Pan wie, że ludzie mają mieć co włożyć do gara (proszę mi przypomnieć, jakiej skali Pan użył w jednym z nieoficjalnych wystąpień?) i pracować. Ludzie pracują, bo muszą: nic nie przychodzi za darmo. Dlaczego mają przestać widzieć w tym korzyści? Praca dla idei to romantyzm, który zmiażdżą rosnące raty kredytów, wynajmów, cen absolutnie wszystkiego. Paliwo, gaz, prąd, śmieci.

Ja mam nadzieję, Panie Premierze że była to tylko bardzo nieprzemyślana wypowiedź. Że jej intencją było to, aby zobrazować: można działać nad super innowacyjną rzeczą i być antypatycznym karierowiczem, ale i być zwykłym szewcem i zmieniać czyjś świat na lepsze bardziej szczerze. Ale ponownie, zejdźmy na ziemię - celem było wskazanie młodym "drogi". Zantagonizowanie społeczeństwa jeszcze mocniej. Ten, co kształci się na szewca niech uważa, że jest wart więcej, niż ten który poszedł na studia (a nie do uczciwej pracy!) i potem wprost pod drzwi warszawskiej korporacji.

Polityk będzie robił to, co robić potrafi najlepiej

Nie musi się znać na tym, kim jest informatyk (czy tam programista lub kto inny, bo co to za różnica). Nie musi znać realiów branży IT. Będzie znał doskonale informacje od swoich doradców, odnajdzie się w partyjnych knowaniach, posiedzeniach i rozwiązywaniu starych problemów nowymi. Ma doprowadzić swoją partię do wygranej wyborów: tam, gdzie gra toczy się o wysoką stawkę... już nie ma sentymentów. Społeczeństwo i tak jest podzielone. Podzielmy jeszcze bardziej. Społeczeństwo jest jedno i dzielić się go bez końca nie da. Układ w końcu będzie tak podzielony, że jego uśredniona w dół wartość będzie wynosić dokładnie zero. Dzielenie przez zero jest niewykonalne.

Co wtedy zrobicie, Panie Premierze? Mam nadzieję, że Pana elity sobie poradzą z tym problemem.

Grafika wprowadzająca: Olaf Kosinsky, CC BY-SA 3.0 DE, via Wikimedia Commons

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu