13

Młody rekin biznesu Piotr K. się kaja – a ja pytam: co (i kto) za tym stoi?

Internetowa osobowość/osobliwość (jak zwał tak zwał), Piotr K. opublikował film na swoim fanpage’u, który ma być swego rodzaju „kalekim wywnętrzeniem”. Przypomina mi to nieco sylwetkę Alberta Speera, który ukuł mit „przyzwoitego narodowego socjalisty”. Porównanie nie jest przypadkowe – w podobny sposób moim zdaniem chce się wybielić K.- pogubił się, o wielu rzeczach nie wiedział, nie […]

Internetowa osobowość/osobliwość (jak zwał tak zwał), Piotr K. opublikował film na swoim fanpage’u, który ma być swego rodzaju „kalekim wywnętrzeniem”. Przypomina mi to nieco sylwetkę Alberta Speera, który ukuł mit „przyzwoitego narodowego socjalisty”. Porównanie nie jest przypadkowe – w podobny sposób moim zdaniem chce się wybielić K.- pogubił się, o wielu rzeczach nie wiedział, nie jest taki zły, zaślepiły go buta i pieniądze.

Bzudra

Aby wyrobić sobie zdanie na temat Piotra K., należy wpisać w Google jedynie jego imię i nazwisko. Wyszukiwarka wypluje nam to, co powinno zainteresować każdego, kto choćby w małym stopniu pragnie zasięgnąć wiedzy na temat jego działalności. Niegdyś promowany przez duże stacje telewizyjny, obecnie człowiek z zarzutami prokuratorskimi, listem gończym i… mnóstwem smrodu wokół jego osoby. Dziennikarze wielokrotnie przyglądali się temu, jak wyglądał jego „nowatorski biznes”, który albo balansował na granicy prawa, albo owe prawo bezczelnie łamał. A w mediach K. pozował na niewinnego dzieciaczka, nieco naiwnego głupka. Jak tu przyczepić się do człowieka o takim wizerunku? Z drugiej strony – przyjmijmy, że K. rzeczywiście taki jest. Co wtedy? Czy taki człowiek rzeczywiście mógł rozkręcić tak potężny i dochodowy biznes?

Więcej pytań niż odpowiedzi

justice-626461_1280

Gdyby za pewnik brać to, co mówi o sobie Piotr K., to okazałoby się, że mamy do czynienia z prawdziwym wizjonerem i przykładem człowieka „od zera do…(dopiszcie sobie)”. Chłopak odmawia sobie słodkich bułek na rzecz wsparcia własnej firmy. Sprzedaje meble ze swojego pokoju, ima się wszelkich prac – byleby móc rozkręcić własny biznes. I gdyby tylko cała ta historia była dobrze udokumentowana, a wokół jego prywatnej kliniki Estenity nie unosił się przepotężny smród, to wszystko byłoby jak najbardziej w porządku. Mnie w sumie zaskakuje to, jak młody człowiek może się wybić w branży, gdzie istnieje mnóstwo potężniejszych od niego konkurentów – i to po stokroć. Pewien jestem, że K. nie działał sam, był tylko marionetką w rękach kogoś od niego silniejszego. Kogo? To akurat jest wielka niewiadoma. Trudno jednak znaleźć jakiekolwiek przesłanki ku temu, by nazbyt pewnemu siebie i naiwnemu K. w cokolwiek wierzyć.

Spec od wybielania

Zanim K. wziął się za wybielanie własnego wizerunku, mianował się specjalistą od robienia porządku w jamie ustnej. Przebarwienia od kawy, od papierosów, czy po prostu – z powodu braku higieny miały oprzeć się jego nowatorskiemu środkowi, którego skład był zbliżony do tego, z czego korzystają dentyści. Coś, co wcześniej było niedostępne dla zwykłych śmiertelników sprzedawało się jak świeże bułeczki. Nic dziwnego – każdy chce ładnie się uśmiechać.

hammer-719066_1280

Z Whitetime były jednak same problemy – produkt okazał się być po prostu niebezpiecznym. Problemem okazało się być stężenie nadtlenku karbamidu – w takim, jakie zastosowano w Whitetime konieczny jest dozór stomatologa. W przeciwnym wypadku skutki mogą być opłakane – zęby owszem, wybielimy. Ale ryzykujemy, że po pewnym czasie od kuracji trafi je po prostu szlag. Już nie wspominając o sprawie „darmowych próbek” specyfiku, które miały kosztować symbolicznego funta, a z kont klientów wyfruwały kwoty po stokroć większe. Sprawą zajęła się prokuratura – co ciekawe po tym, jak niektórzy blogerzy zaczęli wokół Estenity i Whitetime węszyć, dziwnym zbiegiem okoliczności niektórzy otrzymywali mało wybredne pogróżki – o tym pisał na przykład Tomek Saweczko.

Lekarze z bajki, zdjęcia z szabru

Jeśli interesowaliście się przypadkiem K., to zapewne trafiliście na opinie na temat pracy w Estenity. Tam akurat działy się rzeczy „niepojęte”. Studenci w roli profesorów, którzy zachwalali produkty Estenity, kradzione zdjęcia ze stocków, historie wzięte w sufitu. W ofercie – obok wybielacza, środek na powiększanie penisa. Na stronie internetowej zaś „relacje” klientów, którzy specyfiku spróbowali i nie pożałowali. Na wyobraźnię działała również wypowiedź „autentycznej” kobiety, której spodobał się efekt wywołany przez Penivit. Jakbym czytał maila z serii: „ENLARGE YOUR PENIS”.

Ale to jedna strona medalu. Specyfiki na odchudzanie sprzedawano agresywnie – przede wszystkim osobom, które w taki bubel najłatwiej wkręcić. Zatem, starszym osobom oferowano tabletki na odchudzanie, po których większość oddzwaniała potem do Estenity i gdyby tylko mogły, udusiłyby „profesora” po drugiej stronie. Co ciekawe, malutka część zgłaszała pozytywne efekty – jednak tutaj prawdopodobnie zadziałał efekt placebo – jakby ktoś ich „Obecalpem” napasł, a po tym powiedział: „po tym schudniesz”. Silna wiara czasem robi swoje.

hand-477459_1280

Rotacja w firmie K. wskazywała na jedno – praca w formie przystanku. I nie chodziło tu o sam nawał pracy, czy też rywalizację. Cóż, gdyby mnie ktoś nie zapłacił za dobrze wykonaną, choćby nawet najbardziej plugawą robotę, to bym zwyczajnie zwinął manatki i więcej się nie pokazał. A w Estenity tak właśnie się działo. Pracownicy otrzymywali kary finansowe za byle co – za widzimisię kierownika, za niewykonane normy, za to, za tamto. Generalnie patologia.

Po tym wszystkim, gdy na K. ciąży już zakaz opuszczania kraju, toczą się przeciw niemu postępowania, ten „prawie przyznaje się do winy”, zasłania się zaślepieniem pieniędzmi, postanawia poprawę, ale w taki sposób, jakby chciał powiedzieć: „ja wcale nie jestem taki zły!”. I stąd właśnie moje odwołanie do Speera. I jednego i drugiego łączy wspólna cecha – niebywała zdolność do naginania faktów i stawiania siebie w dobrym świetle. Choćby nie wiem jak źle było, K. powie, że nie wiedział, nie chciał, że inaczej się nie dało. Skandal jakich w Internecie mało.

Sprawa K. uczy

Z tej historii należy wynieść pewną naukę. Internet, media potrafią wykreować każdego. Gdyby się odpowiednio uprzeć, to i ze mnie przy odpowiednich budżetach, ludziach i pomyśle można by było zrobić ze mnie jakąkolwiek ważną personę. Media mają niebywałą siłę, dzięki którym można robić kariery pokroju Nikodema Dyzmy (mimo, że to komedia – świetnie tłumaczy ona to, o czym piszę). Pięknie sprzedana historia, niekonwencjonalny człowiek w niekonwencjonalnej roli, kontrowersja. Ludzie to chwytają jak małpy kit, ale to nic odkrywczego. Szkoda tylko, że na medialnej pożywce najbardziej straciły osoby, które zostały oszukane przez Estenity.

I na koniec – to nie jest tak, że Piotrowi czegokolwiek zazdroszczę. Chłopak „miał pomysł” (a raczej, ktoś dzięki niemu ten pomysł wdrożył), zarobił mnóstwo szmalu, „pożył sobie” i zapewne świetnie się bawił. Z drugiej strony ja – biedny z punktu widzenia „rekina biznesu” bloger operuję na skrawkach tego, co on potrafił zrobić w ciągu kilku dni i jestem szczęśliwy. Jesteśmy w podobnym wieku. K. może pochwalić się większymi „sukcesami” finansowymi. Jednak ten człowiek nie ma twarzy. Posiada świetnie dorobioną, sztuczną maskę.

Grafika: 1, 2, 3, 4