Felietony

Mini ale wariat. iPhone i iPad w tym rozmiarze tworzą świetny tandem

PK
Patryk Koncewicz
17

Smartfony i tablety nie muszą być wielkie. Apple to udowadnia. iPad i iPhone w wersji Mini to maxi wygoda.

Nie jestem fanem dużych smartfonów. Gdy Apple pierwszy raz pokazało iPhona 12 Mini byłem pewny, że będzie to mój następny smartfon. Jestem w stanie zrozumieć, że ktoś musi mieć najwieksze i najlepsze, ale dla mnie noszenie ponad sześciocalowej patelni w kieszeni to już trochę przesada. Może to niepopularne stwierdzenie, ale wole gdy telefon można swobodnie obsługiwać jedną ręką bez konieczności wykręcania nadgarstka, aby sięgnąć do górnej krawędzi ekranu. Wychodzę z założenia, ze telefon powinien nie przeszkadzać w kieszeni i spełniać swoje podstawowe funkcje poza domem, a od rozgrywki mam w mieszkaniu inne sprzęty. Mówiąc inne sprzęty mam na myśli komputer i tablet, które znajdowały zastosowanie w konsumpcji treści, czytaniu książek czy social mediach. Miałem styczność z różnymi rozmiarami iPadów i przedział między 10 a 11 cali wydawał mi się akceptowalny, jednak obsługiwanie ich jedną ręką było równie komfortowe co trzymanie w kieszeni Pro Maxa. Jasne, był niby starszy iPad Mini, ale mocno odstawał on pod względem specyfikacji w stosunku do ceny. A potem Apple wypuściło nowego Mini. To właśnie 6 generacja okazała się idealnym partnerem do mniejszego iPhona.

Proporcje skrojone na miarę

Z iPadami jest tak, że myślisz sobie: „Po co mi on skoro mam komputer i smartfon”. I tak się zbierasz i rozmyślasz, aż w końcu przychodzi taki dzień, że spontanicznie decydujesz się na zakup i okazuje się, że wszelkie wątpliwości były bezpodstawne. Tak tez było z nowym iPadem Mini, którego mam przyjemność użytkować już od dłuższego czasu. Wybrałem go jako następcę podstawowego iPada 10.2, który choć sprawował się dobrze, to wciąż był jednak dla mnie zbyt duży. I to był strzał w dziesiątkę. Przede wszystkim zaskoczony byłem, jak lekki jest nowy iPad Mini. Pomimo większego wyświetlacza od swojego poprzednika, 6 generacja jest o 7.5 grama lżejsza i aż o 194 gramy lżejsza od podstawowego iPada 9 gen. W połączeniu z „bezramkową” konstrukcją przypominającą iPada Air sprawia, że jest to subiektywnie najwygodniejszy tablet, jakiego miałem okazję używać.

Źródło: Depositphotos

Mini naprawdę świetnie leży w dłoniach zarówno przy oglądaniu wideo, graniu w gry czy czytaniu książek. Przekątna 8.3 cala wydaje się być po prostu uniwersalnym rozmiarem. Nie jest ani za duży, ani za mały. Wypełnił lukę między dużym laptopem a niewielkim telefonem. Fakt, iPhone w wersji Mini jest wygody i kompaktowy co dobrze sprawdza się poza domem, jednak do „rozrywkowej” formy użytkowania wyświetlacz jest odrobinę za mały. iPad sprawdza się także jako dodatkowy ekran do pracy dzięki konfiguracji przez Universal Control. To taki wirtualny notatnik obsługiwany z poziomu tej samej myszki i klawiatury co komputer. To właśnie w takich momentach uwidacznia się magia jabłkowego ekosystemu. Choć Mini jest naprawdę świetnym iPadem, to nie udało się niestety uniknąć kilku drobnych wad.

Niewiele zabrakło do ideału

Trzeba powiedzieć wprost, że ułożenie przycisków funkcyjnych jest nietrafione. Aby umożliwić podłączenie Pencila 2 generacji, Apple całkowicie pobyło się klawiszy z bocznego panelu iPada. Przyciski sterowania głośnością wraz z Touch ID zostały przerzucone na górną krawędź, tuż nad przednią kamerą. Jest to dziwne, nieintuicyjne i sprawia wrażenie zrobionego na odwal się. Co do Touch ID to też mam z nim pewien problem. Płytka jest dość cienka i nie zawsze czyta odcisk palca poprawnie. Próbowałem przeprowadzić konfigurację od nowa na innych palcach, ale za każdym razem efekt jest trochę gorszy niż Touch ID w postaci okrągłej płytki. No i boli trochę brak wyższego odświeżania ekranu. Nowy Mini i 120 Hz to recepta na tablet idealny. No ale cóż, oby przy następnej generacji Apple nie oszczędzało w tej kwestii.

A co z niesławnym efektem „jelly screen” powodującym nierówne odświeżanie w pozycji poziomej? Ja go nie widzę. W sieci znajdziecie bez problemu kilka wideo nagranych w zwolnionym tempie, które faktycznie potwierdzają występowanie tego zjawiska, jednak w codziennym użytkowaniu jest to kompletnie niezauważalne.

W wątku o tym co Was denerwuje w branży tech, pojawiły się komentarze o trendzie wypuszczania dużych telefonów, które są najzwyczajniej w świecie niewygodne w codziennym użytku. Ja zdecydowanie te opinie podzielam i uważam, że producenci powinni okazać trochę więcej uwagi małym smartfonom z topowymi podzespołami. Ubolewam więc nad tym, że Apple planuje rzekomo zrezygnować z modelu Mini w kolejnej odsłonie iPhona z uwagi na stosunkowo nikłe zainteresowanie ze strony użytkowników. Choć wiem, że to mało prawdopodobne, to miałem nadzieję na coś w rodzaju iPhona Mini Pro z mocniejszą baterią i wyższym odświeżaniem ekranu. Szkoda, że kult wielkich patelni zabija ideę kompaktowości i poręczności.

iPad i iPhone w wersji to więc idealnie połączenie dla osób, które cenią sobie wygodę użytkowania i nie mają parcia na ogromny wyświetlacz. Jeśli tak jak ja traktujesz smartfon jako urządzenie służące głównie do komunikacji, a do pracy i rozgrywki preferujesz większy ekran, który nie przypomina rozmiarami wyświetlacza w laptopie, to szczerze polecam taki tandem. Ja za pewnością zostanę z nim na dłużej.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu