Felietony

Co Was denerwuje w branży tech? W tym miejscu możecie wrazić swoje negatywne emocje

PK
Patryk Koncewicz
72

Technologia to nasze wspólne hobby ale także powód wielu kłótni i niepotrzebnych nerwów. Coś cie wkurza w branży? Śmiało, podziel się tym

Przeglądając sekcję komentarzy, widzę często wiele negatywnych emocji. Jesteśmy różni i różne rzeczy nas interesują, to zrozumiałe. Skoro spotykamy się w tym miejscu, to znaczy, że mamy jednak wspólną cechę. Łączy nas zainteresowanie technologią. Sęk w tym, że technologia to pojęcie bardzo obszerne i każdy może interpretować jej wady i zalety na swój sposób. Pomyślałem więc, że w ramach luźnego weekendowego felietonu oddam głos Wam. Co irytuje was w branży tech? Zarówno w skali mikro jak i marko. Nie muszą to być wcale rzeczy wielkie i skomplikowane, ważne, żeby były subiektywne. Mogą być to kwestie kompletnie indywidualne i z pozoru głupie, czuj się swobodnie komentując. Czy jest to jakaś marka, funkcja lub jej brak, telefon, oprogramowanie czy może usługa? Spróbujmy stworzyć wątek do ponarzekania, a może wtedy zrobi nam się trochę lżej. Zacznę dla przełamania lodów.

Szkła hartowane i etui, czyli zło konieczne

Jak już wspomniałem, nie muszą być to rzeczy wielkie, a po prostu takie, które wzbudzają irytację. Ja na przykład bardzo nie lubię obudowywać smartfona lub tabletu w dodatkowe akcesoria ochronne. Choć zdaję sobie sprawę z tego, że to rozsądne rozwiązanie, które pozwala uchronić się przed dodatkowymi kosztami, to uważam, że powinno się obcować z urządzeniem w taki sposób, jaki wyobrażali sobie projektanci. Jasne, etui nierzadko oferują jakąś dodatkową funkcjonalność pokroju uchwytu czy stopki, a szkła hartowane mogą ograniczyć palcowanie ekranu lub zwiększać prywatność, ale to wciąż nie to samo co używanie „gołego” sprzętu. Prywatnie od lat używam iPhone'ów. Przy wcześniejszych modelach z aluminiowymi pleckami kompletnie nie czułem potrzeby pakowania ich w dodatkowe akcesoria ochronne. Jednak teraz bezramkowa konstrukcja i szkoło z obu stron wymusza ostrożniejsze podejście. A skoro już o ramkach mowa.

Obsesja na punkcie bezramkowości

Nigdy nie mogłem do końca zrozumieć, skąd nagle wzięło się boom na obowiązkową bezramkowość. Czasem mam po prostu wrażenie, że do czegoś w recenzjach sprzętu trzeba się doczepić. Jeszcze niedawno był to brak slotu na kartę pamięci i niewymienialna bateria. Gdy już wałkowanie tych samych argumentów się przejadło, recenzenci technologiczni obrali za cel nieszczęsne ramki. Producenci zaś od dobrych kilku lat kombinują z notchami, kropkami, łezkami i szeregiem innych podobnych tworów, żeby tylko na konferencji móc pochwalić się o kilka milimetrów większą powierzchnią ekranu niż u konkurencji.

Źródło: Depositphotos

Niektórych rzeczy po prostu nie da się od tak wymyślić na nowo i chyba zgodzicie się, że rynek smartfonów jest ostatnimi czas dość nudny. Doszliśmy trochę do ściany, którą próbują przebić producenci składanych smartfonów, ale jeszcze chwilę temu głównym wyznacznikiem innowacyjności było coroczne prześciganie się, kto zafunduje mniejsze „pasy startowe”. A ja mówiąc szczerze, nie mam absolutnie żadnego problemu z tym, że smartfon ma mniejsze ekran jeśli podzespoły są topowe. Gdyby taki iPhone SE miał wyświetlacz OLED z wyższym odświeżaniem i lepszym aparatem, to nawet bym się nie zastanawiał.

Captcha

Strasznie nie lubię się logować. Generalnie proces wpisania loginu/maila i hasła i przechodzenia przez weryfikację dwuetapową wzbudza u mnie wiele negatywnych emocji, dlatego uwielbiam dobrodziejstwo technologi, jakim jest pęk kluczy. To jednak nie pozwala przeskoczyć wrzodu w postaci captchy. Obróć w lewo kozę, przekręć w prawo traktor, wybierz wszystkie okienka z sygnalizacją świetlną, zaznacz kafelki z autobusami. Nie zliczę ile razy odhaczyłem wszystkie przeklęte rowery na zdjęciach, a i tak okazało się, że jakiegoś elementu nie zauważyłem. Rozumiem zamysł tego zabezpieczenia, ale litości… nie da się tego rozwiązać jakoś inaczej?

Innowacyjność skrojona na miarę

Nie denerwuje was to, że producenci wypuszczają nowe sprzęty na zasadzie „innowacyjności kontrolowanej”? Mam wrażenie, że kilka lat temu duże marki wypuszczając jednego flagowca rocznie, pakowały w niego ile fabryka dała. Konferencje Samsunga czy Apple wzbudzały wiele emocji, bo użytkownik oczekiwał powiewu świeżości, walki o klienta i ficzerów, które zrewolucjonizują branżę. A dziś? W telefonach można nurkować i bez dokładnego śledzenia branży ciężko się połapać w nazewnictwie i ilości modli.

Źródło: Reddit

Gdy Apple wypuszcza na rynek nowego smartfona, chwilę po tym pojawiają się już przecieki, że kolejny model będzie miał *wstaw wybraną funkcję*. I niestety tak to wygląda. Co roku dostajemy skrzętnie zaplanowane okruchy, aby producent nie wystrzelał się z „innowacyjnych” pomysłów w przyszłym roku. Wszyscy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że dany element mógłby spokojnie trafić do tegorocznego modelu, ale producenci zaplanowali tę nowość dopiero na kolejną odsłonę. To denerwujące, że developerzy mając na zapleczu lepsze rozwiązania wciskają nam te gorsze pod płaszczykiem innowacji. Wiem, że z perspektywy biznesowej to bardzo dobre rozwiązanie, ale dla klienta zainteresowanego branżą takie granie w kotka i myszkę jest po prostu odpychające.

Internetowe wojenki fanbojów

Czasem winni jesteśmy my sami. Nie mogę uwierzyć, że fanbojowe konflikty dalej istnieją w 2022 roku. Z lekką nutą zażenowania przypominam sobie czasy, gdy sam brałem udział w forumowych bataliach pomiędzy sympatykami Xboxa 360 i PS3. Sęk w tym, że działo się to kilkanaście lat temu. Miałem sporo czasu, żeby zrozumieć, że plucie na siebie jadem tylko i wyłącznie dlatego, że ktoś używa innej konsoli, jest kompletnie irracjonalne. Dlatego nie mogę wyjść z podziwu, że ten proceder trwa w najlepsze.

Źródło: Depositphotos

Jak to możliwe, że jesteśmy w stanie rzucać się sobie do gardeł z powodu użytkowania innej marki sprzętu? Nie ważne czy to Xiaomi, Apple, czy Google. Usługi czy sprzęty tych marek to tylko i wyłącznie produkty korporacji, stworzone do zarabiania pieniędzy. Rozumiem przywiązanie do marki i wygodę korzystania z danego sprzętu – sam jestem użytkownikiem – ale podkreślę znów, to tylko produkt jak każdy inny. Wiele zarzuca się korporacjom, ale to przecież my sami nakręcamy tę spiralę nienawiści. To już nie te czasy, kiedy można było się poczuć lepszym dzięki posiadaniu niedostępnej w Polsce elektroniki przewiezionej przez wujka ze Stanów. Dziś rzekome „marki premium” są na wyciągnięcie ręki, a alternatyw jest tak dużo, że wykłócanie się kto lepszy a kto gorszy powinno być powodem do wstydu.

Wasza kolej

Tak oto prezentuje się moja krótka lista rzeczy, które denerwują mnie w technologicznym świecie. Sekcję komentarzy zostawiam Wam do dyspozycji. Czujcie się jak u siebie i ponarzekajcie (oczywiście z zachowaniem podstaw netykiety). Z chęcią poczytam Wasze wypowiedzi i podyskutuje. Nie ma głupich odpowiedzi.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu