27

Mimo tego co robi Microsoft, Windows 10 zepchnął hybrydy na dalszy plan

Długo nosiłem się z zamiarem zakupu nowego komputera. Sędziwy już laptop HP nie dość, że był ciężki, to w dodatku zdradzał już poważne objawy „starości”. Praca na nim przypominała nierzadko walkę, lakier z plastikowych elementów począł się kruszyć, przy większym obciążeniu wył jak dożynany prosiak. To był dobry czas na zmianę – w sumie sam […]

Długo nosiłem się z zamiarem zakupu nowego komputera. Sędziwy już laptop HP nie dość, że był ciężki, to w dodatku zdradzał już poważne objawy „starości”. Praca na nim przypominała nierzadko walkę, lakier z plastikowych elementów począł się kruszyć, przy większym obciążeniu wył jak dożynany prosiak. To był dobry czas na zmianę – w sumie sam jestem zaskoczony tym, jak ją przeprowadziłem.

Z premedytacją przeczekałem okres po pełnej przesiadce na Windows 10. Jeszcze na wcześniejszych urządzeniu chciałem wyrobić sobie mocne zdanie o tym, co w kontekście tego systemu jest dla mnie najlepsze. Ważny jest nie tylko system, ale i sprzęt, na którym ów system będzie pracował. Na rynku mamy ogromny wybór – od laptopów prostych, tanich i przeznaczonych do raczej prostych zastosowań aż do prawdziwych potworów – niesamowicie wydajnych, całkiem dużych i oczywiście drogich. Mnie bardziej niż na wydajności zależało na absolutnej mobilności, a Windows 10 jedynie ułatwił mi wybór typu urządzenia.

Powrót Menu Start, a zatem dużo bardziej wygodnego elementu interfejsu Windows dla urządzeń niekorzystających z dobrodziejstw dotyku to tylko wierzchołem góry lodowej. Brak wysuwających się z boku menu roboczych, aplikacje ze Sklepu Windows w wygodnych oknach – to wszystko zaczęło powodować, że do kafelków zacząłem się przekonywać, nawet na laptopie. Nie wyobrażam sobie tam pracy na pełnoekranowym Menu Start – o ile w tablecie z dotykiem, czy hybrydzie ma to jakiś sens, tak ja go w przypadku klasycznego komputera przenośnego nie widzę. Windows 10 daje wybór i nie deprecjonuje tych standardowych konstrukcji – tutaj można Microsoftowi ładnie podziękować.

WP_20151008_10_58_17_Pro

Padło na leciutkiego, ładnego i żwawego Asusa UX305FA. Sprzęt nietani, niebędący obliczeniowym potworem, za to ze świetnym ekranem i baaaardzo wygodną klawiaturą. W dodatku jest cieniutki, o rozsądnych wymiarach i absolutnie bezgłośny. Core M zastosowany w tym urządzeniu nie potrzebuje chłodzenia aktywnego, a i oczywiście dysk SSD nie będzie szumieć z oczywistego dla nas powodu. Co więcej, ten sprzęt się w ogóle nie grzeje. Z racji tego, że jestem kompletnym bałaganiarzem, pierwszy dzień pracy był pewnym testem dla tego sprzętu – kilkanaście otwartych kart, Microsoft Office, program graficzny, Slack – wszystko bez zająknięcia. Tutaj jestem absolutnie zadowolony. Zresztą, do niczego więcej nie będę tego urządzenia wykorzystywał – to ma być mój pierwszy wybór jeżeli chodzi o pracę, do elektronicznej rozrywki są przeznaczone zupełnie inne sprzęty.

Każdemu według jego potrzeb

WP_20151008_11_00_29_Pro

To nie jest absolutnie odkrywcze, ale to nic złego, że Windows 10 pozwolił mi na taki zakup bez późniejszego biadolenia, że trafiłem źle. Gdyby tylko gigant się nie ugiął i dalej parł w kierunku wytyczonym przez Windows 8, to zapewne dziś na moim biurku pojawiłaby się hybryda, a ten tekst na Antywebie się nie ukazał. Przez pewien czas korzystałem z takiego właśnie urządzenia i doceniałem jego możliwości, gdy na przykład brałem ze sobą komputer „do spania” i by do końca się zmęczyć musiałem poprzeglądać najgłębsze odmęty Sieci. Tam dotyk jest jak znalazł. Ale bez tego mogę się obejść, biorąc do rąk telefon komórkowy. Nie wyobrażam sobie końca dnia bez „nocnej prasówki”, czy przeglądania 9gag-a.

Windows 10 nikomu nic nie zabiera

surfacepro3primary_web

I chyba w tym tkwi siła tego systemu. Adaptowalny interfejs, wygoda, szybkość – skłamałbym, gdybym powiedział, że nie jest to najlepszy system Microsoftu w historii. Do tego dochodzi idea uniwersalnych aplikacji, co w pewnym sensie jest perspektywą dla dalszego rozwoju repozytorium dla ekosystemu Microsoftu. Mnie, zawodowemu klepaczowi klawiatury nie trzeba nic więcej. Nie muszę mazać rysikiem po ekranie, dotyk mi wystarcza w telefonie, a nosząc komputer ze sobą niemal wszędzie, raczej skłaniam się ku absolutnej mobilności.

Grafika: 1