27

Milion ludzi na Marsie. Tako rzecze Elon Musk

Latem stacja RMF Classic emitowała krótkie audycje poświęcone historii podboju kosmosu. Pojawiły się wielkie nazwiska związane z tym zagadnieniem, a wśród nich znalazł się Elon Musk. Postać znana pewnie wielu Czytelnikom, dla jednych wizjoner i geniusz, dla innych szarlatan, gwiazdor i bajkopisarz. W rzeczywistości Musk prawdopodobnie ma w sobie coś i z wizjonera i z […]

Latem stacja RMF Classic emitowała krótkie audycje poświęcone historii podboju kosmosu. Pojawiły się wielkie nazwiska związane z tym zagadnieniem, a wśród nich znalazł się Elon Musk. Postać znana pewnie wielu Czytelnikom, dla jednych wizjoner i geniusz, dla innych szarlatan, gwiazdor i bajkopisarz. W rzeczywistości Musk prawdopodobnie ma w sobie coś i z wizjonera i z szarlatana. Wszak mowa o człowieku, który chce przetransportować na Marsa milion osób.

Wpis należy do cyklu AntyTeka, zamierzam w nim polecić artykuł związany z Elonem Muskiem. To po części wywiad z szefem Tesli, po części jego życiorys. Nie brakuje opisów dokonań amerykańskiego biznesmena oraz komentarza do jego wizji. Zdecydowana większość tekstu dotyczy firmy SpaceX oraz podboju kosmosu. Temat był już dzisiaj poruszany na AW – rano pisałem w Kalendarium o rocznicy związanej z NASA i wspominałem wówczas o celu, jakim jest wysłanie człowieka na Marsa. Musk nie tylko o tym pisze i mówi – on działa. Zmierza do tego, by wysłać rzesze ludzi na czerwoną planetę i to jeszcze w tej połowie XXI wieku.

Tekst zaczyna się niczym u Hitchcocka: trzęsieniem ziemi. Musk stwierdza Fuck Earth! Szybko jednak okazuje się, że tak jak u legendarnego amerykańskiego reżysera, po owym trzęsieniu jest jeszcze ciekawiej. Szef SpaceX mówi o cywilizacji multiplanetarnej, bo tylko taka zapewni ludzkości przetrwanie. Tłumaczy, że zostanie na Ziemi, skupienie się na życiu tutaj i brak prób kolonizacji innych planet (ale nie tylko planet) to droga w stronę zagłady. Koniec może przyjść z kierunku, którego się nie spodziewamy, możliwe, że ludzkość/planeta zderzy się z czymś, co wcześniej pozostawało poza naszą wyobraźnią. Ziemia stanie się drugą Wenus. Dlatego trzeba mieć plan awaryjny, zaplecze sprawiające, że gatunek i towarzyszący mu bagaż przetrwają.

Tymczasem człowiek przestał spoglądać w niebo i snuć plany o podboju chociażby Marsa. Budżet NASA zredukowano, zakończył się intensywny wyścig kosmiczny, górę wzięły strach przed nieudanymi projektami, katastrofami oraz dużymi wydatkami. Wyprawa na Księżyc stała się po kilku dekadach od pierwszej wizyty na srebrnym globie, bardzo karkołomnym zadaniem. Widać stagnację, a ta niczego dobrego nie wróży.

Na drugim biegunie jest Musk, który mówi o 100 tys. kursów na Marsa o kolonizowaniu tej planety. Czytając tekst czytelnik zdaje sobie sprawę z tego, jakim wyrzeczeniem będzie opuszczenie Ziemi. Jeśli jednak chcemy iść dalej, to trzeba podejmować radykalne i odważne kroki. W tym wszystkim pojawia się pytanie: kim jest Musk? To Ikar, Mojżesz czy Noe? Takich porównań użył autor we wspomnianym tekście. Każdy musi odpowiedzieć sobie sam, ale najpierw polecam lekturę.

Źródło grafiki: youtube.com