11

Microsoft nie ufa konkurencji – zabrania korzystania m.in. ze Slacka czy Dokumentów Google

Walka o to, kto będzie bardziej innowacyjny — i zrobi to jako pierwszy — trwają w najlepsze. Każdy gigant ma swoje pomysły — i stara się jak tylko może, by wyprzedzić konkurencję i zaproponować coś nowego. Coś innego. Coś, co pozwoli im się wyróżniać i przyciągnie pracowników. Dlatego raczej nikt nie jest specjalnie zdziwiony tym, że dba o poufność danych. Efektem takich działań w przypadku Microsoftu ma być... zakaz korzystania z popularnych usług konkurencji. Powód? Po prostu nie chcą im oddawać swoich poufnych informacji na tacy.

Zobacz też: Microsoft Edge powinien taki być od samego początku. Teraz także na Windows 7 i 8

Dokumenty Google, Slack i AWS są w Microsofcie odradzane, a nawetnzakazane

Jak wynika z raportu Geek Wire, pracownicy giganta z Redmond nie mogą w pracy korzystać z szeregu usług, które raczej nie będą Wam obce. Ba, pokuszę się nawet o stwierdzenie, że dla wielu jawią się one jako naprawdę bezpieczne. Wśród nich wymienia się Amazon Web Service, Dokumenty Google, Slacka czy wtyczkę do sprawdzania poprawności gramatycznej tekstu — Grammarly. Niektóre powinny być… czymś naturalnym — i dla nikogo nie powinny być specjalnym zdziwieniem. Bo i po co korzystać z AWS, skoro MS ma swoją chmurę Azure. Na co komu Dokumenty Google, skoro jest bardziej rozbudowany pakiet Office — to samo ze Slackiem i Microsoft Teams. Brak zaufania do Grammarly można usprawiedliwić bez problemu — w końcu to aplikacja, która skanuje cały tekst, który wprowadzamy do komputera. Zagadką jest dla mnie jednak GitHub, który także znalazł się na liście.

Zobacz też: Nowy kontroler w tym roku, a konsola dopiero w przyszłym. Microsoft się nie śpieszy

Jak pewnie wielu z Was pamięta — już od ponad roku GitHub oficjalnie należy do Microsoftu. W tym konkretnym przypadku jednak nie mówi się o zakazie, a zachowaniu wyjątkowej ostrożności. I prośbie by nie korzystać z cloudowej wersji usługi w przypadku wysoce poufnych typów informacji, opisów i kodów.

Niespecjalnie mnie to dziwi. Sekrety handlowe wciąż są w cenie

Jako zwykli użytkownicy przywykliśmy do skakania z usługi na usługę. Każda w mniejszym lub większym stopniu obiecuje zadbać o nasze bezpieczeństwo, więc bez większego „ale” sięgamy po kolejne produkty, niespecjalnie zastanawiając się nad konsekwencjami. Wielu zapomina, że nie ma nic za darmo — i to, że nie musimy regularnie robić przelewu Google za dostęp do Gmaila i spółki wcale nie oznacza, że ich usługi są darmowe (co wyjątkowo obrazowo opisał Geoffrey A. Fowler w artykule Goodbye, Chrome: Google’s web browser has become spy software). Giganci tacy jak Microsoft nie mogą sobie pozwolić na wpadki — tutaj chodzi już o szpiegostwo gospodarcze. I tak długo jak mogą korzystać wyłącznie z własnych usług — które znają na wylot i mają pod całkowitą kontrolą — to chętnie z tej opcji korzystają. To chyba normalne, prawda?

Zobacz też: Zaskakująca współpraca dwóch gigantów na rzecz „nowych rozwiązań dla gier i SI opartych na chmurze”