Jak wiele zmienilibyście w Netflix? Układ głównej strony? Dodalibyście dodatkowe przyciski i funkcje? Jak sądzicie - ile tagów używa się do określania produkcji? Na te i wiele innych nurtujących pytań odpowiada człowiek, który odpowiada i kreuje Netflixa na każdej z platform.

Todd Yellin, dziś pełniący rolę Vice President of Product, dołączył do Netflixa 12 lat temu. Jeszcze wtedy firma zajmowała się tylko i wyłącznie wypożyczaniem płyt DVD na odległość. Dostarczanie ich za pomocą poczty było czymś nietypowym, zaskakującym, ale konkurencja nie doceniła wtedy pomysłu Hastingsa i poległa. Co świadczy o tym najlepiej? Wiele osób w USA wciąż wypożycza w ten sposób filmy od Netflix i wcale nie zapowiada się na to, by wkrótce miało się to stać niemożliwe.

Wszystkie nowości Netflix z konferencji See What’s Next 2018

Jak opisuje się filmy i seriale na Netflix?

Zdecydowanie więcej użytkowników wybiera jednak streaming, a wtedy wszyscy do czynienia mamy z efektami pracy zespołu wspominanego Todda Yellina, który po pojawieniu się w Netflix samodzielnie przygotował pierwsze wersje algorytmów i sposoby opisywania produkcji dostępnych w ofercie. To właśnie on odpowiada za pierwsze tagi, których używano do opisywania seriali oraz filmów. Powstały bardzo dokładne wytyczne, według których takie cechy są produkcjom przypisywane. Co istotne, nic nie dzieje się automatycznie – za wszystkim w 100% stoją pracownicy Netflix.

Kilka osób z mojego zespołu zajmuje się właśnie tym i do dyspozycji mają nie tylko tagi, ale i system skali od 1 do 5 określającą dany tytuł [w danym kontekście – przyp. red]. Dla przykładu: jak szczęśliwe jest zakończenie? 5, to bardzo szczęśliwe, a 1, to najbardziej dołujący film jaki widziałem. Tagów używamy np. określając, czy w filmie są policjanci, czy są skorumpowani policjanci, czy są to szympansy, a może skorumpowani policjanci, którzy mają do czynienia z szympansami.

Tagów cały czas przybywa, ale nie w takim tempie jak kiedyś. Na podstawie wytycznych z 2007 roku, o których pisałem wyżej, zespół Todda kreuje nowe sposoby opisywania produkcji, a do dyspozycji jest kilkaset tagów – wartość zbliża się do około tysiąca.

Liczy się nie tylko to, co oglądasz, ale także to, jak to robisz

Warto dodać, że z początku wszystko oparto o system gwiazdek oraz wskazywanie gatunków, które nas najbardziej interesują. Szybko okazało się, że znacznie ważniejsze jest to, co użytkownicy oglądali, aniżeli to, co (uważają, że) lubią – bywało tak, że widzowie po deklaracji sympatii do dramatów i science-fiction oglądali komedię z Adamem Sandlerem. Dlatego wszystko opiera się teraz na zachowaniu użytkowników, ale nie tylko na tym, które z tytułów wybierają. Znaczenie ma także jak długo oglądają dany tytuł i czy oraz kiedy do niego wracają.

Załóżmy, że mamy film na Netflix, klikasz „odtwórz” i obejrzysz tylko 5 minut. Damy ci kilka dni na to, byś do niego wrócił. Ale po 3-4 dniach szanse są naprawdę niewielkie, że włączysz go z powrotem. Dlatego trudno określić, czy obejrzenie tylko pierwszych 5 minut film jest sygnałem pozytywnym czy negatywnym. Możesz sądzić, że to negatywny sygnał, ponieważ ci się nie spodobał i do niego nie wróciłeś, ale to może być też pozytywny, ponieważ jesteś zainteresowany komedią romantyczną lub horrorem. Musimy wiedzieć jak zinterpretować taką reakcję. Istotne jest jak szybko oglądasz („binge-watching”) dany tytuł, ale zależnie od tego, co jeszcze innego obejrzałeś przed nim i co po nim.

Polski serial „1983” perełką na Netflix? Relacja z konferencji Netflixa

O wprowadzeniu konkretnej funkcji na Netflix decyduje demokracja i głosy większości. Jeśli nowość cieszy się zbyt niską popularnością, na przykład na poziomie 5%, to zostaje definitywnie wycofana. Taki los spotkał wiele dodatków, między innymi odpowiednika funkcji X-Ray z Prime Video, który informuje widza o aktorach biorących udział w aktualnie oglądanej scenie oraz użytej muzyce. „Nie będziemy pracować nad czymś, tylko dlatego, że coś jest cool. Wprowadzamy tylko te funkcje, z których korzystają nasi użytkownicy.” – kwituje Yellin, chyba ostatecznie rozwiewając wątpliwości. Analogiczna sytuacja dotyczy funkcji społecznościowych, które były udostępniane niewielkim grupom użytkowników, ale mało kto był nimi tak naprawdę zainteresowany.

Nie mogłem nie skorzystać z okazji i nie zadać pytań dotyczących możliwości wyłączenia automatycznie odtwarzanych zwiastunów na telewizorach podczas przeglądania oferty (jest to niemożliwe, a co więcej, Netflix wprowadził tę funkcję także na smartfony i to w tym tygodniu, ale tutaj jest opcjonalna). Jeśli liczyliście, że będzie możliwość łączenia profili – w jakikolwiek sposób – by postęp oglądania był aktualizowany, gdy oglądacie coś wspólnie z inną osobą, to odpowiedzią pozostaje jednak tylko stworzenie kolejnego profilu. „Rozmawialiśmy na ten temat z wieloma użytkownikami i wyszło na to, że lepiej będzie, jeśli będą tworzyć taki profil samodzielnie.”

Prościej, znaczy lepiej

Dlaczego strona główna Netflixa – niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z serwisem na telewizorze, tablecie czy smartfonie – jest tak bardzo minimalistyczna? Dlaczego brakuje nawet tych najprostszych funkcji i dodatkowych przycisków, które pozwoliłyby nam chociażby skasować niektóre pozycje z listy „kontynuuj oglądanie”? Todd odpowiada jasno:

Każdy element strony domowej jest zbyt cennym przybytkiem, byśmy mogli sobie pozwolić na uczynienie go skomplikowanym. Nie chcemy zajmować tym użytkowników. Zbyt duża liczba opcji zrujnowałaby ogólne wrażenie. Chcieliśmy umieścić na Netflix taką funkcję, ale musimy zachować odpowiedni balans i nie zrobić tego w przypadkowy sposób. Wszystko starannie testujemy – nie chcieliśmy przekombinować z interfejsem, ale też nie chcemy takiej funkcji umyślnie chować.

A co powiecie na personalizowaną stronę główną, na której możesz samodzielnie układać każdy z rzędów, usuwać je i tworzyć? Todd spróbował tego i dobitnie stwierdza: „Naprawdę nad tym pracowaliśmy i byłem tym podekscytowany. (…) Przesuwałem suwaki i zaznaczałem pola, ale uwierz mi, że naprawdę nikt nie ma ochoty tego robić” – kończy.