10

MediaTek ostatnią deską ratunku dla smartfonów Huawei?

Jeszcze jakiś rok temu wydawało się, że marszu Huawei na smartfonowym rynku nie da się zatrzymać. Firma zdobywała kolejne rynki, rozszerzała udziały na wielu innych, należąc jednocześnie do elitarnego grona firm, korzystających z własnych, autorskich wersji procesorów opartych o architekturę ARM. Eskalacja amerykańsko-chińskiego konfliktu gospodarczego okazała się jednak bardzo bolesna, choć początkowo nic nie zapowiadało, że może się skończyć dla Huawei źle także na rodzimym rynku. Administracja Trumpa uderzyła jednak niezwykle celnie, wykorzystując piętę achillesową chińskiego przemysłu elektronicznego, czyli zapóźnienia technologiczne w procesach litograficznych.

Chiny i przemysł półprzewodnikowy

Dla osoby nieśledzących tematu problem może być zaskakujący, przez ostatnich kilka lat media dość regularnie donosiły o postępach chińskich firm na tym polu. SMIC, największy producent układów scalonych z tego kraju, był przedstawiany jako bardzo dynamiczna organizacja, która w niedługim czasie mogła zacząć nawiązywać walkę z tajwańskimi i koreańskimi producentami.

Problem w tym, że Chinom zabrakło czasu. Opanowywania coraz bardziej gęstych procesów litograficznych nie jest proste i w efekcie, dosłownie tuż przed wejściem chińskich firm w procesy poniżej 14 nm, kluczowe dla produkcji najbardziej wydajnych procesorów mobilnych, zostali brutalnie zastopowani przez administrację Trumpa. Więcej o problemach technologicznych pisałem jeszcze przed amerykańskim uderzeniem tutaj.

Trafienie było niezwykle celne, a choć początkowo oberwały głównie SMIC i inni producenci półprzewodników, którym zablokowano możliwość zakupu zarówno nowoczesnych maszyn litograficznych firmy ASML, jak i odcięto ich od oprogramowania typu EDA służących do projektowania procesorów. Producenci smartfonów, łącznie z Huawei były jeszcze bezpieczne, w przypadku procesorów i tak korzystały z produkcji zagranicznej, albo jak Huawei Kirin produkując u tajwańskiego TSMC, albo kupując gotowce od Qualcomma czy MediaTeka.

Zakaz produkcji i sprzedaży procesorów

Na zakazie transferu sprzętu i technologii jednak się nie skończyło. Stany Zjednoczone w kolejnym kroku zmusiły głównych graczy do zaprzestania jakiejkolwiek współpracy z będącym na czarnej liście Huawei, co w dużym stopniu wykoleiło ich spółkę-córkę HiSilicon, która musiała zamrozić rozwój najszybszych Kirinów. TSMC mógł dla nich tylko dokończyć zakontraktowane już dostawy, ale nie mógł przyjąć nowych.

Zakaz sprzedaży produktów otrzymali też producenci gotowych układów, których produkty ratunkowo Huawei kupował w ostatnim czasie na potęgę. Po wyschnięciu tego źródła, Huawei stanął przed dramatyczną sytuacją braku głównego komponentu potrzebnego do budowy smartfonów z najbardziej lukratywnych części smartfonowego rynku, czyli wyższej i średniej półki. Na dziś SMIC jest w stanie produkować tylko 14 nm Kirina 710A, który nijak nie jest w stanie uratować tam pozycji Huawei. A walka idzie nie tylko o dochody, ale i pozycję na rynku urządzeń 5G.

Na ratunek… MediaTek

Wszystkie strony konfliktu stanęły teraz przed problemem co dalej. O ile wcześniejsze akcje, wykluczające czy utrudniające działalność Huawei na rynków powiązanych z Amerykanami miały pewne symetryczne odbicie w ograniczeniach dla firm zagranicznych na rynku chińskim, to obecna sytuacja może wykoleić strategiczny dla Państwa Środka koncern nawet na rynku wewnętrznym. A to może oznaczać, że Chiny odpowiedzą w sposób znacznie bardziej nieprzewidywalny niż wcześniej, na czym obijanemu z każdej strony Trumpowi nie musi zależeć (choć może, kto wie, co w desperacji uzna dla siebie za korzystniejsze).

Tymczasem całą sytuację chcieliby wykorzystać także inni, a największe znaczenie dla tej rozgrywki może mieć średnio poważany na tym rynku tajwański MediaTek. Po pierwsze, w nadziei na to, że Amerykanie nie będą chcieli przesadzić z eskalacją konfliktu, wystąpili o zezwolenie na dostawy ich produktów dla chińskiego kolosa. Po drugie, na ten sam ruch zdecydował się amerykański Qualcomm, argumentując tym, że jeśliby Huawei zacząłby kupować procesory np. od MediaTeka, ucierpiałaby na tym pozycja amerykańskiej firmy.

To powoduje ciekawy klincz, pod warunkiem oczywiście, że Trump nie będzie chciał iść na całość. Dopuszczenie MediaTeka, może faktycznie osłabić rynkową pozycję Qualcomma, a dopuszczenia amerykańskiego producenta, może osłabić siłę całej akcji na tyle, że przestanie mieć tak duże znaczenie. W tle są jeszcze rozgrywki dotyczące pozycji poszczególnych firm na rozrastającym się rynku 5G, który jest strategiczny także dla obu walczących gospodarczo państw.

Dodatkowo, jakakolwiek decyzja by nie zapadła, zapewnie nie obyłaby się bez reakcji TSMC, które poza Huawei zostałoby (właściwie, to już jest) najbardziej pokrzywdzone takim rozwiązaniem. Sytuacja jest niezwykle ciekawa i dynamiczna, zwłaszcza, że magazyny Huawei świecą ponoć coraz większymi pustkami, a kampania prezydencka w rozhuśtanych Stanach Zjednoczonych będzie wchodzić w decydującą fazę.

Warto tu dodać, że Chińczycy zdają sobie sprawę z powagi sytuacji, subsydiując obecnie tę gałąź na potęgę, w wyniku czego cierpi głównie Tajwan i wspomniane TSMC. Firmy chińskie podkupują pracowników lidera branży, płacąc często ponad 2-krotnie więcej, niż zarabiali dotychczas. Nie zmienia to jednak faktu, że według specjalistów z branży, Chiny są jakieś 5 do 10 lat za liderami i na chwilę obecną nie ma znaków za tym, żeby okres nadrabiania strat dało się przyśpieszyć.

Najbliższe miesiące, a nawet tygodnie mogą być decydujące nie tylko dla Huawei, ale także i dla kilku innych graczy. Krótkoterminowo Huawei może zostać uratowane w ten czy inny sposób, dzięki MediaTekowi, ale w średniej perspektywie coraz ciężej znaleźć jakieś kompromisowe rozwiązanie, które mogłoby być początkiem wygaszania całego konfliktu. Cała rozgrywka zaś musi skończyć się prestiżową porażką polityczną jednej z państwowo patronujących im stron, może też przemeblować mocno rynek technologiczny.