14

Media społecznościowe podstawowym źródłem codziennych informacji? A może codziennego spamu?

Zaobserwowałem to już jakiś czas temu – mój strumień na Facebooku i G+ jest wypełniony wpisami nie ludzi, a marketingowców obsługujących fanpage. Co jakiś czas trafi się jakiś link lub klip wideo znajomego, ale to rzadkość w porównaniu z linkami do artykułów w serwisach branżowych, newsów, memów i reklam nowych produktów. Czy jestem wyjątkiem? A […]

Zaobserwowałem to już jakiś czas temu – mój strumień na Facebooku i G+ jest wypełniony wpisami nie ludzi, a marketingowców obsługujących fanpage. Co jakiś czas trafi się jakiś link lub klip wideo znajomego, ale to rzadkość w porównaniu z linkami do artykułów w serwisach branżowych, newsów, memów i reklam nowych produktów. Czy jestem wyjątkiem? A może mam po prostu mało aktywnych znajomych? Nie sądzę…

Ktoś odpowie – wystarczy pozbyć się tych wszystkich „lajków” i sprawa załatwiona. Owszem – strumień będzie wtedy czysty jak łza, a powody do narzekania znikną. Ale, czy tego chcę? Nie! I tutaj właśnie pies jest pogrzebany.

Od razu na wstępie zaznaczam, że nie klikam „lubię to” gdzie popadnie, na każdym fanpage’u, który choć trochę mi się spodoba. Mam swoje sympatie i zainteresowania – jak każdy. Jednocześnie nie traktuję Facebooka jako źródła informacji, na podstawie których mógłbym przygotowywać artykuły – od tego mam RSS-y, Google+ i Twittera (co w przypadku dwóch ostatnich też jest znamienne). Okazuje się, że, przynajmniej z punktu widzenia statystyk, nie jestem żadnym wyjątkiem. Zobaczcie sami.

Social Media: The New News Source

A teraz kilka rzeczy do przemyślenia. Ile razy istotna informacja z kraju/świata dotarła do Was za pośrednictwem mediów społecznościowych? Ja przyznaję bez bicia, że dowiedziałem się w ten sposób m.in. o śmierci Wisławy Szymborskiej, o nowym rektorze na mojej uczelni czy chociażby nowych koszulkach polskiej reprezentacji na Euro (nie wspominając już o setkach nowych gier, singli, filmów, książek i im podobnych). Fakt – każdą z tych informacji potem znów widziałem w telewizji/prasie, ale pierwszym źródłem były właśnie media społecznościowe.

Idziemy dalej – ile razy dziennie zaglądacie do swoich strumieni? Znam ludzi, którzy nie mogą wytrzymać godziny bez sprawdzenia Facebooka. Znam też takich, dla których optymalna częstotliwość to raz na dwa dni. Każdy z nas ma indywidualne podejście i mniemanie na ten temat. Niestety do mediów społecznościowych ciągnie nas coraz więcej rzeczy. Kiedyś zaglądałem tam tylko dla zabawy, a teraz – żeby sprawdzić, czy aby nie odwołano zajęć (grupa mojego roku), czy nie wyszła nowa wersja ROM-u na moją Xperię, żeby wrzucić linki na fanpage, którymi się opiekuję itd. Na swoje własne życzenie związałem się z Facebookiem na tyle mocno, więc nie mogę mieć do nikogo tutaj pretensji. Co prawda, takie rzeczy jak miejsce dyskusji i wzajemnego informowania studentów z roku może być wszędzie (i było przez pierwsze kilka miesięcy – forum oparte o CMS phpBB), ale jak pokazuje praktyka prędzej czy później społeczność przeniesie się tam, gdzie może liczyć na większą aktywność, częstotliwość odpowiedzi i dostępność swoich rozmówców. Takim miejscem obecnie jest Facebook.

Wracając jednak do głównego wątku, od którego nieco odbiegłem. Jak widać na powyżej infografice przygotowanej przez Schools.com, media społecznościowe jako źródło informacji mogą śmiało rywalizować już z prasą. Radio zostało daleko w tyle. Jedynym niezdobytym bastionem jest jeszcze telewizja, co też może nie potrwać zbyt długo. Przyczyna takiego stanu rzeczy jest bardzo prosta – Facebook, Twitter i im podobne to jakby namiastki dziennikarstwa obywatelskiego (nad sensem i prawdziwością tego zjawiska nie dyskutujmy). Co prawda, na podobnej zasadzie działa cały internet, ale tutaj jest to szczególnie wyeksponowane. W końcu każdy z nas ma pewną grupę odbiorców (znajomych), do których może kierować swoje rewelacje. Zakładając bloga/stronę www musimy się postarać o audytorium, a tymczasem tutaj z marszu czyta nas od kilkudziesięciu do kilkuset osób.

Oczywiście jest jeszcze druga strona medalu. Blisko 50 proc. ankietowanych przyznało, że trafiało w sieciach społecznościowych na gorące newsy, które potem okazały się wierutną bzdurą. Sam miałem przynajmniej kilka takich sytuacji, choć były one raczej efektem błędów dziennikarskich popełnionych przez różnego rodzaju serwisy i przyjętych za prawdę objawioną przez ich czytelników (a przynajmniej pewien odsetek tychże).

I na zakończenie, by spiąć artykuł klamrą, chciałbym wrócić jeszcze do wspomnianych w lidzie fanpage’ach i zawartości mojego (oraz być może Waszych) strumieni społecznościowych. Odkąd interfejs Facebooka wzbogacił się o pasek aktywności, to właśnie tam lądują wszystkie działania moich znajomych – stamtąd wyciągam ciekawe linki, obrazki, komentarze, a nierzadko newsy. Główny strumień (screen obok) to przeplatanka odnośników do artykułów publikowanych w serwisach, które „lubię” oraz marketingowe próby aktywizowania społeczności stron fanowskich marek i firm (inwencja ludzi za nie odpowiadających nie zna granic…). Trudno nazwać to spamem (bo czy spamem są treści, na których otrzymywanie sam się świadomie zgadzam?), lecz nierzadko przyłapuję się na lekkim poirytowaniu niektórymi postami. Przymykam na nie oko, bo w dalszym ciągu zależy mi na innych informacjach publikowanych przez dany fanpage. Co jeszcze udało mi się (o zgrozo) zaobserwować? Te najgorętsze newsy, komentarze i memy znajdują na pasku obok, nie w głównym strumieniu.

Oczywiście przedstawiłem własne odczucia i obserwacje, które mogą, w przypadku części z Was, w ogóle nie przekładać się na realia. Niemniej uważam siebie za raczej standardowego użytkownika Facebooka (trochę mniej jeśli chodzi o G+ i  Twittera), więc liczę na to.