Felietony

Mam dość życia na abonament, ale ucieczka nie jest wcale taka łatwa

Kamil Świtalski
0

Co za dużo - to nie zdrowo. Chcę uciec od abonamentów jak najdalej, ale nie zawsze się da.

Staram się rozsądnie podchodzić do usług z których na co dzień korzystam - i racjonalnie kupować dostępy do platform, aplikacji i usług. Nie potrzebuję 7 VOD w tym samym miesiącu, bo czas nie jest z gumy. W przypadku aplikacji po które sięgam na co dzień - sprawy stają się nieco bardziej kłopotliwe, bo tutaj ciągłość musi zostać zachowana. A szybka matematyka nie napawa specjalnym optymizmem, bo okazuje się że tych kilkanaście euro płaconych co miesiąc - w perspektywie kilku lat daje niemałą sumkę. Problem polega na tym, że alternatyw brak, a przynajmniej takich, które by mnie satysfakcjonowały.

Życie na abonament wcale nie jest takie tanie, kiedy pomyślimy o nim w dłuższej perspektywie

Kiedy Adobe wprowadziło plany abonamentowe - ucieszyłem się. Nareszcie dostęp do całego szeregu profesjonalnych narzędzi był na wyciągnięcie ręki... właściwie dla każdego. Nie trzeba już było płacić jednorazowo ogromnych kwot, subskrybenci otrzymują dostęp do najnowszej wersji oprogramowania i kilku dodatkowych usług. Brzmi jak bajka, ale w sumie... to nie do końca. I mimo że każde kolejne wcielenie oprogramowania niesie za sobą nowe sztuczki - to jednak rozumiem ludzi, które w 2021 wciąż korzystają z ostatnich pełnych wersji pakietu Adobe - zakupionych przed laty InDesignów, Illustratorów, Photoshopów i spółki. To się po prostu opłaca.

Ale Adobe wie, że ma grono wiernych fanów - i wcale się nie dziwię, że nie planuje wracać do przeszłości i oferowania pełnych wersji oprogramowania. Abonamenty po prostu się bardziej opłacają, a dawanie użytkownikom wyboru to po prostu nie ich bajka (podobnie jak wysokiej jakości produkty, które nie sprawiają problemów). W przeciwieństwie do Microsoftu, który zrobił ten ukłon w kierunku użytkowników i w tym roku udostępnił nową wersję pakietu Office bez abonamentu.

Ograniczyłem abonamenty do minimum, a tam gdzie się dało - całkowicie z nich zrezygnowałem

Oczywiście można szukać alternatyw dla produktów Adobe, ale jest wiele powodów, dla których tysiące użytkowników wybierają akurat ich oprogramowanie. Ilekroć jednak nie próbuję uciec od ich aplikacji, odbijam się od ściany. Lata przyzwyczajeń robią swoje, a zmiany nawyków okazują się trudniejsze, niż mogłoby się wydawać. Jedną rzeczą nauczyć się obsługi nowych programów... ale drugą: męczyć za każdym razem gdy okazuje się, że coś robią inaczej / gorzej. Wtedy człowiek irytuje się i traci czas na oczywistościach. Nie należę do specjalnie cierpliwych - zawsze jestem o jakieś dwie irytacje od powrotu na stare śmieci.

Ale przecież abonamenty to nie tylko oprogramowanie. To także rozrywka (są treści, których kupić się nie da - pozostaje brać je w abonamencie, piracić, albo obejść się smakiem) i przechowywanie plików. Tam gdzie się da - abonamenty ograniczam i z nich rezygnuje. Tam gdzie się nie da, szukam najmniejszego zła - ale stale sprawdzam alternatywy by móc się od nich wyzwolić. Policzcie sobie tych kilkadziesiąt złotych miesięcznie wydawane na usługę z której rzadko korzystacie w skali dekady, sprawdźcie alternatywy i zróbcie rachunek sumienia.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: