243

Mało brakowało, a staranowałbym rowerzystę

Jeżdżę samochodem już kilkanaście lat i nigdy tak bardzo się nie przestraszyłem jak ostatnio. Jeżdżę raczej bardzo spokojnie i praktycznie zgodnie z przepisami o czym świadczy chociażby brak jakichkolwiek punktów karnych na moim koncie. Podczas jazdy zawsze wyznaję zasadę ograniczonego zaufania do innych kierowców. Przy ostrzejszym hamowaniu patrzę zawsze w lusterko, unikam sytuacji w których jestem pomiędzy dwoma ciężarowymi samochodami itp.

Mimo to ostatnio mało nie wjechałem w rowerzystę. Dojeżdżałem do skrzyżowania z zamiarem skrętu w prawo. Chodnikiem tuż przy mnie jechał młody człowiek na rowerze z dużymi słuchawkami na głowie. Zwróciłem na to uwagę, bo wyglądał dość komicznie ze względu na wielkość słuchawek. Na światłach byłem pierwszy i gdy zapaliła się zielona strzałka ruszyłem i skręciłem w prawo, gdzie za 5 m było przejście dla pieszych z zielonym światłem. Rozejrzałem się i nie widząc nikogo w pobliżu ruszyłem. Metr przed przejściem nagle tuż przed maską śmignął mi ten właśnie rowerzysta ze słuchawkami na uszach. Jechał tak szybko, iż praktycznie nie miałem szansy na zahamowania, a rozpędziłem się po skręcie może do 30 km/h. Zatrzymałem się praktycznie na środku przejścia dla pieszych, ale kolarza już dawno nie było, pędził dalej chodnikiem mimo, iż jestem pewien, że po drugiej stronie jest ścieżka dla pieszych (Warszawa ul. Sobieskiego niedaleko skrzyżowania z Wilanowską).

W momencie kiedy skręcałem w prawo rowerzysta był poza moim polem widzenia i nagle pojawił mi się „znikąd” na pasach. Byłem praktycznie pozbawiony możliwości reakcji i gdyby nie los to pewnie doszłoby do wypadku.

Trzęsą mi się więc ręce, natychmiast czuję pot na całym ciele, a młodzieniec, który jechał na rowerze nawet nie był świadomy całej sytuacji. W końcu to rowerzysta i przejechał tylko na pasach.

Widziałem ostatnio podobną sytuację w programie telewizyjnym (któryś z tych o policji czy drogówce). Tam jednak doszło do potrącenia i obie strony wypadku zostały ukarane. Kierowca za niezachowanie ostrożności przed pasami, a rowerzysta za przejazd na rowerze na przejściu dla pieszych.

Pal licho ten mandat, ale takie potrącenie może być bardzo groźne. Dlatego drodzy rowerzyści, mimo iż to uciążliwe to jednak warto na przejściu dla pieszych chociażby zwolnić do prędkości pieszego. O schodzeniu z roweru już nie mówię. W innej sytuacji kiedy jedziecie bardzo szybko kierowca nie ma możliwości zauważyć jak dojeżdżacie do skrzyżowania, nie mówiąc już o odpowiedniej reakcji. Niestety też technologia nie pozwala jeszcze na zatrzymanie 1500 kg w miejscu, a zderzenie z taką masą może skończyć się dramatycznie, nawet przy tak niskiej prędkości.

Generalnie w Warszawie coraz częściej boję się tych skrętów w prawo, gdzie tuż za skrętem jest przejście dla pieszych, a w pobliżu jest ścieżka rowerowa. Taka sytuacja jak opisana poniżej zdarza mi się już nie pierwszy raz, choć nigdy chyba nie było tak blisko.

Niestety też, mój samochód mimo iż relatywnie nowy (ma dopiero 2 lata), nie ma wspomagania w hamowaniu w tego typu sytuacjach. Swoją drogą, ciekawy jestem jakby się samochód i komputer zachował i czy faktycznie zdążyłby zahamować.

Dodam, że nie jestem absolutnie przeciwnikiem rowerzystów w mieście. Moim zdaniem, im więcej bezpiecznych tras rowerowych tym lepiej. Niestety minie jeszcze trochę czasu zanim miasta zostaną przystosowane do ruchy rowerowego i do tej pory musimy sobie jakoś radzić.