1

Lucid Dream, czyli Netflix i dobre koreańskie kino

Netflix to nie tylko seriale. Netflix to nie tylko duże, nagłaśniane amerykańskie filmy. To również ciekawe azjatyckie produkcje, na które warto rzucić okiem. Jedną z nich jest świeżutkie Lucid Dream

Zrozpaczony ojciec, który od trzech lat bezskutecznie szuka porwanego syna, postanawia wykorzystać w swoim śledztwie świadome sny.

– taki opis znalazłem przy nowym filmie z serii Netflix Original – „Lucid Dream”.

Koreańska produkcja pojawiła się w usłudze niedawno, sam film też jest świeży, ma raptem kilka miesięcy. Nie jestem amatorem kina koreańskiego, więc zaglądając na IMDB nazwiska aktorów niewiele mi powiedziały. Thriller, Sci-Fi – taki opis jednak brzmiał tajemniczo, a jednocześnie zachęcająco. Szczególnie, że tematyką świadomych snów interesowałem się już jakiś czas temu.

Ojcowska miłość

Jeśli macie dzieci, to doskonale wiecie, że zupełnie inaczej podchodzi się do relacji rodzic-dziecko przedstawionych w filmie. Mocniej, przez co odbiór całego obrazu może być trochę inny niż u nieposiadającego pociechy widza. A tu historia naprawdę łapie za serce – Dae-ho to detektyw śledczy, któremu kilkukrotnie udało się zdemaskować korporacyjne działania korupcyjne, a tym samym narobić sobie w kraju wrogów. Bohater jest też ojcem samotnie wychowującym kilkuletniego syna, z którym łączą go bardzo bliskie relacje. Pewnego dnia wychodzą we dwóch do wesołego miasteczka, gdzie chłopiec zostaje porwany. Dlaczego? Przez kogo? Czy to zemsta za dziennikarskie działania? Tego nie wie nikt.

Po trzech latach od zajścia, zdeterminowany Dae-ho nie daje za wygraną i wciąż szuka chłopca. Przypadkiem dowiaduje się, że w tego typu sprawach istnieje nowa metoda, tytułowy świadomy sen. Postanawia więc spróbować w ten właśnie sposób znaleźć brakujące elementy układanki i wyjaśnić sprawę zaginięcia syna. Jak widzicie nie zdradziłem więcej niż opis w serwisie Netflix. Czego spodziewać się po filmie?

Świadomy sen

To sen, w którym śniący zdaje sobie sprawę z tego, że śni. To bardzo ciekawy temat, o którym można nie tylko czytać, ale również go praktykować. Tematyka filmu jest więc dość ciekawa – ale jednocześnie to właśnie tytułowy świadomy sen został tu najgorzej pokazany. Nie wyjaśniono praktycznie niczego, traktujac temat po macoszemu, doklejająć trochę do filmu – choć oczywiście to właśnie informacje uzyskane w tym stanie mają kluczowe znaczenie dla całej fabuły. Chciałoby się jednak dowiedzieć czegoś więcej – ogląając Lucid Dream miałem wrażenie, że sami twórcy nie do końca wiedzieli jak ugryźć temat by był atrakcyjny, a jednocześnie niezbyt zawiły dla postronnego widza. Z jednej strony się to udało, z drugiej czułem pewien niedosyt, temat można było rozwinąć i przedstawić trochę odważniej.

Emocje

Nie jestem do końca przekonany, czy to właśnie trochę sci-fi temat świadomego snu gra w Lucid Dream pierwsze skrzypce. Celowałbym raczej w thriller, a chyba bardziej dramat, w którym poznajemy zrozpaczonego rodzica próbującego za wszelką cenę odnaleźć porwane dziecko. To film o miłości, o rozpaczy, ale i o nadziei, która pewnie w większości osób po tak długim czasie dawno by zgasła. Ostrzegam więc, nie oczekujcie lekkiego i przyjemnego kina.

Lubię raz na jakiś czas obejrzeć kino azjatyckie. Jest z nim tak, jak z azjatycką muzyką – niby zasady komponowania i odgrywaniaa są te same, a jednak odnoszę wrażenie, że cała różnica kultur sprawia, iż mieszkający tam ludzie mają inną wrażliwość na dźwięki. Z filmami jest natomiast tak, że produkcje japońskie, chińskie i koreańskie albo kłują oryginalnością od pierwszych minut albo czerpią z hollywoodzkich obrazów. Lucid Dream ma momenty, w których bardzo chce być filmem dla światowego odbiorcy, czasem tylko zamyka się na koreańskiego widza. Jednocześnie dawno żaden film, niezbyt oryginalny jeśli chodzi o opowieść czy zabiegi reżyserskie, tak złapał mnie za serce. Przez te niecałe dwie godziny szukałem syna razem z głównym bohaterem, dawałem się ponieść zwrotom akcji i uwierzyłem w jego krucjatę.

Nie jest to dobry film na wieczór, łapie za serce, a jednocześnie dołuje. Ale jeśli nie boicie się takich emocji, sięgnijcie po Lucid Dream. Daleko mu do wysokobudżetowych produkcji, ale nie mam nic przeciwko, by takie filmy pojawiały się w usłudze Netflix. Dobrze spędzone 2 godziny – może któregoś dnia za Lucid Dream weźmie się jakiś większy zachodni reżyser? Jest tu bowiem potencjał, który można jeszcze wykorzystać.