15

Taką elektryczną motoryzację to ja uwielbiam, Lotus Evija to spełnienie marzeń

Lotus to znana brytyjska marka, która miała w swojej historii wiele bardzo ciekawych i cenionych supersamochodów. W ostatnich latach nie powodziło jej się jednak najlepiej, ale pomocną dłoń wyciągnęli Chińczycy. Geely, która jest właścicielem między innymi marek Volvo i Polestar, zainwestowało również w brytyjską firmę. Teraz zbieramy tego owoce w postaci modelu Lotus Evija.

Uwielbiam elektryczne supersamochody

Wygląda na to, że Tesla Roadster jak już wreszcie pojawi się w sprzedaży, to będzie musiała zmierzyć się z dużą konkurencją ze strony innych elektrycznych supersamochodów. Wystarczy wspomnieć chociażby Porsche Taycan czy Pininfarina Battista, a to tylko wierzchołek góry lodowej. Na kolejnego godnego rywala wyrasta nam Lotus Evija, którego możecie podziwiać na poniższych zdjęciach. To auto stworzone przez uznaną brytyjską markę wspólnie z inżynierami zespołu Williams występującego w F1, który nie ma może teraz dobrej passy, ale odpowiada między innymi za projekt baterii dla samochodów Formuły E.

Napęd elektryczny wydaje się idealny dla samochodów sportowych, wysoka sprawność silnika elektrycznego oraz dostępny praktycznie od zera wysoki moment obrotowy sprawiają, że przyśpieszenie takich aut osiąga astronomiczne wartości. W zasadzie tutaj nie ma już znaczenia moc, a przyczepność kół do podłoża, która w normalnych drogowych warunkach nie pozwala zejść poniżej 2 sekund do 100 km/h. Między innymi z tego powodu Tesla Roadster ma mieć zamontowane w wersji „SpaceX” silniki odrzutowe pod tylną tablicą rejestracyjną. Tak, to nie jest żart, Elon Musk za wszelką cenę chce zejść poniżej 2 sekund do „setki”.

Lotus Evija będzie mocną konkurencją dla Tesli

Wróćmy jednak do naszego dzisiejszego bohatera. Lotus ujawnił wreszcie projekt znany do tej pory pod kodową nazwą Type 130, który sprzedawany będzie jako Lotus Evija. Pierwsze ze 130 planowanych egzemplarzy trafią do klientów już w przyszłym roku, a każdy z nich ma kosztować około 1,7 mln GBP (plus podatki), czyli trochę ponad 8 mln PLN. Jeśli jesteście zainteresowani to wystarczy wpłacić 250 000 GPB zaliczki i trochę poczekać. A jest na co, bo Lotus Evija wyposażony zostanie w 4 silniki elektryczne, po jednym na każde koło, o łącznej mocy 2000 KM i momencie obrotowym 1700 Nm. Te parametry pozwolą rozpędzić auto o wadze 1680 kg do 100 km/h w czasie poniżej 3 sekund, a 300 km/h ma się pojawić na liczniku po 9 sekundach. To rekordowe osiągnięcie, Pininfarina Battista z silnikami o mocy 1900 KM ma taką prędkość osiągnąć „dopiero” po 12 sekundach. Prędkość maksymalna powinna przekroczyć 320 km/h.

Lotus Evija powstawał przy współpracy z zespołem Williams F1

Spora zasługa w kwestii osiągów leży właśnie po stronie Williamsa, który przygotował układ przeniesienia napędu oraz pomagał przy projekcie aerodynamicznym. Według zapewnień Lotusa z pełnej mocy baterii i silników można korzystać na torze przez około 7 minut. Nie sprecyzowano, czy później braknie energii czy baterie osiągną zbyt wysoką temperaturę ;-). To zresztą jedna z największych bolączek samochodów elektrycznych. Ponadto Lotus Evija ma zaoferować zasięg około 400 km według normy WLTP, co też jest całkiem niezłym wynikiem biorąc pod uwagę moc całego układu. Baterie mają pojemność 70 kWh, z ładowarką 350 kW ich naładowanie zajmie zaledwie 18 minut. Według producenta są też zgodne z systemem ładowania 800 kW, który jeszcze nie jest dostępny, ale ma pozwolić naładować baterie do pełna w zaledwie 9 minut.

Inspirację bolidami F1 widać też wewnątrz. Uwagę zwraca przede wszystkim kierownica, która wygląda jak żywcem wzięta z jakiegoś filmu z przyszłości. I to mi się właśnie podoba, takie auta powinny stawiać na odważny design. Lotus zrezygnował też z takich udogodnień jak system inforozrywki, ekran jest tylko przed kierowcą i służy do wyświetlania parametrów pojazdu, a nie odtwarzania muzyki ;-). Nie oznacza to jednak, że nie mamy tutaj zdobyczy techniki, jak widać po przyciskach na konsoli środkowej, jest nawet obsługa Bluetooth, a podobno działa również Android Auto i Apple Car Play, choć trudno mi to sobie wyobrazić, bo mamy tylko jeden ekran, potrzebny między innymi do wyświetlania prędkości. Do wyboru jest też kilka trybów jazdy – Eco, City, Tour, Sport and Track oraz ekrany OLED w drzwiach, które wyświetlają obraz z kamer zamontowanych po bokach (chowają się w nadwoziu).

Cała konstrukcja została też tak przygotowana aby oferować odpowiedni docisk tam gdzie jest to potrzebne, a jednocześnie ograniczyć opory powietrza. Uwagę zwracają przede wszystkim ogromne tunele w sekcji środkowej, których wyloty otaczają światła tylne. Dodatkowo mamy automatycznie podnoszony spojler, a nawet system na wzór DRSu stosowanego w bolidach F1, który obniża opór aerodynamiczny i pozwala na osiągnięcie większej prędkości. Pomyślano dosłownie o wszystkim i jestem niezmiernie ciekawy jak ten model wypadnie w praktyce. Póki co muszą nam wystarczyć zdjęcia i krótki film.