150

LittleBaby cześć 2 czyli byłem jednak naiwny wierząc w rzetelność tego sklepu

W marcu 2012 roku opisywałem moje nieprzyjemne perypetie związane z zakupem w sklepie LittleBaby. Generalnie chodziło o niedostarczenie zamówionego towaru i później brak zwrotu pieniędzy. Oczywiście kiedy artykuł ukazał się na Antyweb po początkowej próbie straszenia prawnikami właściciel sklepu szybko zwrócił pieniądze. W tym czasie pojawiło się jednak pod tekstem mnóstwo komentarzy od osób w […]

W marcu 2012 roku opisywałem moje nieprzyjemne perypetie związane z zakupem w sklepie LittleBaby. Generalnie chodziło o niedostarczenie zamówionego towaru i później brak zwrotu pieniędzy.

Oczywiście kiedy artykuł ukazał się na Antyweb po początkowej próbie straszenia prawnikami właściciel sklepu szybko zwrócił pieniądze. W tym czasie pojawiło się jednak pod tekstem mnóstwo komentarzy od osób w podobnej do mojej sytuacji. Właściciel sklepi sprzedał mi bajkę o swojej ciężkiej chorobie którą przeszedł oraz o tym, że to z tego powodu były te problemy. Odpuściłem wtedy aktualizując artykuł o przekazane mi informacje. Obiecałem jednak, że jeśli moja dobra wola i zaufanie zostały wykorzystane to wrócę do tej sprawy. I wracam.

Od marca 2012 do artykułu o sklepie LittleBaby dodano ponad 280 komentarzy (przez chwilę nawet je zablokowałem aby ludzie nie myśleli, że jest to miejsce na zgłaszanie problemów które ktoś rozwiąże). Właściciel sklepu dzwonił do mnie jeszcze kilkakrotnie z prośba o blokowanie komentarzy , sprawdzenia numerów IP itp. Tłumaczył mi, że to konkurencja robi mu czarny PR i wiele z tych zgłoszeń jest fikcyjne. W międzyczasie osobiście na mail dostałem kilkadziesiąt pytań od ludzi poszkodowanych przez LittleBaby, właściwie maile takie dostaje regularnie do tej pory.

Opisywana w nich sytuacja to praktycznie zawsze ten sam schemat. Zamówiony prezent dla dziecka, prawie już wyjechał do odbiorcy, potem okazuj się, że nie wyjechał itp. Zwrotu pieniędzy przedłuża się i ciągle słyszymy, że (to samo co ja słyszałem) pieniądze wychodzą od nich w zbiorczych zestawach i dlatego trzeba czekać. No i jest cały czas argument ciężkiej choroby właściciela sklepu, używa go przy rozmowach z domagającymi się swoich pieniędzy klientami.

Dodam, że co ciekawe – kontakt ze sklepem jest cały czas. Codziennie można usłyszeć, że już coś jedzie albo że przelew będzie już jutro. Potwierdziło mi taką taktykę mailowo przynajmniej kilkanaście osób.

Nie wiem czy właściciel sklepu LittleBaby jest nierzetelnym sprzedawcą czy po prostu z takiego procederu zrobił pomysł na biznes. Nie obchodzi mnie to szczerze mówiąc. Ważne jest, że opisany powyżej problem trwa do tej pory i do dnia dzisiejszego ludzie mają problem w odzyskaniu pieniędzy. Jeśli więc planowaliście kupić zabawki dla dziecka to odradzam wam szczerze LittleBaby. Nikt nie jest w stanie mi wmówić, że to czarny PR trwający ponad rok i że ci wszyscy ludzie z którymi rozmawiałem są podstawieni aby zniszczyć mały sklepik internetowy (tym bardziej, że wszyscy oferują wgląd w korespondencje, zapis maili, dokumenty przelewów itp).