4

Cudownie znów było poczuć się przygnębionym i zaszczutym

Limbo
Niektóre gry zajmują w mojej pamięci szczególne miejsce, choć powody są zawsze inne. Teoretycznie w wirtualnych przygodach szukam odprężającej rozrywki, ale lubię od czasu do czasu się przy nich przygnębić. Bo zabawa to nie tylko kolorki i uśmiech, ale również beznadzieja i walka o każdy oddech. Z uwagi na premierę na nowej platformie, przypomniałem sobie dwie świetne gry, które z czystym sumieniem polecam.

Duńskie studio Playdead może nie sypie grami jak z rękawa, ale kiedy już to zrobi – nie zostaje niezauważone. Tak było w 2010 kiedy na rynku pojawiło się zjawiskowe Limbo, tak samo w 2016, gdy wypuszczono Inside. Gry z pozoru podobne, a jednak inne. Obie jednak intrygują już od pierwszych minut i po skończeniu nie pozwalają o sobie zapomnieć.

A piszę o nich ponownie, bowiem niedawno zawitały na konsoli Nintendo Switch i odradzam przejść obok nich obojętnie. Owszem, pewnie część z Was ma je już dawno zaliczone – szczególnie Limbo, które nie pojawiło się chyba tylko na tosterach i kalkulatorach, jednak jeśli jakimś magicznym sposobem jeszcze nie graliście i macie Switcha, z zakupem nie wahajcie się nawet chwili.

Limbo

Limbo opowiada historię (jeśli można tak powiedzieć) małego chłopca, który budzi się w ciemnym lesie. Zabłądził? Pewnie tak, okazuje się jednak że nie jest to zwykły las, a każda kolejna minuta jego życia nie będzie mieć nic wspólnego z normalnością. To gra logiczna, w której trzeba przeżyć, stawiając czoła dziwnym, niezrozumiałym przeciwnościom losu – starając się jednocześnie ogarniać podstawowe prawa fizyki, które w przeżyciu młodzieńca mają niebagatelne znaczenie. Gra zachwyca prostą, ale niezwykle klimatyczną oprawą wizualną, niemal całkowicie pozbawioną kolorów. Przytłacza, męczy, po wyłączeniu konsoli pozostawia dziwne uczucie smutku. Niesamowite uczucie, którego nie zaznałem w grach przez kolejnych 8 lat.

Limbo

Inside można byłoby nazwać Limbo 2, opiera się bowiem na podobnych założeniach – też przygnębia, ale robi to w trochę inny sposób. Niby oferuje podobne rozwiązania, to również gra logiczna, w której trzeba przeżyć – jednak rozbudowana (choć wciąż skromna) mechanika połączona i inny styl graficzny nie pozwalają poczuć, że to powtórka z hitu z 2010 roku. Jeśli jednak zdecydujecie się ograć obie pozycje, zacznijcie od Limbo, potem dopiero włączcie Inside – ale ostrzegam, że jeśli zdecydujecie się na dłuższe posiedzenia, uśmiech raczej nie zagości na Waszych twarzach przez kolejne dni. A świetnie zaprojektowane zagadki zmuszą szare komórki do myślenia, choć pewnie nie raz i nie dwa będziecie szukać pomocy na YouTube.

Jak Limbo i Inside radzą sobie na Switchu? Znakomicie, co też pokazuje że ekipa Playdead nie ma najmniejszych problemów z okiełznaniem wielu platform. A uwierzcie mi, że nawet przy skromnej oprawie można zaserwować graczom niekomfortową zabawę, problemy z płynnością, złe dostosowanie interfejsu czy sterowania. Nic takiego nie ma tu jednak miejsca i wszystko działa świetnie. Koniecznie grajcie jednak w słuchawkach, warstwa dźwiękowa gra tu bardzo dużą rolę.

Grałem w Limbo w dzień jego pierwotnej premiery i trudno mi uwierzyć, że minęło już 8 lat. W świecie gier to wieczność, oprawa się polepsza, modny jest inny rodzaj gier – mimo to tytuł w ogóle się nie zestarzał i wciąż bawi tak samo. Chociaż słowo „bawi” tu nie pasuje – on w ten sam sposób zaszczuwa, przytłacza, wwierca się w umysł swoją ponurą atmosferą. Limbo nie straciło nic na swojej atrakcyjności i nawet jeśli zaliczyliście już ten tytuł, a macie Switcha – warto zainwestować ponownie. Inside jest inne, choć sposób gry podobny – tu dużo ważniejsza jest opowieść, jej klimat. To produkcja, która zapisuje się w pamięci i zmusza do refleksji. Taki zestaw był potrzebny konsoli Nintendo, chociażby po to by trochę wyważyć bibliotekę bogatą w kolorowe, wesołe produkcje od japońskiego producenta. Gwarantuję Wam, że włączając którąkolwiek z tych gier, kładąc się do łóżka i zakładając na uszy słuchawki przeżyjecie fantastyczną przygodę. Bo nie dość, że żadna z nich nie straciła nic Switchu, to moim zdaniem na tej wycieczce zyskały. Wyobraźcie sobie Limbo ogrywane namiocie w lesie – nie wiem, czy bym się na to odważył.