Felietony

Czy latające drukarki 3D zastąpią na budowach majstra z pianką izolacyjną?

Krzysztof Kurdyła
3

Branża budowlana i druk 3D są na siebie skazane. Już dziś tak tworzą domy niektórzy deweloperzy, US Army testuje budowanie koszar, jest to też jedna najbardziej obiecujących technologi dla celów kosmicznych. A co byście powiedzieli na budowlanego drona z możliwością druku?

Inspiracja z natury

Dla twórców prototypowych latających drukarek inspiracją miała być natura, a konkretnie ptaki i owady, które potrafią budować w niedostępnych miejscach imponujące konstrukcje. Jeśli spojrzeć na przykład na osy czy szerszenie z pewnej perspektywy, to ich gniazda będą miały nawet pewne wspólne cechy z techniką druku 3D.

Aby sprawdzić, jak taka technika sprawdzi się na latających dronach stworzyli dwie konstrukcje. BuilDrones to duże, czterowirnikowe konstrukcje z podwieszanymi pojemnikami na budowlany „filament”, którym w czasie testów była m. in. izolacyjna pianka poliuretanowa.

Urządzeniem wspomagającym, a może lepiej napisać kontrolującym pracę, jest niewielki ScanDrone, który przy pomocy kamer mapowały w trybie ciągłym postęp prac i w razie potrzeby korygowały pracę latającego budowlańca.

Rój dronów inaczej

Każdy, kto widział jak wygląda w budowlance proces druku, z pewnością zastanowi się, jakim cudem niewielkie dron miałby szansę zbudować cokolwiek większego? Naukowcy nie przegapili tego problemu, i także w tym miejscu inspiracja przyszła z natury.

Rozwiązaniem ma być nie pojedyncza maszyna budowalna, ale cały ich rój. Z tego względu drony od początku zostały zaprojektowane jako w pełni autonomiczne i zsieciowane. System w ramach którego pracują jest dzięki temu skalowalny i może być odpowiednio organizowany dla konkretnego zadania.

Pracowite jak pszczoły

Para maszyn, w testach przeprowadzonych w ramach opisywanego tu badania, stworzyła 72-warstwowy cylinder o wysokości około 2 m i szerokości 30 cm z pianki izolacyjnej oraz 28-warstwowy cylinder o wysokości 18 i szerokości 33 cm z materiału podobnego do cementu. Praca zajęła im odpowiednio 29 i 133 minuty. Co ważne, już na etapie badania maszyna budująca osiągnęła poziom dokładności produkcji rzędu 5 milimetrów, co ma być wielkością akceptowalną dla norm obowiązujących w Wielkiej Brytanii.

Twórcy badania nie twierdzą, że ich urządzenia mogą zastąpić wielkie roboty drukujące używane obecnie. Widzą ich rolę we wszelkiego rodzaju zadaniach specjalnych, takich jak prace na wysokościach, naprawy w trudno dostępnych miejscach np. w czasie klęsk żywiołowych. Osobiście pozostanę jednak sceptyczny co do tego pomysłu, szczególnie w bardziej rozbudowanych wersjach.

Dronowe za i przeciw

O ile pojedyncze urządzenia, na przykład do zadań remontowo-naprawczych mogą być naprawdę użyteczne, to roje dronów, choćby przez problem z ładowaniem, bateriami czy wymianą wkładów to raczej proszenie się o problemy. Owszem, da się to dziś zrobić przy pomocy kolejnych robotów, ale efektywnie działający system tego typu będzie bardzo skomplikowany i podatny na awarie. W przypadku klęsk żywiołowych nikt się nie bawi w długotrwałe budowy, lepiej większą maszyną dowieźć cały potrzebny moduł, niż mozolnie tworzyć go na odległość pomocy malutkich dronów.

Natomiast załatanie ukruszonego fragmentu muru, zamalowanie uszkodzeń elewacji... to tutaj widziałbym dla takich maszyn pewną, i to nawet całkiem niemałą niszę. Dziś w takie miejsca trzeba wysyłać zwyżki, ludzi mających uprawnienia wysokościowe, a tymczasem taka para autonomicznych dronów, nadzorowana przez zwykłego operatora, powinna być znacznie tańsza, szybsza i bardziej elastyczna. A o to przecież w tym wszystkim ostatecznie chodzi.

 

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu