35

Polacy wymyślili aplikację na smartfony, z której można korzystać na koncertach… Słucham??

onstage aplikacja na smartfony do wykorzystania na koncertach
Dla mnie i zapewne dla wielu z Was koncert i smartfon w jednym zdaniu kojarzą się niezbyt przyjemnie. To duch czasów rewolucji smartfonowej - kiedyś wyciągało się zapalniczki, teraz świeci się smartfonami na koncertach. Brrrr.

ONSTAGE to nowa polska aplikacja mobilna, która ma pozwolić na jeszcze większą aktywność posiadaczy smartfonów podczas koncertów, dzięki niej będą mogli oglądać scenę z bliska z różnych ujęć i kontaktować się z artystami po koncercie.

Oczyma wyobraźni widzę już te wszystkie spuszczone głowy wpatrujące się w ekran smartfonów, tylko po to, by ujrzeć z bliska, skąd to ten dźwięk, który słyszą w uszach wypływa. Serio? Nie wierzę, że ktoś na to wpadł. Co więcej, wykorzystanie aplikacji rozpoczęli od koncertów muzyki klasycznej i oper…

To już jest bezczeszczenie widowiska w moim odczuciu. Koncerty muzyki klasycznej czy opery w żaden sposób nie kojarzą mi się z korzystaniem w tym czasie z telefonu, choćbym nie wiem jak daleko siedział od sceny. A jakby ktoś przy scenie wyciągnął smartfona, artyści na scenie mogliby nie powstrzymać oburzenia, i wcale bym się im nie zdziwił.

Koncerty muzyki klasycznej czy opera to uczta dla uszu, oczy pozwalają nam się wczuć w rolę artystów, odpłynąć z nimi myślami, ale w żadnym przypadku nie powinny być miejscem, gdzie jednocześnie korzysta się ze smartfonów. Nie miałby wręcz nic przeciwko, kiedy przed wejściem do takich miejsc kazano by wszystkim zostawiać swoje smartfony.

Spójrzmy na opis tej aplikacji, który pojawił się ostatnio na stronach Newseria Innowacje:

Aplikacja ma zniwelować bariery, które dzielą artystę i słuchaczy. Pozwala oglądać z bliska to, co dzieje się na scenie czy na backstage’u. Każda osoba, która pobierze darmową aplikację, może dowolnie wybierać na swoim telefonie kamerę, z której obejrzy zbliżenia w czasie koncertu. Dzięki funkcjom trybu lokalizacji przed koncertem aplikacja doprowadzi słuchacza do filharmonii z dowolnego miejsca. W aplikacji znajdują się też informacje o programie i artystach. Podczas koncertu kamery pokażą zbliżenia na twarz czy dłonie artysty, a nawet wnętrze fortepianu.

WTF? Może ja jestem zbyt staroświecki, ale ten opis sprawia, że coś się we mnie trzęsie. Zupełnie tego nie rozumiem. Naprawdę dobiliśmy już do jakiegoś muru na innowacje? Na ciekawe i naprawdę przydatne aplikacje mobilne? Na cholerę mi zaglądać do wnętrza fortepianu podczas koncertu? O jakich barierach oni piszą? Artysta jest na scenie, dzieli się swoją twórczością z widzem i słuchaczem, który zajmuje miejsce na widowni. Oboje nawiązują więź, to prawda, ale jest ona niewidoczna i taka ma być, i może nawet dotrze za widzem do jego domu, gdzie usiądzie po powrocie w fotelu i jeszcze będzie mu brzmiała w uszach jego muzyka czy głos.

To jest piękne i unikalne, nie niszczmy tego. Nie dajmy się zwariować, naprawdę. Twórcom aplikacji polecam ukierunkowanie tego pomysłu, na imprezy sportowe, typu mecze piłkarskie – nie odkładanie tego na przyszłość, a zajęcie się tym teraz. W tym upatruje jedynie sens tego typu rozwiązań.