164

Szef kazał mi obejrzeć Koronę Krolów. Co ja takiego mu zrobiłem?!

Wczoraj pod wieczór swoją premierę miała nowa produkcja TVP. Wyemitowane zostały dwa odcinki Korony Królów, ale chyba tylko pierwsze kilka minut było potrzebne, by wypełnić sieć przeróżnymi materiałami i opiniami na temat tej telenoweli historycznej. Bo wszyscy wiecie, że to telenowela, prawda?

Tak się akurat złożyło, że wczoraj o 18:30 w telewizji znalazło się znacznie ciekawsze widowisko od premiery Korony Królów. Everton podejmował Manchester United, więc nie mogłem przegapić meczu Czerwonych Diabłów. Spotkanie zakończyło się szczęśliwym zwycięstwem ekipy z Teatru Marzeń, a o tym, jak przyjęta została produkcja TVP dowiedziałem się z mediów społecznościowych. Twitterze i w grupach na Facebooku poświęconych filmom i serialom rozgorzały dyskusje. Nie brakowało negatywnych opinii i prawdę mówiąc takie zdecydowanie przeważały. To utwierdziło mnie w przekonaniu, że faktycznie niewiele straciłem i zdecydowanie wolałem dziś przyjrzeć się innej produkcji. Grzegorz miał inne zdanie – nie wiem czym mu zawiniłem, ale wyraźnie zależało mu, bym Koronę Królów zobaczył.

Korona Królów to nie Gra o tron

Zapowiedzi twórców były jasne – to będzie telenowela kostiumowa/historyczna, więc nikt nie miał prawa spodziewać się produkcji nawet o poziom niższej od Gry o tron. Ich budżety są nieporównywalne, a to tylko wierzchołek góry lodowej. Porzućmy więc takie zestawienie już na samym wstępie.

Korona Królów opowiada o czasach panowania Kazimierza Wielkiego (Mateusz Król), który obejmie tron po swoim ojcu – akcja rozpoczyna się w 1333 roku, u schyłku rządów Władysława Łokietka (Wiesław Wójcik). Matkę Kazimierza Wielkiego, Królową Jadwigę, gra Halina Łabonarska.

Nadrobiłem zaległości i jestem na świeżo po dwóch odcinkach Korony Królów. Czy obejrzę kolejne? Nie potrafię znaleźć argumentów, które miałyby mnie do tego przekonać. Jeśli chciałbym powtórzyć sobie historię Polski, to z większą ochotą sięgnąłbym po odpowiednie książki i programy dokumentalne. Jak na telenowelę tego rodzaju przystało, nie zabrakło w niej wątków i postaci fikcyjnych.

Choć na ekranie mamy oglądać odtworzenie wydarzeń historycznych, to twórcy popełniają błędy, których przeoczyć się nie da, a które sprawiają, że sens całego przedsięwzięcia staje – w mojej ocenie – pod dużym znakiem zapytania. Dość nowocześnie brzmiące dialogi oraz potknięcia, takie jak to wytknięte w cytowanym poniżej tweecie, stawiają Koronę Królów w bardzo słabym świetle. Nie zapominajmy o zupełnie nowych strojach, które nie noszą żadnych śladów używania – jak na XIV wiek wszystko wygląda czysto i schludnie. Muzyka? Zupełnie bez wyrazu, a i tutaj wskazano solidną wpadkę (włoski taniec ludowy „Saltarello” z 1390 roku).

Pierwsze dwa odcinki miały zobaczyć ponad 4 miliony widzów. To naprawdę niezły wynik, ale czy taki poziom utrzyma się przy kolejnych epizodach? Nie liczyłbym na to. Otwarcia niemal zawsze przykuwają największe zainteresowanie, a biorąc pod uwagę fakt, że Korona Królów jest emitowana 4 razy w tygodniu, to widownia może znacząco spaść w kolejne dn. Trzeba jednak przyznać, że 1 stycznia był dobrym wyborem na rozpoczęcie emisji.

Dziś kolejny, 3 odcinek Korony Królów, który na pewno przyniesie kolejne skrajne reakcje. Z jednej strony cieszę się, że próbujemy stworzyć coś, co zastąpi w naszej telewizji zagraniczne produkcje tego typu, ale mam spory niedosyt, bo zamiast inwestować w sylwestrowy występ tego pana od Despacito, TVP mogłoby wesprzeć Koronę Królów i znacznie lepiej pokazać polską historię.