51

Kontrowersyjna aplikacja „Mam Kanara”. Straty czy przychody dla MPK?

Złap kanara, nim on złapie Ciebie – głosi hasło reklamujące nową aplikację dostępną na urządzenia z Androidem. Jak donoszą autorzy, użytkownik może zgłosić obecność kontrolera biletów, jego lokalizację oraz „czas występowania”. Informacja taka rozprzestrzenia się po mapie zgodnie ze średnią prędkością transportu publicznego i ma określoną żywotność. Każdy użytkownik wkraczający na teren działania „kanara” dostaje […]

Złap kanara, nim on złapie Ciebie – głosi hasło reklamujące nową aplikację dostępną na urządzenia z Androidem. Jak donoszą autorzy, użytkownik może zgłosić obecność kontrolera biletów, jego lokalizację oraz „czas występowania”. Informacja taka rozprzestrzenia się po mapie zgodnie ze średnią prędkością transportu publicznego i ma określoną żywotność. Każdy użytkownik wkraczający na teren działania „kanara” dostaje powiadomienie z zaznaczoną pozycją i polem działania kontrolera.

W mediach zawrzało. Kim są autorzy? Współczesnymi Janosikami, propagatorami złodziejstwa czy… edukatorami, którzy uczą, że bilety należy kasować? Prostej i jednoznacznej odpowiedzi nie ma. Tym bardziej, iż zależy ona od wielu niezależnych czynników. Najpierw bowiem należałoby zapytać, na czym bardziej zależy przewoźnikowi – na tym, by ludzie kupowali bilety, czy raczej, by jeździli na gapę i płacili kary znacznie przewyższające wartość biletu?

Aplikacja (nie pierwsza taka w Polsce) stworzona została w ramach konkursu HackWro i póki co największe wzięcie ma chyba właśnie w stolicy Dolnego Śląska. Lokalny przewoźnik zdążył już doznać szoku i zapowiada kroki prawne.

– (Aplikacja) jest skandaliczna, zachęca ludzi do bycia nieuczciwymi. My z naszymi pasażerami zawieramy niepisaną umowę społeczną, w myśl której za przejazdy komunikacją miejską trzeba zapłacić kupując bilet. A tego typu aplikacje mają na celu namawianie ludzi do oszustwa – mówi Agnieszka Korzeniowska z MPK. Jak podkreślają w MPK, autorom najwyraźniej zabrakło wrażliwości społecznej i wyczucia. Przedstawiciele przewoźnika tłumaczą, że rację mają internauci komentujący, że skoro kogoś stać na smartfona, to stać go i na bilet. – Będziemy analizować też całą sprawę pod kątem prawnym. Postaramy się, by ta aplikacja zniknęła – zapowiada Agnieszka Korzeniowska. (źródło)

Czy jazda na gapę jest w porządku? Zdecydowanie nie. Bilety należy kupować i kasować zgodnie z obowiązującymi przepisami. Koniec tematu w tej materii. Nie zmienia to jednak faktu, że tłumaczenia wrocławskiego MPK są – no cóż – słabe i infantylne. Przeczytałem kilkanaście doniesień na temat aplikacji. W żadnym autor nie odważył się zadać przedstawicielom MPK pytania, które postawiłem wyżej – na czym przedsiębiorstwu bardziej zależy? Na pieniądzach z biletów czy na sutym szmalu z kar?

Pamiętam, że jeden z moich znajomych opowiadał mi, iż w jednym z krajów europejskich kontroler to człowiek w mundurze, rzucający się w oczy. Jego widok wzbudza swego rodzaju respekt (odwrotnie niż w Polsce) i działa zapobiegawczo. Pasażerowie wolą kupować bilety i mieć święty spokój. Tymczasem polska tradycja tajniactwa i łapanek, która – wybaczcie szczerość – kojarzy mi się z metodami gestapowskimi, rodzi w nieskorych do przestrzegania przepisu krajanach żądzę buntu. To stary psychologiczny mechanizm, którego urzędnicy zdają się nie dostrzegać, podobny nieco do słynnego dekodowania przeciwstawnego w komunikowaniu.

Wrocław, niestety, znany jest z wybitnie negatywnej i wybuchowej kombinacji – niepunktualnej komunikacji miejskiej, niekulturalnych kontrolerów naruszających nawet nietykalność osobistą i słabego publicity MPK. Sam zostałem kilka lat temu oszukany i uderzony (sic!) przez pracownika, a następnie nasłano na mnie komornika – dopiero stanowczy protest, skarga i groźba złożenia sprawy w sądzie sprawiły, że przewoźnik wycofał się z bezpodstawnych roszczeń.

Czy aplikacja Mam Kanara będzie jednym z gwoździ do trumny wrocławskiego MPK? Niekoniecznie. Nie zgadzam się z opinią Pani Agnieszki Korzeniowskiej. Szersze spojrzenie na zastosowanie programu może nam ujawnić zaskakujące efekty – osoby, które zawsze jeżdżą na gapę, zaczną kupować bilety przynajmniej wtedy, gdy pojawi się kontroler. Pamiętać tez należy o tym, że program bazuje na zgłoszeniach użytkowników i matematycznych wyliczeniach. Bardzo łatwo tu o trolling ze strony samego MPK, które może na tym wiele ugrać. Wystarczy zacząć zasypywać system nieprawdziwymi informacjami o kontrolach.

Argumentu o braku wrażliwości społecznej nawet nie skomentuję – wszak jako ofiara rękoczynów ze strony wrocławskiego kontrolera mógłbym co najwyżej roześmiać się całemu MPK prosto w twarz. Podobnie nonsensowne jest porównywanie ceny biletu do smartfona. Nie tędy droga, Pani Agnieszko. Miast opowiadać głodne kawałki, warto zainwestować w porządny marketing – np. przedstawić statystyki wymierzonych kar wskazujące na to, że nie warto jechać na gapę, a następnie wprowadzić ciekawe promocje i porządnie zareklamować bilety okresowe. Tylko czy naprawdę MPK chciałoby, by każdy kupował bilety miesięczne lub kwartalne? Szczerze wątpię. I tu jest pies pogrzebany.

Dzięki stanowczej reakcji MPK temat został nagłośniony w mediach, ergo można się spodziewać zwiększonej liczby użytkowników. Jak wspomniałem, nietrudno jest strollować zawodny system i dzięki temu zwiększyć przychody z kar za brak ważnego biletu. Łatwo wyliczyć, że na takich właśnie opłatach MPK zarobi najwięcej. Nie ma więc jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, kto tu bardziej dba o uczciwość i prewencję – przewoźnik czy autorzy aplikacji… Jedno jest pewne, bilety kasować należy. Dura lex, sed lex.

– Nie namawiamy do jazdy na gapę. Wręcz przeciwnie. Przypominamy, żeby skasować bilet – przekonują twórcy systemu. I jak dodają, ich aplikacja może się jedynie przyczynić do większej sprzedaży biletów. Ma także zapewnić większy spokój wszystkim podróżującym wrocławskimi tramwajami i autobusami. (źródło)

Gdzie leży prawda? W liczbach. Powinniśmy poczekać i sprawdzić, czy zaistniała jakakolwiek zmiana w statystykach, a jeśli tak, czy zaliczyć ja można na korzyść przewoźnika. Póki co larum podnoszone przez MPK to czysta reklama dla aplikacji, a forma tego świętego oburzenia jest po prostu śmieszna. My natomiast bilety kasować powinniśmy niezależnie od sytuacji, bo tego wymaga nie tylko prawo, ale i uczciwość.

Ilustracje: źródło