17

Koniec świata według czytelników Antyweba. Ogłaszamy wyniki konkursu Endgame

Przy okazji recenzji książki Endgame oraz towarzyszącego jej rewelacyjnego (i zarazem rewolucyjnego) projektu multimedialnego zapytaliśmy Was o wizję końca świata. Odpowiedzi, które otrzymaliśmy, nieźle nas zaskoczyły – jedne były odważnymi apokaliptycznymi wizjami, a inne udowadniały Waszą pomysłowość i poczucie humoru. Wybraliśmy dziesięć, które nagradzamy książkami. Okazuje się, ze czytelnicy Antyweba to też mole książkowe. Łącznie otrzymaliśmy od […]

Przy okazji recenzji książki Endgame oraz towarzyszącego jej rewelacyjnego (i zarazem rewolucyjnego) projektu multimedialnego zapytaliśmy Was o wizję końca świata. Odpowiedzi, które otrzymaliśmy, nieźle nas zaskoczyły – jedne były odważnymi apokaliptycznymi wizjami, a inne udowadniały Waszą pomysłowość i poczucie humoru. Wybraliśmy dziesięć, które nagradzamy książkami.

Okazuje się, ze czytelnicy Antyweba to też mole książkowe. Łącznie otrzymaliśmy od Was kilkadziesiąt zgłoszeń, jednak mogliśmy wybrać tylko najlepszą dziesiątkę. Poniżej zamieszczam zwycięzców oraz ich odpowiedzi, które otrzymają od nas nagrody. Wszystkich wymienionych poniżej proszę o przesłanie danych do wysyłki nagrody na adres mailowy biuro[at]antyweb.pl.

2014-11-20_112147

Najbardziej zaskoczyło nas zgłoszenie Adriana Ratajczaka, który wziął przykład z twórców Endgame i stworzył własną zagadkę. Znajdziecie ją pod adresem www.endgameadriana.pl. Aby uzyskać dostęp do kolejnych stron dziennika opowiadającego historię apokalipsy należy udzielać poprawnych odpowiedzi na zagadki. Pierwszą jest odgadnięcie hasła do serwisu. Nietuzinkowy i bardzo pomysłowy projekt. Brawo!

Dla odmiany Krzysztof Sowa za prawdziwą apokalipsę uznał awarię serwerów Google’a i Facebooka, z której wyniknie najpierw wojna cybernetyczna, a potem nuklearna:

Nie wiem w ilu miejscach na świecie znajdują się serwery Google’a i Facebooka ale końcem świata na pewno było by nieodwracalne uszkodzenie każdego z nich. Wyobraźmy sobie wesoły poranek. Śniadanko, kawka, toaleta. Logujemy się by uruchomić swoją ulubioną playlistę na YouTube. Nie działa. Pewnie jakaś awaria-zaraz naprawią. Wpisujemy w wyszukiwarkę Google’a „awaria YouTube”. Wyszukiwarka nie działa. Poziom zdenerwowania wzrasta. No nic, zapytamy znajomego na „fejsie” czy u niego też. Login, hasło – Facebook nie działa! Poziom zdenerwowania osiągnął poziom maksymalny. Okazuje się, że nieodwracalne awarie nastąpiły na całym świecie. Ludzie wychodzą na ulice, Amerykanie oskarżają Rosję. Zaczyna się cyberwojna, która po czasie zmienia się w nuklearną…

Mokka poszła o krok dalej i dla niej osobistym końcem świata jest brak internetu, co przedstawiła w dość dramatyczny sposób:

Matki płaczą! Dzieci krzyczą! Mężczyźni rwą włosy z głowy! Trzęsienie ziemi? Topnienie lodowców? Tsunami? Nie! Brak internetu…

Koniec internetu jest równoznaczny z końcem świata również dla Moniki Ziędalskiej:

Prawdopodobnie będziesz zszokowany tylko przez sekundę. Prawdopodobnie w to nie uwierzysz. Prawdopodobnie się oburzysz, ale będzie miło i przyjemnie, szybko i bezboleśnie! Działanie marketingowe nie będą potrzebne bo i tak wszyscy zauważą brak internetu…tak wtedy będzie ten koniec ;) Autentyczność sytuacji to drażliwy temat no ale cóż nastanie ciemność i ktoś zgasi to światło :) Sytuacja opanuje również stolicę więc nie będzie gdzie uciekać

Zusto198 stawia na bardzo subtelny koniec, które w cichy sposób wyeliminuje ludzkość:

Alternatyw na opisanie końca świata może być wiele, ja stawiam na cichy koniec, gdzie nie będzie miała miejsce żadna apokalipsa wywołana meteorytem, żadna wojna światowa, która pociągnie za sobą zrzucanie nuków – koniec świata narodzi się z ludzkiej nadziei i naiwności… Ludzkość stanie przed wizją końca świata przez rozwój, ku ironii przez cheć szerzenia dobra, ale z drugiej strony także przez pazerność i ludzką nieuwagę. W mojej wizji końca świata główną rolę czarnego charakteru będzie odgrywać lekarstwo, które doprowadzi do wyniszczenia ludzkich organizmów, a w następnym kroku do zdziesiątkowania ludzkiej populacji. Oczywiście coś pójdzie nie tak, czegoś się ludzie nie będą spodziewać, ale konsekwencji tych błędów nie będzie dało się naprawić. Optymistycznym założeniem jest jedynie to, że niektóre organizmy będą odporne, bądź nie wszyscy będą mieli kontakt ze śmiertelnym wirusem – co dla nich nie będzie jednoznaczne z pojęciem zbawienia oraz bezpieczeństwa. W tych trudnych czasach będą musieli walczyć między sobą o pokarm, bezpieczne schronienie, przetrwanie o odbudowę świata jaki znali do tej pory.
A może po prostu spadnie „martwy śnieg” i każdy zapomni kim był?

HannaP przedstawia swoją wizję w sposób bardzo podobny, ale opatrzony nutą filozofii:

Mój mąż ma bardzo ścisły umysł. Bardzo. Żadna abstrakcja, niedomówienia i rzeczy nieprawdopodobne nie mieszczą mu się w głowie. Wczoraj wracając do domu poprosił mnie o filozoficzną ( w jego mniemaniu ) odpowiedź na jedno pytanie. I kiedy zapytał jak wyobrażam sobie koniec świata, zdębiałam. Rozmawiamy o wszystkim, ale o tym? Chory, brał coś? Dopiero po chwili uświadomił mi, że ma w tym ukryty cel – chce książkę. Cwany ten mój mąż. Wiedział, że ja będę się nad tym zastanawiać długo. Robię to nieustannie od wczoraj.

Filozoficznie? Dla mnie końcem świata byłoby, gdybym straciła jego, albo naszą córkę. To byłby definitywny koniec, bez początku. Świat pewnie stałby dalej, ja rozpadłabym się na milion kawałków. Myśląc jednak szerzej, w kontekście wszystkich ludzi, koniec świata musiałby zaczynać coś innego. Nie chcę myśleć o strachu i ciemności, o krzyku i bólu, trzęsieniach ziemi czy erupcji wulkanów. To musi być coś lepszego. Chcę w to wierzyć.

Myślę, że nagle zrobi się cicho i spokojnie. Czas się zatrzyma, a my razem z nim. Nie będziemy już gonić za pracą, pieniędzmi, do przedszkola czy zakupy. Zwyczajnie staniemy. Nie będziemy musieli się uczyć ani analizować. Wszystko co najważniejsze i najlepsze dla nas zrozumiemy, nagle mądrość pojawi się nam w głowach. Na niebie najpierw zrobi się coś podobnego do „pajęczyny na szkle”. Jak wtedy gdy pęka szyba. Miliardy maleńkich kawałków zaczną spadać na nas w dół i tego się wystraszymy, ale po chwili zobaczymy, że to nie są ostre krawędzie mogące zrobić nam krzywdę. To maleńkie piórka, delikatny puch. Usłyszymy głos, nie wiem czyj, Boga czy ten nasz wewnętrzny, ale on nas uspokoi. Zrozumiemy co się dzieje i strachu w nas nie będzie. Widzieć będziemy wszyscy to samo, ale konsekwencje będą dla każdego z nas zupełnie inne. Mówi się o krainie wiecznej szczęśliwości. Szczęście jest czymś zupełnie innym dla poszczególnych osób. Wszyscy ludzie będą szczęśliwi, na swój sposób. Trafimy tam, gdzie będzie nam dobrze i będziemy tam całą wieczność. Chcę w to wierzyć.

Chyba warto wspomnieć też o karze za grzechy. Nie wiem czy sprawiedliwie byłoby, gdyby tą radość i spokój wszyscy osiągnęli jednakowo. Może jednak ta mądrość, o której pisałam wcześniej wystarczy? Jeśli będziemy mądrzy, zrozumiemy co jest ważne i dobre, to wystarczającą karą będzie dla nas świadomość tego, co zrobiliśmy? Chcę w to wierzyć.

Tak naprawdę wcale nie chcę się zastanawiać nad końcem świata. Zmuszam się do wyobrażeń o czymś przyjemnym i bez lęku, a boję się niesamowicie. Chcę, żeby to co mam trwało.

Jeśli pytanie męża, to filozoficzne, miało sprawić że jeszcze lepiej zrozumiem co mam – podziałało. Nie chcę końca świata, jakikolwiek by nie był.

Szymon Konopka postawił na wizję rodem z filmowego Terminatora, choć wydaje mi się, że w odróżnieniu od filmu, jego scenariusz jest bardziej realistyczny:

Nie ma wątpliwości, że wszelkie telewizyjne apokalipsy pokazywane nam są na dużym ekranie w sposób dość naiwny, zwłaszcza, jeżeli nie opierały się na żadnej, fajnie wykreowanej wizji. Nagle ogromna kometa znalazła się miesiąc drogi od orbity ziemskiej? Me-eh, znajdzie się ekipę wiertaczy, którzy ją wysadzą. Obcy, inteligentniejsi od nas chcą nas najechać i wykorzystać nasze surowce? Szkoda, że są brzydsi od portretów kobiet z okresów rewolucji francuskiej. Tak naprawdę nie wykończą nas obcy, meteoryt co najwyżej sobie obok nas przefrunie, a plagi i potopy to scenariusz fantastyczny. Religijna apokalipsa na ten czas też mało prawdopodobna – niebo jest wciąż wolne od smoków, wiem bo sprawdzam codziennie. I choć wizja starożytnej cywilizacji, która pozostawiła nas samych ze sobą na ziemi i po latach powróciła (niczym właśnie z Endgame czy Assassin’s Creed) wygląda imponująca to i tak mam swoją, bardziej trafną ideę… Zniszczy nas technologia i ludzie. Banalne? Niekoniecznie, bo w tej historii brakuje karabinów, krwi i poświęcenia.

Dojdziemy do takiego rozwoju gospodarczego i technologicznego, że ludziom niczego nie będzie brakować. Rządy światowe będą dążyły do tworzenia utopii wewnątrz swoich państw. To je zamknie, ludzie staną się trybikami w systemie, który będzie kontrolował każdego – jednak dając mu wolność. Niczym w Psycho Pass człowiek będzie posiadał swój wskaźnik przestępczości, a przez rekomendację systemu będzie mógł podjąć daną pracę, w której spędzi całe swoje życie. Zabraknie miejsca na polityków, główną rolę pełnić będą korporacje, zapewniające byt na poziomie. Zniknie policja, armia, konflikty. Cudowny system, kontrolujący tą dystopijną wizję przyszłości w każdym kraju będzie decydować o każdym aspekcie życia, z góry oceniając czy ktoś nadaje się do życia w społeczeństwie czy nie – w tym przypadku zostanie zutylizowany albo resocjalizowany. Ludzie dopadnie znieczulica, życie wśród maszyn i samo mechaniczne życie doprowadzi ostatecznie niektóre jednostki do buntu, który będzie przejawem globalnego konfliktu z systemem – tworzenia się opozycji. System uznając to za zagrożenie zwróci się przeciw ludzkości. Paradoks, rzecz która miała ochraniać współczesny model społeczeństwa stanie się jego wrogiem, co gorsza za systemem staną korporacje. Doprowadzi to do konfliktu na bazie maszyna – człowiek. Świat ostatecznie stanie się pogorzeliskiem tej wojny, w której ludzie będą zmuszeni żyć w totalitarnych systemach. Z utopii do totalitaryzmu, populacja ludzka zmniejszy się do niecałych pół milionów. Końcem świata nie będzie już samo wymieranie naszego gatunku z powodu konfliktu z maszyną, a zatracenie się w strachu, przed czymś, co stworzył właśnie człowiek.

Na znaczący rozwój sztucznej inteligencji komputerów i maszyn stawia też Karol Gawron:

„Zegar Zagłady” tyka a nasza cywilizacja, jak jej najmniejszy składnik – człowiek chce pozostać przy życiu. Dzięki rozwojowi technologicznemu czujemy się bezpieczniej niż kiedykolwiek. Śmiertelne niegdyś choroby są dla nas codziennością. Według „Skali Torino”, obecnie nie zagraża nam żadna asteroida – jeśli kiedyś to nastąpi, dzięki takim misją jak „Rosetta” będziemy przygotowani do zmiany jej trajektorii lub wysadzenia  na mniejsze kawałki co znacznie zmniejszy stopień zniszczeń. Miejmy też nadzieję że „Wielcy tego Świata” nie są na tyle niemądrzy aby obsiać Ziemię grzybami atomowymi, a systemy antyrakietowe są efektywne.

Natomiast rozwój technologiczny nieubłaganie przyśpiesza z naszej własnej woli. Znaczącym krokiem, a zarazem ogromnym zagrożeniem będzie tzw. „Technologiczna osobliwość”, czyli stworzenie sztucznej inteligencji zdolnej do stworzenia wydajniejszej SI – wywołując lawinową zmianę w technologii. Trudno będzie ją okiełznać „Prawami Robotyki” czy zaprogramowaną miłością do ludzi. Jedynymi ograniczeniami rozwoju takiego stworzenia będą zapotrzebowanie na energię i budulec. Jeśli ludzie nie przejdą na wyższy poziom świadomości, zostaną wyeliminowani jak przeszkoda w rozwoju co nie będzie trudne w czasach powszechnej automatyzacji i wysokiego stopnia scalenia człowieka z technologią. Inaczej nikomu nie będzie dane zobaczyć kontynuacji naszego dziedzictwa w postaci epickich konstrukcji podobnych do „Sfery Dysona” czy „Mózgu matrioszka”, tworzonych przez niewyobrażalnie zaawansowany system zawierający jedynie cząstkę znanego nam człowieczeństwa.

Ar3k przewiduje, że do końca świata przyczynią się drukarki 3D, które dynamicznie zdobywają popularność:

Wirus komputerowy stworzony przez internetowych wielbicieli kotów, mający na celu opanować drukarki 3D zdolne produkować żywe tkanki, wymyka się spod kontroli, i ostatecznie przyczynia się do opanowania Ziemi przez jeszcze inteligentniejsze (!) koty, które likwidują już niepotrzebnych im żywicieli – ludzi. I psy też. Bo nadal ich nie lubią.

Tak powstało najsłodziaśniejsze imperium w dziejach.

Największą optymistką jest Malwina, dla której koniec świata jest niemożliwy, a ludzkość niebawem zasiedli nowe planety:

Według mnie człowiek jest zbyt uparty i zbyt mocno trzyma się życia, więc wyginięcie rodzaju ludzkiego jest dla mnie niemożliwe. Jesteśmy jednym z niewielu gatunków na Ziemi, które potrafią się przystosować niemal do wszystkich warunków ( dorównują nam chyba tylko karaluchy i szczury). Dzięki inteligencji jesteśmy w stanie zmienić otoczenie na bardziej korzystne dzięki wykorzystaniu dostępnych środków. Jak dla mnie koniec świata oznacza jedynie brak dalszej możliwości do zamieszkiwania na naszej planecie. A przy obecnym postępie technologicznym sądzę, że pierwsze próby kolonizacji innych planet to kwestia najbliższego stulecia. Po rozprzestrzenieniu się homo sapiens na kilka najbliższych planet ludzie, jako gatunek, będą już praktycznie niezniszczalni. Zniknie problem przeludnienia, powstanie możliwość eksploatacji kosmicznych złóż metali itd. Kluczem do przetrwania jest ludzka inteligencja i zdolność do nauki.

Wszystkim zwycięzcom gratulujemy i prosimy o wysłanie adresów do wysyłki książek na adres e-mail: biuro[at]antyweb.pl.