86

Śmierć gier pudełkowych jest coraz bliższa i niespecjalnie smutna

Gry pudełkowe powoli zamieniają się w relikt przeszłości. Czy jest sens cucić je na siłę?

Gry w pudełkach. Kiedyś to było coś. Szczególnie w czasach, gdy po prostu nie mieliśmy innego wyboru i musieliśmy korzystać z gier na nośnikach fizycznych. Nie ominęło mnie to, do dziś na półcę mam kolekcję gier, które kupowałam w ten sposób. Mam też całe pudło opakowań z grami z magazynów komputerowych, ale to troszkę coś innego. Zastanawiając się, kiedy ostatnio kupiłam grę w pudełku, miałam mały problem. Całkiem niedawno kupiłam sobie PlayStation 4. Do konsoli były dołączone trzy produkcje właśnie w pudełkach. Ale czy powinnam to liczyć? Wybrałam tę opcję własnie ze względu na te tytuły, ale gdyby zaoferowano mi kody, bez żadnych opakowań, nie przeszkadzałoby mi to. Z grami komputerowymi jest jeszcze gorzej. Moje ostatnie pudełko to Wiedźmin 3: Krew i Wino, czyli… 2016 rok. A nie przestałam grać, moja biblioteka tytułów wciąż się powiększa.

Pudełka odchodzą w zapomnienie

Kupowanie cyfrowych wersji gier jest wygodne. Sklepy co rusz atakują nas promocjami, które możemy wygodnie śledzić. Wystarczy szybka transakcja online, kilkanaście sekund oczekiwania i gra jest nasza. Teraz wystarczy ją ściągnąć i można grać. Nie trzeba wychodzić z domu, jechać do odpowiedniego sklepu, stać w kolejkach – nic z tych rzeczy. Całe życie mieszkam we Wrocławiu, więc dostęp do odpowiednich sklepów nigdy nie był dla mnie problemem, ale wiem, że w małych miasteczkach nie było i nie jest tak lekko. Sprawę trochę ułatwiło kupowanie wysyłkowe, ale znów – na grę musieliśmy czekać kilka dni. Z biegiem lat jesteśmy coraz bardziej niecierpliwi. Przyzwyczaja nas do tego pęd życia codziennego, który wciąż się intensyfikuje. Wielu z nas temu ulega, więc nic dziwnego, że sprawne usługi są dla nas dużo cenniejsze od tych powolnych.

Microsoft wieszczy przyszłość gier w chmurze, wręcz współczuje Sony i Nintendo

Pudełka obecnie nie oferują zbyt wiele. Pamiętam jeszcze te ogromne pudliszcza, które zawierały książeczkę do gry i płytę. To dopiero było coś! Półka z taką kolekcją dziś wygląda całkiem imponująco. Z czasem opakowania zaczęły się jednak zmniejszać, aby ostatecznie osiągnąć rozmiar okołozeszytowy. Właśnie takie gry mam na półce. Najbardziej cenię wydania bez żadnych kolekcji. Z właściwą okładką, z właściwymi opisami. To one wyglądają najładniej. Nie brakuje mi jednak tytułów z Kolekcji Klasyki i tego typu zestawień, które już tak nie kuszą estetyką, są do siebie zbyt podobne, nie są właściwą ozdobą. Kiedyś dodawano do gier wspomniane książeczki. Grube instrukcje, czasem poradniki czy opisy świata. Wiele większych tytułów oferowało również płytę z soundtrackiem. Opakowania starszych gier są grubsze, bo zawierają więcej niż jedną płytę. Instalacja to był cały rytuał przekładania kolejnych CD, z oglądaniem książeczek i dymiącą niecierpliwością. A co mamy teraz? Jedna płyta to maksimum. Czasem nawet jej brakuje, wystarczy przecież karteczka z kodem. O grubych instrukcjach możemy zapomnieć. Pojedyncza karteczka z pomocą techniczną przecież nam wystarczy. Często jakąś część gry i tak musimy ściągnąć z internetu, na przykład ją uaktualniając. Płyta zazwyczaj nie jest potrzebna do uruchomienia gry, więc nie mamy właściwie żadnego powodu, aby ponownie sięgnąć po pudełko. Leży więc na półce i zbiera kurz.

CDP – polski dystrybutor Cyberpunka 2077 – masowo zwalania pracowników

Niektórych gier w pudełkach nigdy nawet nie zobaczymy. Coraz więcej osób zaczyna doceniać minimalizm, kolekcje stają się wartościowe, jeśli faktycznie coś za sobą niosą. Może być to sentyment, jakaś szczególna wyjątkowość. Kto chciałby zbierać coś bezsensownego i powtarzalnego? No i ta ekologia. Przecież to po prostu kawałki plastiku, bez których w pełni możemy się obejść. Po co nam to? Żeby mieć grę prawdziwie i na własność, a nie tylko na podejrzane wypożyczenie? Cóż, jak wspomniałam wyżej, większość z tych pudełkowych tytułów i tak wymaga Steama czy innej tego typu platformy, aby działać.

Papa, pudełka!

Pudełka mają dla mnie największy sens przy edycjach kolekcjonerskich. Wtedy wydawcy naprawdę się starają. Opakowania są piękne, wypełnione zawartością. Pięknie komponują się z gadżetami stojącymi obok. Edycje kolekcjonerskie to nie coś, co kupujemy hurtowo. Jeśli w ogóle po nie sięgamy, to rezerwujemy je dla tytułów wyjątkowych. Dzięki temu kolekcja robi się jeszcze piękniejsza i wartościowsza. Ale tak poza tym? Niestety nie widzę sensu w grach pudełkowych. Nie kupuję ich od lat i na pewno nie zacznę, póki sprzedaż cyfrowa ma się świetnie. Na tę umierającą gałąź przemysłu patrzę z lekkim sentymentem, ale i pewną ulgą. Pudełka, to już na was czas. Odjedzcie godnie, póki wspominamy was ciepło i macie w sobie to coś. Nie stańcie się paskudnymi popłuczynami dziwnych kontraktów reklamowych. My będziemy o was pamiętać i odkurzać waszych przodków na półkach. Oby to wystarczyło.