45

Czy jesteśmy gotowi na rozdawanie komputerów?

Komputer micro:bit można chyba uznać za elementarz XXI wieku. Odnosi się to także do innych maszyn tego typu, prostych komputerów, które dostępne są za niewielkie pieniądze. Lub darmowo, jak ma to miejsce w tym przypadku. Dzieci mają się z ich pomocą nauczyć rzeczy, które powinny się przydać we współczesnym świecie. Jak pisanie i liczenie. Jeszcze wczoraj uważałem, że inicjatywa świetna, lecz nie na nasze podwórko, ostatecznie doszedłem do wniosku, że takich projektów nie można się bać - ewentualne straty niewielkie, a potencjalny zysk spory.

Komputer micro:bit na zachętę

Wspomniane urządzenie do prosty komputer, który ustępuje nawet Raspberry Pi. Na pokładzie znajdziemy m.in. diody LED, przyciski, czujnik ruchu, kompas. Gadżet może być podłączony do innych urządzeń czy przedmiotów, a jego zaprogramowanie umożliwia dedykowana aplikacja na sprzęt mobilny oraz strona internetowa. Prosta rzecz do prostych zadań. Chociaż taki jest punkt wyjścia – nie wiadomo, gdzie ta ścieżka zawiedzie użytkowników, bo możliwości są raczej nieograniczone. Wszytko zależy od wyobraźni i koncepcji właściciela. A te potrafią zaskakiwać.

Właścicielami sprzętu mają się stać brytyjscy uczniowie. Sprzęt będzie rozdawany w ramach inicjatywy Make It Digital, za którą stoi BBC. W najbliższym czasie ma być wręczonych milion komputerów. Projekt miał wystartować wcześniej, ale nastąpiły pewne opóźnienia – okazuje się jednak, że nie zablokowały one całkowicie idei cyfrowej edukacji przez rozdawanie komputerów. To typowa metoda marchewki, która ma poprawić stan wiedzy i umiejętności dzieci/młodzieży w zakresie programowania oraz konstruowania urządzeń.

Co powstanie? Oto jest pytanie…

Pewnie sporo osób zastanawia się teraz na Wyspach, jak komputer micro:bit zostanie wykorzystany przez obdarowanych? Spora część tych ostatnich skorzysta zapewne z tutoriali, które już przygotowano, kolejne powinny się pojawić wraz z popularyzacją platformy. Możliwy jest wysyp zabawek, instrumentów, sprzętów do pomiaru czy łączności bazujących na prezentowanym produkcie. Skoro w niedługim czasie trafi on do miliona osób, to efekty mogą być oszałamiające.

Najciekawsze jest to, że na dobrą sprawę, nie wiadomo, czego można się spodziewać po dzieciach – przecież niektóre są w stanie wykazać się kreatywnością, która jest już obca dorosłym. Młode umysły nie działają jeszcze według schematów, które przychodzą z czasem, więc w jednym przypadku pójdzie się na skróty, w innym dookoła. A jeśli się nie uda i komputer micro:bit ulegnie uszkodzeniu, to zabawa nie będzie zakończona – uczeń będzie mógł kupić kolejny sprzęt do zabawy. Chodzi o to, by zachęcić młodzież do wytężonej pracy i pokazać, że nie musi ona być udręką, nie musi za taką uchodzić – to może być zabawa i czysta przyjemność.

Warto spróbować w Polsce?

Czytając o projekcie realizowanym w Wielkiej Brytanii, doszedłem do wniosku, że to świetna inicjatywa, ale w Polsce nie miałaby sensu. Dzieci nieprzygotowane, kadra tym bardziej – komputer nie zostały wykorzystany w odpowiedni sposób. Ale im dłużej nad tym myślałem, tym dalej byłem od tej opinii. Czy naprawdę jest potrzebna odpowiednio wykształcona lub przynajmniej przeszkolona kadra? Byłaby ona wartością dodaną, lecz można to załatwić inaczej, wykorzystać wspomniane już tutoriale.

Dzieci mają dostęp do Sieci – jeśli nie w domu, to w szkołach, są też biblioteki, które można zaangażować do takich projektów. Polskie dzieciaki pewnie nie odstawałyby mocno od tych brytyjskich pod względem kreatywności i same też byłyby w stanie stworzyć coś ciekawego. Nie twierdzę, że wszystkie, lecz część mogłaby zaskoczyć dorosłych. I dałaby się zarazić programowaniem, konstruowaniem. Przez zabawę. Jakiś odsetek komputerów pewnie trafiłby szybko do szuflady. Niektórzy szybko zniszczyliby maszynę lub ją sprzedali. Jednak i w tych przypadkach możliwe byłyby jakieś zyski – komputer kupiłaby osoba zainteresowana i zrobiła z niego użytek, gadżet z szuflady mógłby w końcu zaintrygować. A ten zniszczony może przestać istnieć w trakcie eksperymentu…

Dobrze by się stało, gdyby i u nas pojawiła się taka inicjatywa. Mogłoby za nią stać państwo – w porównaniu z programem 500+ to niewielki wydatek, a spodziewam się ciekawych efektów. Ktoś stwierdzi, że gdyby dzieci chciały takie komputery, to same by je sobie kupiły. Sporej części zwyczajnie na to nie stać, inne nie mają pojęcia, że takie rzeczy istnieją lub nie wiedzą, jak zacząć przygodę z nimi. Dlatego potrzebny byłby przygotowany wcześniej program, wspomniane tutoriale. Trzeba działać systemowo – jak Brytyjczycy.

Podchodząc do tego w poważny sposób i zadając pytanie tytułowe, mógłbym odpowiedzieć, że tak, jesteśmy gotowi na rozdawanie komputerów. I mam nadzieję, że do tego dojdzie…