Militaria

Kompromitacja Floty Czarnomorskiej, festiwal rosyjskiej niekompetencji trwa

Krzysztof Kurdyła
10

Dziś rano, zdobyty już jakiś czas temu przez Rosjan port w Bardiańsku wyglądał, jakby zawitał do niego rosyjski lotniskowiec „Admirał Kuźniecow”. Czarny dym, spowijający sporą część portowego nabrzeża, pochodził jednak z płonących rosyjskich desantowców.

Jak piękna katastrofa

Rosyjskie desantowce na Morzu Czarnym zostały podzielone na dwie grupy, Zachodnia utrzymywana jest w rejonie Odessy, zmuszając Ukrainę do utrzymywania tam sił, zdolnych odeprzeć ewentualny desant. Grupa wschodnia przerzuca rosyjski sprzęt i żołnierzy dla wzmocnienia południowej grupy wojsk, atakujących między innymi Zaporoże i Mariupol.

Używany jest do tego między innymi, zdobyty przez Rosjan port w Bardiańsku, wczoraj rosyjska telewizja nadała propagandowy materiał pokazując wyładunek ciężkiego sprzętu z zatopionego dziś desantowca. Dziś rano swój materiał mogły z kolei pokazać źródła ukraińskie, i trzeba przyznać było na co patrzeć. W porcie doszło do potężnego pożaru i eksplozji, w wyniku których całkowicie zniszczony został jeden desantowiec, a dwa uszkodzone musiały wypłynąć w morze.

Zatopiona jednostka to desantowiec klasy Alligator (ros. projekt 1171/II) „Orsk”, dwa uciekające okręty, jeden z dość poważnie wyglądającym pożarem, to desantowce klasy Ropucha (ros. projekt 775, zbudowane w Polsce) „Cezar Kunikow” i „Nowoczerkassk”. Można mieć pewną nadzieję, że któryś z tych pożarów może doprowadzić do utraty jeszcze jednej jednostki.

Toczka-U, sabotaż czy bałagan?

Ciągle nie ma potwierdzenia, co stoi za tym sukcesem. Mówi się o uderzeniu, nie najnowszą dodajmy, rakietą Toczka-U, sabotażu ze strony sił specjalnych Ukrainy lub rosyjskiego bałaganu, skutkującego pożarem źle zabezpieczonych materiałów takich jak paliwo i amunicja. Jeśli szkody wywołać by miała jedna rakieta, to byłoby to trafienie godne słynnej salwy japońskiego okrętu podwodnego I-19.

Pojawiają się co prawda głosy sugerujące, że pożar zaczął się na nabrzeżu, ale filmy pokazujące pierwszą eksplozję które znalazłem nie pozwalają jednoznacznie stwierdzić od czego się to „ognisko” zaczęło. Całkiem możliwe, że taki efekt wywołało połączenie kilku czynników, Toczka-U mogła uderzyć nie w okręt, ale w przepełnione niebezpiecznymi ładunkami nabrzeże, a dopiero od ich pożaru zajęły się stojące w pobliżu okręty.

W każdym z omawianych przypadków, jest to kolejna kompromitacja Rosjan. Czy nie zabezpieczono odpowiednio portu przy pomocy OPL, czy wyładowano materiały bez zachowania zasad bezpieczeństwa, każda z tych rzeczy osobno pokazuje, jak wielki bałagan panuje na każdym szczeblu tej armii.

Trzeba też stwierdzić, że transmisja na żywo rozładunku z Berdiańska nie była, delikatnie mówiąc, zbyt rozsądnym posunięciem. Ukraińcy już to zresztą wykorzystali to propagandowo i podziękowali rosyjskiej telewizji za naprowadzenie na tak cenny cel :)

Logistyka czy desant na Odessę?

Można przypuszczać, że dwa uszkodzone okręty (o ile któryś jeszcze nie zatonie) będą przez dłuższy czas wyłączone ze służby. To może spowodować, że Rosja może zostać zmuszona do przerzucenia w ich miejsce jednostek ze zgrupowania pod Odessą. I nie chodzi tu wyłącznie o okręty, ale też sprzęt w ładowniach i na nabrzeżu, który także został zniszczony.

Zdjęcia satelitarne ujawniły pod Odessą obecność siedmiu desantowców. Zabranie trzech z nich czyniłoby tę i tak ryzykowną operację jeszcze mniej prawdopodobną. To z kolei mogłoby skłonić Ukrainę do przerzutu części sił z Odessy pod Mikołajów i Chersoń, gdzie siły tego państwa mają prowadzić całkiem skuteczne kontrataki.

Cóż można więcej napisać, niezależnie od tego, co spowodowało tak wielki sukces, życzymy Ukrainie (a i sobie) jak najwięcej tego typu wiadomości.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu