Moje przemyślenia

Komisja Europejska: Piractwo pomaga w sprzedaży muzyki

KK
Karol Kopańko
16

Co jest głównym problemem współczesnej kultury? Zapewne wiele środowisk zaangażowanych w jej tworzenie mogłoby w tym miejscu przedłożyć mi długą listę zawierającą wyliczone kolejno kwestie sprawiające trudności. Jednak jak pokazały zeszłoroczne plany Komisji Europejskiej przywidujące wprowadzenie AC...

Co jest głównym problemem współczesnej kultury? Zapewne wiele środowisk zaangażowanych w jej tworzenie mogłoby w tym miejscu przedłożyć mi długą listę zawierającą wyliczone kolejno kwestie sprawiające trudności. Jednak jak pokazały zeszłoroczne plany Komisji Europejskiej przywidujące wprowadzenie ACTA i ogólnoświatowe protesty przeciwko ograniczaniu szeroko pojętej wolności, palącą kwestią jest uregulowanie i następująca dalej monetyzacja dostępu do wytworów kultury. Teraz jednak ta sama organizacja zleciła badania, które nie pozwalają jej już w czambuł potępiać piractwa, gdyż wynika z nich, że dostęp do nielegalnej muzyki wpływa na wzrost sprzedaży jej legalnego odpowiednika. Paradoks?

Badanie zostało przeprowadzone przez Wspólne Centrum Badawcze przy Komisji Europejskiej, które zajmuje się dostarczaniem wparcia naukowego i technicznego dla polityki Unii Europejskiej. Wzięło w nim udział 16 tysięcy Europejczyków, a jego wyniki pozwalają na stwierdzenie, że nielegalne pobieranie muzyki w ogólnym rozrachunku nie powoduje strat przemysłu fonograficznego, a nawet wpływa na zwiększenie ilości kupowanej muzyki.

Wg badaczy gdyby z wirtualnej pajęczyny usunąć pirackie hostingi i wszelkiej maści torrenty czy warezy to sprzedaż zmalałaby o 2 %. Natomiast jeśli działać przestałyby w pełni legalne usługi takie jak np. Spotify czy Deezer, streamujące muzykę po opłaceniu niewielkiego abonamentu (lub za darmo, lecz wtedy musimy zadowolić się mniejszą jakością i  przyzwyczaić do reklam) to konsumenci zmniejszyliby swój popyt o 7 %. Liczby te nie są może stosunkowo duże, jednak w przeliczeniu na wartości bezwzględne idą w setki milionów.

Rezultaty badań mogą prowadzić do konkluzji, że ten kto tak czy siak miałby zakupić dany album ten zrobi to nawet wtedy gdy będzie miał do wyboru możliwość jego niezgodnego z prawem ściągnięcia, gdyż osoby, które pobierają „empetrójki” z sieci także częściej zaglądają do sklepów, choć głównie tych internetowych. Wynika stąd, że nie można po prostu doliczać do potencjalnych zysków wytwórni fonograficznych liczby ściągniętych z Internetu piosenek, gdyż niektórzy przed zdecydowaniem się na zakup wolą sprawdzić czy rzeczywiście dana twórczość jest warta ich ciężko zarobionych pieniędzy.

Dodatkowo Internet pełni rolę miejsca, gdzie mało znani artyści mogą wypromować swoją osobę i nie muszą się dzielić zyskami z dystrybutorami, gdyż nawet teraz wielu z nich bardziej niż na sprzedaży płyt koncentruje się na dochodach z koncertów czy sprzedaży gadżetów.

Na koniec chciałbym dodać, że artykuł ten w żaden sposób nie ma usprawiedliwiać notorycznego piractwa, a jedynie pokazać, że nie należy go bezwzględnie potępiać nie zwracając uwagi na jego pozytywny wpływ na rozprzestrzenianie się kultury. Choć istnieje także i druga strona medalu zaprezentowana przez „The Economist” na przykładzie powyższego diagramu, który oprócz wzrostu popularności cyfrowej dystrybucji pokazuje również ogólny spadek sprzedaży muzyki począwszy od 2000 roku, co dziwnym trafem zbiega się ze zdobywaniem coraz większej popularności przez kodek mp3…

Foto 1, 2

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu