23

Kolejny bank przegrywa w sądzie ze swoim klientem i musi mu zwracać pieniądze za błędny przelew

Banki w Polsce nie mają łatwego życia z polskimi sądami, te nieubłaganie stają murem w sporach za słabszym ich uczestnikiem, czyli klientem. I to nie tylko chodzi tu o „frankowiczów”, ale i o klientów, którym skradziono pieniądze z ich kont, nawet jeśli sami się do tego przyczynili.

Po raz pierwszy o wygranej batalii w sądzie z jednym z banków, pisaliśmy jeszcze w 2016 roku, kiedy to w wyniku kradzieży portfela, przestępcy odczytując z dowodu poszkodowanej datę urodzenia, wstukali ją w bankomacie jako PIN do karty, co zadziałało – pieniądze skradzione. Sąd uznał, że PIN tożsamy z datą urodzenia, nie był rażącym niedbalstwem i bank musiał zwracać poszkodowanej skradzione pieniądze.

Podobną sytuację opisywaliśmy już w tym roku, w wyniku podobnego procesu mBank musiał zwracać aż 100 tysięcy złotych klientowi, któremu skradziono z konta taką kwotę korzystając z phishingu.

Z kolei dzisiejszy Bankier.pl informuje o dość skądinąd interesującym wyroku jednego z sądów apelacyjnych. Czego dotyczyła ta sprawa? Otóż żona jednego z przedsiębiorców 30 stycznia 2014 przelała na błędne konto 140 tysięcy złotych, korzystając z systemu SORBNET. Fakt ten od razu zauważyła i próbowała odwołać ten przelew, ale to się nie udało. Co więcej, adresat błędnego przelewu był dłużnikiem, którego konto zostało zajęte przez komornika.

Sprawa trafiła do sądu okręgowego w Krakowie, który uznał racje banku, który nie powinien ponosić odpowiedzialności za błędnie wpisany numer konta przez samego klienta, a z uwagi na sposób działania systemu SORBNET, nie był w stanie go anulować.

Przedsiębiorca ów nie poddał się i odwołał się do sądu apelacyjnego, który przyznał racę już klientowi, a zadecydowały o tym drobne niuanse w przepisach banku i w ustawie o usługach płatniczych. Mówi ona, że nie można cofnąć zlecenia przelewu z chwilą, gdy odbiorca przelew już otrzymał, ale też:

W przypadku otrzymania zlecenia poza dniem roboczym bądź poza ustalonym momentem czasowym (w tym poza godzinami pracy banku) uznaje się, że zlecenie zostało otrzymane pierwszego dnia roboczego po tym dniu.

Problematyczny przelew został zlecony po 21:00, a w regulaminie banku godzina 20:00 jest ustalona jako graniczna do przyjmowania zleceń, więc uznaje się, że wszelkie operacje złożone po tej godzinie otrzymane są w następnym dniu roboczym.

Sąd uznał więc, że problemem okazała się tu fikcja prawna, z której banki muszą korzystać w przypadku zleceń przyjmowanych poza godzinami pracy banku i brakiem możliwości realizacji zlecanych przelewów w tym samym dniu.

Tak brzmi fragment uzasadnienia sądu:

W oczywisty sposób rozwiązanie takie ukształtowano w interesie banków. Brak jest jednak podstaw do przyjęcia, że służy ono wyłącznie bankom, a nie obu stronom umowy o prowadzenie rachunku bankowego oraz że ma znaczenie wyłącznie dla terminowości wykonania usługi przez bank. Niedopuszczalna i nielogiczna byłaby konkluzja, że dla każdej ze stron umowy moment otrzymania zlecenia jest inny – dla klienta moment jego wprowadzenia do systemu, dla banku później, z rozpoczęciem kolejnego dnia roboczego. (…) Skoro tak, to wprowadzenie tej fikcji musi być z korzyścią dla obu stron umowy, jak też przedmiotowy zapis ustawowy i umowny musi być dla obu stron rozumiany w ten sam sposób.

Bardzo mi się podoba to uzasadnienie sądu, wiele jest takich przepisów, które są interpretowane w różny sposób w zależności od problemu, którego dotyczy. A zwykle firmy interpretują je pod siebie dla własnych korzyści, zapominając tu o interesie klientów. Tym razem się nie udało.

Źródło: Bankier.pl via Rzeczpospolita.