Moje przemyślenia

Aktualizacja Draft dodaje hosting obrazów, komentarze i poprawioną współpracę - dla mnie rewelacja

JR
Jan Rybczyński
9

Rozwój tego prostego, minimalistycznego edytora tekstu, wspierającego Markdown mnie zadziwia. Draft jest publicznie dostępny od miesiąca, rozwija go tylko jeden człowiek, a od początku zdobył moją sympatię i trafił w moje potrzeby. Teraz mamy do czynienia z drugą aktualizacją webowego edytora i drug...

Rozwój tego prostego, minimalistycznego edytora tekstu, wspierającego Markdown mnie zadziwia. Draft jest publicznie dostępny od miesiąca, rozwija go tylko jeden człowiek, a od początku zdobył moją sympatię i trafił w moje potrzeby. Teraz mamy do czynienia z drugą aktualizacją webowego edytora i drugi raz z rzędu autor dodaje między innymi to, czego oczekiwałem. Wygląda na to, że Draft coraz bardziej dystansuje wszelką konkurencję wśród minimalistycznych edytorów, również płatnych, instalowanych programów. Google Docs, przynajmniej jeżeli chodzi o edytor tekstu, całkowicie poszedł u mnie w odstawkę.

Nathan Kontny - autor Draft, chce żeby to narzędzie usprawniło proces pisania, zarówno pod względem wygody, jak również pod względem informacji zwrotnej dotyczącej naszych tekstów. Zaczęło się od możliwości współpracy nad tekstem i wbudowanej funkcji odpłatnej pomocy eksperta. W drugiej aktualizacji opcja współpracy została poprawiona. Wcześniej osoba, która dostała link do naszego tekstu i wprowadziła własne zmiany, nie dostawała aktualizacji tekstu, jeżeli pierwotny autor postanowił coś jeszcze zmienić, stąd ciągła współpraca nad tekstem była utrudniona. Miała formę raczej jednokrotnego sprawdzenia przed publikacją. Obecnie zmiany w tekście są cały czas dwustronnie synchronizowane, stąd długotrwała, naprzemienna współpraca dwóch osób jest już możliwa.

Pojawiły się również statystyki, które powinny pomóc autorom tekstów dopasować swoją twórczość do grona odbiorców, uwzględniając długość tekstu, czas publikowania jak i indeks czytelności Flescha (tyczy się tekstów w języku angielskim). Użytkownik będzie mógł wyświetlić taki wykres jak poniżej, dla każdego tekstu który opublikował bezpośrednio z Draft na Wordpress czy Tumblr. Jeżeli teksty z Draft publikowaliśmy ręcznie na innych stronach, możemy ręcznie wprowadzić parametry konieczne do śledzenia tekstu w raporcie. Głównym parametrem jest po prostu link do tekstu. Mam jednak wątpliwości co do użyteczności tego raportu w polskich warunkach, mierzy on bowiem popularność tekstu tylko i wyłącznie na podstawie ilości wspominania o nim na Twitterze. U nas ten serwis mikroblogowy raczej nie zdobył dostatecznej popularności, żeby się tylko na nim opierać. Podejrzewam, że zdecydowana większość moich tekstów nie miałaby ani jednego twittnięcia, nie licząc konta Grzegorza Marczaka, który informuje o nowych tekstach na AntyWeb.

To jednak nie koniec nowości, są również takie, na które czekałem, znane np. z Google Docs komentarze do fragmentu tekstu. Zarówno autor, jak i każda osoba mająca dostęp do tekstu może zaznaczyć jego fragment i skomentować. Komentarz zostanie wyświetlony obok tekstu, a po najechaniu na niego widok automatycznie wyśrodkuje się na komentowanym fragmencie. To chyba ostatnia funkcja z Google Docs, z której korzystałem w miarę regularnie i czasem mogło mi jej brakować.

Dodany został również hosting obrazków. Wcześniej obrazy w tekście wyświetlały się w trybie podglądu tylko wówczas, gdy znajdowały się już w sieci, a autor do nich linkował. Teraz podczas tworzenia dokumentu można dodać obrazek również z własnego dysku, jak i z naprawdę długiej listy innych serwisów, wśród których oprócz typowych pozycji takich jak Dropbox czy Google Drive warto wymienić np. Instagram, Picasa, Flickr, Github, Gmail, FTP, WebDV. Jest też opcja wyszukania obrazu w sieci, jak i zrobienia zdjęcia wbudowaną w urządzenie na którym piszemy kamerą, wszystko to nie opuszczając ani na chwilę edytora Draft.

W opisie poprzedniej aktualizacji pisałem, że Draft może być świetnym narzędziem dla osób pracujących w social media, bo umożliwia współpracę kilku osób nad pisanym tekstem i tworzenia wielu wersji przed publikacją. Teraz dodana została możliwość publikowania na Twitterze bezpośrednio z Draft. Aby to było możliwe, pojawiło się również zliczanie znaków - do tej pory pokazywana była tylko ilość słów. Cieszy mnie to, bo ze statystyki znaków korzystam na co dzień. Oczywiście zliczanie znaków uwzględnia system skracania linków Twittera.

Żeby przełączyć się z liczby słów na liczbę znaków wystarczy kliknąć w ich liczbę. To ustawienie przenosi się również pomiędzy współpracującymi nad tekstem osobami. Na koniec warto wspomnieć o skrótach klawiszowych, które pozwalają wywołać wymienione wyżej funkcje, czyli komentarze do tekstu, wstawianie obrazu czy linku, jak również standardowe pogrubienie tekstu i kursywa, które znajdują się pod standardowymi Ctrl + B i Ctrl + I. Wszystkie funkcje można również wybrać z nowego menu, które pojawiło się w prawym górnym rogu.

Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby gotowy tekst wyeksportować do innego serwisu czy pobrać na dysk albo w postaci Markdown bądź HTML, wraz z linkami i wstawionymi w tekst obrazami. Ilość czynności koniecznych do wykonania poza Draft została ograniczona do minimum. Nie bez znaczenia jest również fakt, że z Draft można bez problemu korzystać również na tablecie, a nawet na telefonie, chociaż w tym ostatnim przypadku trudno mówić o wygodzie.

Ostatnią rzeczą której mi brakuje, to podzielenie zapisanych wpisów na różne kategorie, np. na różne miejsca w sieci w których publikujemy.

Jeżeli jesteście zainteresowani opisem podstawowych funkcji edytora, zapraszam do pierwszego wpisu na jego temat. Jeżeli natomiast chcecie dowiedzieć się jak pisać komentarze w sieci lub publikować na blogu za pomocą Draft, to polecam drugi wpis, mówiący o pierwszej aktualizacji. Informacje wykorzystane w artykule pochodzą z bloga autora Draft.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

edytor tekstu