39

Kinect nie będzie potrzebny do uruchomienia Xbox One. Microsoft wycofuje się na wszystkich frontach

Microsoft nie ma szczęścia z Xboksem One. Większość graczy i dziennikarzy po pierwszych dwóch pokazach nie zostawiła na nim suchej nitki. Obecnie gigant z Redmond wycofuje się z większości swoich nietrafionych (albo źle zaprezentowanych) pomysłów. Padł właśnie ostatni bastion – Xbox One nie będzie wymagał, aby Kinect był cały czas podłączony. Wedle pierwotnej wizji Microsoftu […]

Microsoft nie ma szczęścia z Xboksem One. Większość graczy i dziennikarzy po pierwszych dwóch pokazach nie zostawiła na nim suchej nitki. Obecnie gigant z Redmond wycofuje się z większości swoich nietrafionych (albo źle zaprezentowanych) pomysłów. Padł właśnie ostatni bastion – Xbox One nie będzie wymagał, aby Kinect był cały czas podłączony.

Wedle pierwotnej wizji Microsoftu kontroler ruchu (wyposażony także w czułe mikrofony), miał być nierozłączną częścią nowej konsoli. Wedle tej wizji kamerka miała być w wiecznej gotowości, aby wykryć nasze gesty, bądź usłyszeć komendy.

Podniósł się jednak krzyk klientów, którzy obawiali się o swoją prywatność. Swoje zrobiła afera PRISM, która pokazała, że prywatność w sieci jest iluzją, a nawet jeżeli nie, to jest mocno ograniczona i można ją naginać. Krótko mówiąc: ludzie bali się, że będą podglądani.

Dziwnie prezentują się ostatnie działania Microsoftu. Słyszeliśmy przecież mnóstwo zapewnień, że Xbox One jest specyficznym sprzętem, który już na etapie wczesnego projektowania był tworzony pod takie rozwiązania jak: konieczność ciągłego połączenia z siecią (słynna chmura obliczeniowa) czy właśnie łączność z Kinectem. Nagle okazuje się, że jednak można bez tego.

Dla Kowalskiego sprawa wygląda w tej chwili następująco: albo nowa konsola jest zwykłym sprzętem i nie ma w niej wiele specyficznych elementów, co oznacza, że próbowano mi sprzedać bajki, albo pod naciskiem klientów robi się z Xboksa One inny sprzęt, porzucając zupełnie kształtowaną przez lata wizję i „na kolanie” starając się dostosować do żądań klientów. Tak źle, i tak niedobrze.

Od samego początku byłem niechętny rozwiązaniom, jakie planował wprowadzić Microsoft. Gdyby producent Xboksa nie ugiął się, prawdopodobnie dalej byłbym bardzo sceptyczny. Jednak najistotniejsze w tej sprawie jest to, że Microsoft źle się zaprezentował – niewygodnych tematów unikano, co spowodowało, że główną rolę w wytłumaczeniu jak Xbox One będzie działał w praktyce, mieli dziennikarze. Tymczasem niewielu doszukiwało się pozytywnych stron rozwiązań, jakie chciał zaimplementować Microsoft. To oczywiście naturalne, bo dziennikarze są raczej od tego, żeby szukać brudów, a nie bronić korporacji.

Mam wrażenie, że w Microsofcie panuje panika i konsternacja. Co chwila słyszymy, jak firma wycofuje się z kolejnych pomysłów. Problem w tym, że w bezpośrednim starciu Xbox One przegrywa z PlayStation 4, które ma nieco lepsze bebechy, kosztuje mniej, ma lepszy PR, lepsze tytuły na wyłączność i większe możliwości w kwestii przechwytywania materiałów z gier. Tymczasem Xbox One ma usługi telewizyjne, czyli możliwość sprawdzania statystyk graczy podczas oglądania meczu NHL. Dostępne tylko w Ameryce. Czy to wystarczy? Śmiem wątpić.

„Quo vadis” Xbox One?