Militaria

Kim Dzong Un „sfałszował” start rakiety. Korea Pn. jak patologiczny startup

Krzysztof Kurdyła
2

„Fake it, till you make it”, to powiedzenie używane do opisania sposobu działania nieuczciwych startupów. W polityce i militariach to zjawisko też występuje, co widać choćby po rosyjskiej armii. Ostatnio Kim Dzong Un chyba pozazdrościł Putinowi tej wątpliwej sławy.

Jak kiepski startup

Osobom nieznającym start-up'owej „sceny” wyjaśniam, że chodzi o taki sposób działania, żeby udawać, że nasz pomysł działa, z nadzieją, że kiedyś to nastąpi. W międzyczasie okrągłe słówka, PR-we buzzwordy i inne ściemy mają zapewnić startupowi korzyść w postaci gotówki od napalonych inwestorów. Jak przekłada się to na świat wojska i polityki?

Przykład armii rosyjskiej bardzo tutaj pasuje, PR-owe prężenie muskułów, budowanie na wojnach z prymitywnym przeciwnikiem wizerunku nowoczesnej i doskonale naoliwionej maszyny, a następnie kompromitacja na Ukrainie. Tego szumu (nieważne jak mówią, byle mówili ;) ) pozazdrościł chyba Putinowi inny patologiczny dyktator, Kim Dzong Un, władca zniewolonego skansenu o nazwie Korea Północna.

W ostatnim czasie świat obiegła informacja, że armia tego kraju wystrzeliła nowy pocisk międzykontynentalny Hwasong-17, który miałby znacznie poprawić możliwości tego kraju w zakresie przenoszenia głowic atomowych. Oczywiście możliwości Korei są w tym zakresie pomijalne, a cały projekt ma znaczenie głównie jako środek propagandowy, podtrzymujący w tym stłamszonym społeczeństwie mit geniuszu wojskowego Kima i siły jego armii. I tutaj robi się ciekawie.

Coś poleciało, coś wybuchło

Agencje wywiadowcze oczywiście nad tematem natychmiast się pochyliły, a z analiz wychodzi, że próba wystrzelenia rakiety zakończyła się spektakularną porażką, co gorsza widoczną dla wielu zwykłych Koreańczyków. Postanowiono to „przykryć” wystrzeliwując na szybko starszą, dobrze już wszystkim znaną, mniej zaawansowaną rakietę Hwasong-15 i ogłosić, że wszystko poszło zgodnie z planem.

Według wspomnianych analityków Korea przygotowuje się do obchodów Dnia Słońca i jednym z ważnych elementów propagandowych miało być pokazanie światu (czytaj Koreańczykom z Północy) nowej, wspaniałej rakiety mogącej zagrozić nawet Stanom Zjednoczonym. Tymczasem Hwasong-17, wystrzelony 16 marca miał spektakularnie eksplodować w okolicy Pjongjangu. Całe zdarzenie miało być widoczne dla bardzo wiele osób i wzbudzić sensację.

Taka porażka nie wchodziła najwyraźniej w grę i 24 marca wystrzelono kolejny pocisk, tym razem już udanie. Wokół tego zdarzenia zrobiono w lokalnej telewizji sporo szumu, ze słynnym tragikomicznym filmem pokazującym operację jego rzekomo udanego odpalenia na czele. Film znajdziecie poniżej, naprawdę polecam obejrzeć, to produkcja mogąca konkurować ze skeczami Monty Pythona, choć nakręcona została zupełnie na serio.

Analitycy analizujący lot z 24 maraca zauważyli, że sekwencja startu rakiety, oddzielania jego kolejnych  członów i trajektorii lotu nie pasowała do tego, co wywiad zdołał na jej temat ustalić. Dziwnym trafem pasowały za to do wspomnianej już rakiety Hwasong-15.

Wywiadowcy przypuszczają, że akcja propagandowa i zdjęcia do filmu nakręcono w większości przed i w czasie nieudanego startu, a potem cały plan ratowano inną rakietą i dokrętkami na szybko. Na pocieszenie dla Kima można napisać , że analiza tego udanego startu wykazała, że Hwasong-15 musiał zostać dopracowany i jest dziś lepszą rakietą niż kiedyś.

Nie pierwszy raz

Taka akcja ze strony północnokoreańskiego reżimu nie byłaby ich debiutem. To państwo w przeszłości nie raz pokazywało uzbrojenie, które specjaliści uznawali potem za atrapy, albo podważali jego osiągi podawane przez propagandę. Gdyby nie cierpienia zwykłych ludzi to państwo, jego przywódcę i armię można by uznać za zbiorowego mema, niestety podobnie jak z rosyjską armią na Ukrainie, za tą komedią stoją rzeczywiste ludzkie dramaty.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu