Felietony

Kierunkowskaz niemile widziany? Wyglądałby dziwnie, ale...

JS
Jakub Szczęsny
6

Przez głowę niejednej osoby poruszającej się rowerem na pewno przeleciała myśl, wedle której warto byłoby zainwestować w instalację "kierunkowskazów". Tak, Drodzy Państwo. Kierunkowskazy do roweru. Może i to już nawet na tym etapie brzmi głupio, to jednak takie głupie nie jest - szczególnie w dobie zmieniających się w szalonym tempie pojazdów.

Rowery to już nie tylko napędzane energią mięśni maszyny, ale również sprzęty z elektrycznym wspomaganiem, tak jak między innymi testowany przeze mnie w ostatnim czasie ADO A20F. Podczas jednej z kolejnych przejażdżek, w miejscu gdzie ścieżek nie ma (czyli prawidłowo: po jezdni, razem z autami) zacząłem się zastanawiać nad kierunkowskazami dla rowerzystów. Wystawianie rąk nie jest czynnością, po wykonaniu której automatycznie spada korona z głowy. Ale jak bardzo może być "upierdliwe" przekonałem się w momencie, gdy jedną łapkę wystawiłem na znak zamiaru wykonania skrętu, a zaraz po tym musiałem zahamować - i zrobiłem to drugą ręką, która akurat leżała na kierownicy. Nie będąc na to przygotowanym na to, co stanie się potem - mało nie przeleciałem przez przednie koło. No, naprawdę - geniusz ze mnie. Skończyło się całe szczęście na strachu i kierowcy z naprzeciwka, któremu się najpewniej humor poprawił.

Po tym, jak wygłosiłem kwieciste zawołanie po łacinie (tuż po niemal-incydencie) - od razu zacząłem myśleć o tych kierunkowskazach dla rowerzystów. Dlaczego ich nie montują? Bo nikomu nie są potrzebne? A może po prostu skomplikowałoby to konstrukcję bądź co bądź - prostego pojazdu, jakim jest rower? Trudno mi było to jednoznacznie ocenić. Z pomocą przyszły oczywiście obowiązujące akty prawne oraz doświadczenia innych rowerzystów oraz kierowców. Muszę się tutaj zgodzić z właściwie wszystkimi.

Kierunkowskazy do roweru to rzecz wzięta pod uwagę w polskim Prawie o ruchu drogowym, jednak w kontekście takich maszyn w których zasygnalizowanie zamiaru skrętu ręką jest niemożliwe - na przykład w rowerach poziomych. Czyli - gdybym sobie zamontował takie kierunkowskazy do swojego roweru (a tak skręt sygnalizować mogę), to mógłbym zaryzykować burę od stróżów prawa oraz w sytuacji konfliktowej w sądzie - karę już od sędziego. A może jednak nie? Trudno stwierdzić, na moje prawo na to nie pozwala - choć prawnikiem nie jestem.

Sygnalizacja zamiaru skrętu ręką - w sumie i tak tego nikt nie robi

Większym problemem jest to, że wielu rowerzystów o obowiązku sygnalizowania manewrów zapomina. I wcale nie są to kierujący rowerami marki BMW (tak, są takie i tak, to był nieśmieszny żart). Kierujący takimi machinami wychodzą z założenia, że wystawianie łapek to zwykłe zawracanie gitary i mam wrażenie, że gdyby mieli w rowerach skuteczny i działający kierunkowskaz - pewnie by go użyli. Albo to po prostu myślenie życzeniowe i się mylę: bo tak też może być.

Rozpytałem więc ludzi mądrzejszych od siebie na Twitterze i zrobiłem ankietę. Odpowiedziało 13 osób, więc to bardzo rzetelne i wyczerpujące badanie - musi być więc pewne i należy je teraz wciągnąć do wszelkich innych opracowań.

Rozmawiając z kilkoma osobami dowiedziałem się, że okej - montaż kierunkowskazu to jedno, ale jego skuteczność to rzecz druga. I to, że kierunkowskaz działa - świeci migającym światłem barwy pomarańczowej, nie oznacza że jest on widoczny lub odpowiednio rozumiany. Jak jest z tą widocznością?

Zamontowanie systemu oświetlenia sygnalizującego zamiar zmiany kierunku poruszania się może dać rowerzystom (mówi się też o kierujących hulajnogami elektrycznymi: że ci również mogliby zechcieć montażu kierunkowskazów) złudne poczucie wykonania obowiązku sygnalizowania i oparcia na tym swojej pewności w manewrach. W świetle dziennym, szczególnie w bardzo słoneczny dzień, malutka lampeczka produkcji chińskiej mogłaby być niedostrzegalna przez kierowców. No, to oświetlenie można by było homologować, ale to z kolei kolejny problem natury prawnej. I można by było tak gonić tego króliczka i nawet do śmierci w ekskrementach.

Kierowcy podobnież nie są przyzwyczajeni do roweru z kierunkowskazem - mogliby nie zwrócić uwagi na taki sygnał ze strony rowerzysty. Wtedy na drogach moglibyśmy mieć do czynienia z dziwnie wysokim natężeniem częstości zdarzeń lub nawet wypadków, w których braliby udział rowerzyści i kierowcy - powodem natomiast byłoby niezrozumienie jednego przez drugiego. Prawo ma działać tak, aby regulować i ratować życie, a nie doprowadzać do niebezpiecznych sytuacji.

I w sumie, teraz nie wiem co zrobić. Bo mnie się wydaje, że kierunkowskaz w rowerze mógłby mi się serio przydać. Z drugiej strony mam w głowie: "ech, przestań kombinować i powystawiaj trochę te ręce, nie odpadną ci". Biorąc pod uwagę swoje wrodzone lenistwo, najpewniej o swoim genialnym pomyśle zapomnę za jakiś czas i poszukam sobie czegoś ciekawszego do roboty, niż zastanawiać się nad nowelizacją PORD.

Skoro jesteśmy przy tematach motoryzacyjno-rowerowych: zdrowych, wesołych i BEZPIECZNYCH świąt, podróży, powrotów. Nie spieszcie się, nie ma sensu. Wszystkiego dobrego.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu