1

„Każdy komputer jest wart tylko tyle, ile programy do niego”

Dziś wracamy wraz z Marcinem Przasnyskim wspomnieniami do bardzo ciekawego wpisu na łamach Bajtka, opisującego rewolucyjny, jak na tamte czasy, program Sound Tracker. Dziś, mając do dyspozycji niezliczone pozycje tego typu, nie dostrzegamy już tego klimatu tworzenia aplikacji „z niczego”. Osobiście najbardziej spodobało mi się zdanie kończące ten wpis: „Okazuje się, że nie nowoczesny sprzęt […]

logo
Dziś wracamy wraz z Marcinem Przasnyskim wspomnieniami do bardzo ciekawego wpisu na łamach Bajtka, opisującego rewolucyjny, jak na tamte czasy, program Sound Tracker. Dziś, mając do dyspozycji niezliczone pozycje tego typu, nie dostrzegamy już tego klimatu tworzenia aplikacji „z niczego”. Osobiście najbardziej spodobało mi się zdanie kończące ten wpis: „Okazuje się, że nie nowoczesny sprzęt i nie najnowsze oprogramowanie tworzy fachowca, lecz prawdziwa pasja.”

A o to, co na temat tego artykułu mówi dziś jego autor, Marcin Przasnyski:

Na przełomie 1989 i 1990 roku rewelacje były zjawiskiem notorycznym. Praktycznie nie było miesiąca, żeby nam w redakcji nie opadała szczęka gdy pojawiał się nowy sprzęt albo program. Był to też jednak taki czas, w którym nie było problemu aby wszystko osobiście przetestować. Praktycznie do 1992 r. widziałem chociaż przez chwilę wszystko co pojawiło się na Spectruma i na PC.

Sound Trackerowi należy się jednak kilka słów więcej. Stworzył go jeden z najzdolniejszych polskich programistów, osiemnastolatek, który miał na koncie m.in. program do kopiowania i rozliczne demka. Jeden z wielu osób, które zachwycały swoim kunsztem technicznym i polotem. Jestem przekonany, że ci sami ludzie w odpowiednim czasie i miejscu byliby w stanie stworzyć rozwiązania na miarę dzisiejszego Google’a. Stał za nimi wyłącznie talent, który staraliśmy się w redakcji wspierać, sami nie dorastając im do pięt, a przynajmniej ja.

Jeśli ktoś tęskni za tymi czasami lub zwyczajnie chce dotknąć tego, czym oddychali w latach 80. informatycy, proponuję świetny rosyjski serwis ZX Tunes zawierający ponad 1200 pozycji, wśród których znajduje się także Sound Tracker – http://zxtunes.com/software.php?id=24

Istnieje też polski katalog, gdzie szczególnie polecam programy z… 2012 roku – http://www.speccy.pl/archive/indexprod.php

Rewelacja roku – Sound Tracker!

soundtrackerKażdy komputer jest wart tylko tyle, ile programy do niego. To tłumaczy ekspansję IBM-ów oraz niebywałą popularność Spectrum. Ciągle pojawiające się gry, użytki i „demka” nie pozwalają wielu użytkownikom pozbyć się swoich Spectrumienek.

Stacja dysków i generator AY to teraz podstawowe pudełka na stole z komputerkiem. Stacja oprogramowana jest słusznie, zważywszy niekonsekwencje portugalskiego producenta, który nie dość, że wyprodukował urządzenie bez jakiejkolwiek dokumentacji, to całkowicie umył ręce od produkcji oprogramowania. Na szczęście Polak potrafi i mamy już mnóstwo użytków i przeróbek gier. Oprócz tego nad zgłębieniem tajemnic systemu TOS pracują nasi najlepsi i rezultaty poznacie wkrótce.

Natomiast AY-grek oprogramowany jest wprost oszałamiająco. Niezliczona ilość „dem”-onstracji i gier mile dla ucha wykorzystuje to cudo. Możliwe jest również tworzenie muzyki, a to za pośrednictwem opisywanego niedawno programu The Musie Box 128. Jest on niezły, lecz z dzisiejszej perspektywy jedynie zadowalający.

Powstało jednak COŚ, co odwróci głowy muzyków i muzykantów z powrotem w kierunku Spectrum. Twór nazywa się Sound Tracker i jest REWELACYJNY!

Jak to było? Twórczo zapłodniony przez p. Macieja Wrońskiego – z zawodu muzyka, z zamiłowania Spectrumowca – znany posiadaczom So-So Copy, Mega Phantoma i graczom Jarosław Burczyński pół roku pracował nad prawdziwym programem muzycznym. Inwencje i niektóre rozwiązania czerpał z „playerów”, czyli odgrywaczy oryginalnych melodii z gier, zaś szatę graficzną i ogólną konstrukcję zapożyczył z wersji z Amigi, ulepszając je nieco.

Każdemu, kto ujrzał Sound Trackera w akcji, przychodzi do głowy pięć liter: AMIGA. My byliśmy tymi szczęśliwcami, którzy mieli okazję testować program, zanim ktokolwiek o nim usłyszał. I gwarantujemy — jest taki, jaki powinien być oryginalny zachodni program użytkowy, sprzedawany w domach towarowych za $99.99.

Główna myśl to zapis muzyki w postaci trzech słupków nut. Nuty opisywane są oznaczeniem literowym (klawiatura jak w fortepianie); dostępne jest osiem oktaw. Słupki mają do 64 wierszy i stanowią tzw. patterny, czyli tablice danych dla trzech kanałów. Pamięć pozwala na zapisanie do 31 takich tablic, przy czym ich długość może być mniejsza. Oprócz oznaczeń nut i numerów oktaw w patternach zapisuje się (oddzielnie dla każdego dźwięku): numer brzmienia (instrumentu) i komendę ustalającą standardową obwiednię AY-greka lub ozdobnik.

Wbudowanym edytorem można zdefiniować 15 brzmień, podając w postaci diagramu układ głośności i szumów oraz rozkład półdźwięków wchodzących w zakres brzmienia. Każde brzmienie może być oprócz tego zmodyfikowane ozdobnikiem, więc teoretycznie do dyspozycji są 1024 brzmienia. Program używa dwóch menu: edycyjnego i pozostałych opcji. Jako pamięć zewnętrzna pomyślany został dysk, lecz w toku są prace nad wersją taśmowo-dyskową.

Możliwy jest zapis i odczyt: ułożonego utworu, jednego z 15 brzmień i jednego z 15 ozdobników. Oprócz tego zmiana tempa, przenoszenie i czyszczenie fragmentów utworu bądź transpozycja nut. Menu edycyjne pozwala na zapisanie patternów, zdefiniowanie brzmień i ozdobników oraz ułożenie utworu. Ta ostatnia czynność polega na podaniu kolejności patternów, które mają być odgrywane. Bardzo ciekawy jest system ustalania tej kolejności, przez przewijanie dwóch liczników – „Position” i „Pattern”. Podobny system posiadają komendy zapętlania obwiedni dla brzmień. Pełny wykaz możliwości i szczegółowy opis opcji znajduje się w obszernej instrukcji dołączanej do programu.

Autor nie zapomniał i o bajerach, jak np. trzydziestosłupkowy kolorowy analizator częstotliwości dźwięku, porządna oprawa graficzna, strzałka sterowana joystickiem i klawiaturą oraz możliwość włączania i wyłączania kanałów (podczas gry). Napisaną muzykę, która w wersji źródłowej może zajmować do 20 KB, można skompilować osobnym programem. Jest on zadziwiający, gdyż oprócz tego, że odgrywa muzykę podczas współpracy ze stacją i kompilacji, to tworzy z tekstu źródłowego muzyki kod wynikowy z playerem, do użycia we własnej (lub cudzej) grze, demie itp. Kod generowany jest od dowolnego adresu i odpowiada standardom w swej dziedzinie.

Na Sound Trackerze powstało już kilka melodii autorstwa wyżej wymienionego p. Wrońskiego. Można się spodziewać wysypu wspaniałych dem, jak tylko upowszechni się Sound Tracker. Jestem pewien, że w końcu trafi i za granicę, gdzie wielu ludziom opadną szczęki.

Tymczasem autor, Jarosław Burczyńskl, ma lat 18. Jest zadziwiające, kto naprawdę potrafi w Polsce pisać programy. Przeważająca większość współpracowników „Bajtka” to ludzie w tym wieku lub młodsi. To do nich należy przyszłość informatyki, jeśli pójdą w dobrym kierunku. Dziś są pionierami, samoukami, jutro będą kształcić wysoko kwalifikowane kadry programistów. Okazuje się, że nie nowoczesny sprzęt i nie najnowsze oprogramowanie tworzy fachowca, lecz prawdziwa pasja.

Marcin Przasnyski