Moje przemyślenia

just.me - dlaczego warto zainteresować się kolejną aplikacją społecznościową

KK
Konrad Kozłowski
6

"Sieci społecznościowe to o wiele więcej niż nam się wydaje". Jakiś czas temu wpadło mi do głowy takie stwierdzenie i nie mogę nie przywołać go za każdym razem, gdy tylko pojawia się aktualziacja dla istniejących już portali/aplikacji, lub gdy pojawią się nowe. Bardzo często kolejne rozwiązania prób...

"Sieci społecznościowe to o wiele więcej niż nam się wydaje". Jakiś czas temu wpadło mi do głowy takie stwierdzenie i nie mogę nie przywołać go za każdym razem, gdy tylko pojawia się aktualziacja dla istniejących już portali/aplikacji, lub gdy pojawią się nowe. Bardzo często kolejne rozwiązania próbują wnieść choć odrobinę innowacyjności, co just.me się w pewnym stopniu udało.

Udostępnianie, dzielenie się wiadomością, zdjęciem, filmem, lokalizacją, przemyśleniami, cytatami... niektórych zaczyna już przerażać ilość (najczęściej) publicznie dostępnych informacji, lecz wszystko idzie ku temu, że będzie ich przybywało w zastraszającym tempie. Zdarza się, że sieci społecznościowe mogą okazać się skuteczniejsze w poinformowaniu milionów ludzi, aniżeli tradycyjne media jak telewizja czy radio - co pokazały ostatnie wydarzenia w Bostonie. Co więc ma do zaoferowania just.me?

Nazwa aplikacji może zabrzmieć odrobinę przewrotnie, więc już na początku wytłumaczę, że nie chodzi o udostępnianie treści tylko dla siebie. No, może od czasu do czasu. To, czym just.me ma nas zachęcić, to ułatwiony do granic możliwość sposób rozesłania tego, co pragniemy udostępnić do najszerszego grona odbiorców, jednocześnie jednak, mając pełną kontrolę nad tym kto te treści będzie oglądał. Podstawową bazą kontaktów w just.me jest książka telefoniczna. Po udzieleniu dostępu do niej aplikacji, rzeczywiście poinformowanie nawet kilku osób jest niezwykle łatwe.

Przesłane przez nas treści mogą zawierać zdjęcie, film wideo, notatkę głosową lub sam tekst. Podczas komponowania wiadomości musimy (niestety) podać jej temat, co odrobinę kłóci się z "superłatwym" udostępnianiem, o czym zapewniają nas autorzy. Dalej, wszystko idzie już jednak z górki - możemy nawet podłączyć nasze konta na Twitterze i Facebooku, co pozwoli na udostępnienie wpisu również na tych portalach. Muszę przyznać, że to właśnie ta opcja spodobała mi się najbardziej - postowanie na Facebooku i Twitterze, może towarzyszyć wysłaniu e-maila do jednej, lub kilku konkretnych osób - na czym dosyć często może nam zależeć.

Just.me posiada jednak również wewnętrzny strumień nowości oraz ustawienia prywatności. Naszymi wpisami możemy dzielić się z wybraną grupą odbiorców (wymagane jest oczywiście zainstalowanie przez nich aplikacji), uczynić post publicznym i widocznym dla wszystkich lub udostępnić go tylko sobie (choć nie wiem w jakim celu miałby to ktokolwiek robić).

Interfejs aplikacji dla iOS jest... łagodny. Nie ma tu żadnych wodotrysków, czy kolorowych przycisków. Wszystkie elementy przybrały barwy stonowane - przeważa kolor czarny i szary. Komentarze i przyciski "Lubię to" również są dostępne, a w niektórych sytuacjach aż trudno oprzeć się wrażeniu, że gdzieś już to widziałem - just.me zawiera bowiem kilka rozwiązań znanych z aplikacji Facebooka i Instagramu, czego jednak nie kryje. Wysuwane z lewej strony ekranu menu nie jest żadną niespodzianką, lecz dostępne po prawej stronie, również wysuwane i naprawdę duże, przyciski komponowania wpisu są jednak miłym zaskoczeniem i z chęcią ujrzałbym podobne rozwiązanie w aplikacjach konkurencyjnych serwisów.

Czy będę korzystał z just.me? Na pewno we wspomnianej już sytuacji, gdy zapragnę wrzucić cos szybko na portale społecznościowe i równocześnie przesłać komuś tę samą treść e-mailem. Z całą pewnością jednak, just.me nie może konkurować jeszcze z Facebookiem czy Twitterem - choć może jednak wcale nie o to chodzi?

Aplikacje znajdziecie w App Store (iPod touch, iPhone, iPad). Wersja dla Androida ma pojawić się wkrótce.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

socialsieci społecznościowe