Świat

WikiLeaks oferuje korporacjom "ekskluzywny dostęp" do danych z przecieku. Julian Assange szuka sojuszników?

MS
Maciej Sikorski
13

Burza wokół wycieku danych z CIA słabnie, przybywa komentarzy w stylu "to jednak nie były rewelacje", firmy zapewniają, że ich klienci są bezpieczni. Ale czy to rzeczywiście koniec? Można odnieść wrażenie, że na całej sprawie spróbuje coś ugrać WikiLeaks, konkretnie jej szef, który niebawem może mieć poważne kłopoty - ambasada Ekwadoru przestaje być pewnym azylem.

Julian Assange, szef WikiLeaks, przebywa w ambasadzie Ekwadoru w Londynie od kilku lat. Udzielono mu schronienia, gdy o aktywistę upomniał się szwedzki wymiar sprawiedliwości - Assange jest w tym kraju oskarżany o gwałt. Popularna jest jednak opinia, że szwedzkie kłopoty to jedynie wybieg, który umożliwi ekstradycję Assange'a do USA. A tam Australijczyk może być skazany na wiele lat więzienia. Nie powinno zatem dziwić, ze od 2012 roku przebywa w tym samym budynku - podobno nie korzysta nawet z ogrodu, a ambasada jest ciągle pilnowana przez brytyjskie służby.

Wrócę teraz do wycieku danych, o którym pisałem parę dni temu. Miała być prawdziwa bomba, czytałem nawet, że CIA podsłuchuje ludzi przez telewizory Samsunga, jest w każdym iPadzie i telefonie z Androidem. Jednocześnie zaznaczałem, iż spece od zabezpieczeń kręcą nosami nad tymi rewelacjami, kolejne firmy informowały, że klienci nie powinni być zaniepokojeni, bo luki w zabezpieczeniach są łatane, te wymienione w opublikowanych dokumentach do groźnych ponoć nie należały. Okazało się zatem, że to nie bomba, lecz kapiszon.

Zastanawiałem się w tym wszystkim, czego WikiLeaks nie opublikowało i co zamierza z tym zrobić. Serwis w końcu uchylił rąbka tajemnicy - oferuje te dane korporacjom. Mowa o "ekskluzywnym dostępie". Łakomy kąsek dla gigantów z działki IT? Może. Ale nie mówią tego wprost, Microsoft w komentarzu do tej propozycji odsyła pod adres secure@microsoft.com. Zalecenie, by WikiLeaks skorzystało z oficjalnego kanału, można uznać za lekceważenie portalu. A może to tylko zasłona dymna? Może firma nie chce być kojarzona ani z aktywistą, ani z jego "dzieckiem", bo to źle wpływa na wizerunek w USA. Pytanie, czy faktycznie machną ręką na ofertę - WikiLeaks przekonuje, że posiada więcej ciekawych informacji.

Najbardziej intryguje cena tej transakcji. I nie muszą to być pieniądze. Julian Assange chce ocieplić swój wizerunek czy walczy o coś bardziej konkretnego? Temat bardzo ciekawy właśnie teraz - niebawem ambasada Ekwadoru może przestać być azylem. Jesienią pisałem, że Assange został odcięty od Internetu na czas wyborów w USA, Ekwador tłumaczył, że nie chce być kojarzony z mieszaniem się w wewnętrzne sprawy mocarstwa. Coraz głośniej mówiono wówczas, że ten gość staje się dla południowoamerykańskiego kraju coraz bardziej kłopotliwy. Potem zrobiło się jeszcze ciekawiej - kandydat centroprawicy w wyborach prezydenckich w Ekwadorze zapowiedział, że jeśli wygra, to pozbędzie się aktywisty.

Pierwsza tura wyborów nie przyniosła rozstrzygnięcia, druga zaplanowana jest na początek kwietnia - wokół Assange'a może się zrobić gorąco. Nawet jeśli wygra przedstawiciel lewicy, nie jest pewne, że nadal będzie chronił Australijczyka. Amerykanie, przynajmniej część z nich, już zacierają ręce. Oczywiście można przyjąć, że wszystko to jest zbiegiem okoliczności, ale nawet w takim przypadku należy założyć, że Assange szuka jakiegoś rozwiązania. Kuszenie firm technologicznych i stawianie się w roli podmiotu, który po prostu próbuje pomóc (bo demaskuje słabość zabezpieczeń w CIA), to wątpliwa szalupa ratunkowa, ale gdy nie ma się nic lepszego...

PS Powinienem chyba wspomnieć o wsparciu, jakie Assange uzyskał z dość niespodziewanego źródła:

W ostatnim wywiadzie Pamela Anderson zaskoczyła wszystkich mówiąc, że zamierza walczyć o prawa mężczyzn, którzy zostali niesłusznie oskarżeni o gwałt. Zainspirował ją twórca WikiLeaks, Julian Assange, który w obliczu zarzutów o gwałt musiał uciekać ze Szwecji. Obecnie przebywa on w ambasadzie Ekwadoru w Londynie, która udzieliła mu azylu. Jak podają zagraniczne media, byłego króliczka Playboya łączy ze Szwedem coś więcej niż tylko zwykła przyjaźń.[źródło]

I trudno stwierdzić, co stanowi większe zagrożenie dla aktywisty...;)

Grafika tytułowa: youtube.com

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

WikileaksJulian Assangecia