53

Jaka jest cena miniaturyzacji? Notebook ASUS-a, w którym klawiatura jest niewymienna?

Rzeczy martwe mają to do siebie, że lubią się psuć, a że robią to w najmniej odpowiadających nam momentach, przysparzają często niemało frustracji oraz nerwów. Tak było z ASUS-em 1215n, którego klawiatura pewnego dnia zwyczajnie odmówiła posłuszeństwa. Jakież było moje zdziwienie, gdy kilka tygodni później dowiedziałem się, że tego elementu zwyczajnie wymienić się nie da. […]

Rzeczy martwe mają to do siebie, że lubią się psuć, a że robią to w najmniej odpowiadających nam momentach, przysparzają często niemało frustracji oraz nerwów. Tak było z ASUS-em 1215n, którego klawiatura pewnego dnia zwyczajnie odmówiła posłuszeństwa. Jakież było moje zdziwienie, gdy kilka tygodni później dowiedziałem się, że tego elementu zwyczajnie wymienić się nie da. Jak to?!

Należący do mojej dziewczyny ASUS 1215N to rodzaj dużego (12,1-calowego) netbooka albo może nawet czegoś pomiędzy klasycznym notebookiem a netbookiem. Tak czy inaczej, sprzęt odmówił posłuszeństwa niedługo po zakończeniu gwarancji – klawiatura zachowywała się dziwnie, niektóre przyciski „same” się wciskały, a inne w ogóle nie reagowały. Początkowo chciałem sam podjąć się naprawy i zamówić wadliwy element przez internet. Po namysłach jednak zdecydowaliśmy się oddać to w ręce specjalistów, którzy będą w stanie lepiej zdiagnozować problem, a ryzyko przypadkowego uszkodzenia czegokolwiek jest w ich przypadku na pewno mniejsze niż w moim.

Po krótkim rekonesansie okazało się, że nowa klawiatura nie będzie dużym wydatkiem. Cała naprawa miała zamknąć się w 200 złotych. Miała, bo tutaj zaczęły dziać się cuda. Abstrahuję już od tego, że serwis przetrzymywał komputer bite dwa tygodnie zanim zdecydował się poinformować, że nie można zamówić nowej klawiatury, bo zwyczajnie nigdzie ich nie ma. Ów model ma bowiem to do siebie, że klawiatura jest zespolona z całym otulającym ją plastikiem, a więc i frontem obudowy. Wymienić się jej nie da, a jedyne znalezione przez serwisanta rozwiązania (notabene na rynku wtórnym) czyli zakup całego frontu obudowy z wlutowaną klawiaturą, to wydatek rzędu 500-600 złotych. Ręce opadają.

Ok, ASUS 1215n nie jest komputerem high-endowym. Nie jest też sprzętem nowym, choć dwa lata od zakupu to przecież nie jest okres, po którym producent powinien zaniechać wypuszczania na rynek części zamiennych. Okazuje się, że te jak najbardziej są dostępne. Wystarczy zajrzeć na eBay czy Allegro by znaleźć przynajmniej kilkanaście klawiatur do tego modelu. Sęk w tym, że ASUS w pewnym momencie zmienił projekt obudowy. Ergonomiczne wmontowywane w przedni panel obudowy klawisze zastąpiono zespolonym elementem. Nie chcę tutaj doszukiwać się żadnych teorii spiskowych, ale jaki był tego cel?

asus_1215n_black_silver_back

Mamy zatem ten sam model notebooka wykonywany na dwa różne sposoby, z czego jeden właściwie uniemożliwiający wymianę najbardziej newralgicznego elementu komputera przenośnego. Nie znam statystyk dotyczących awaryjności klawiatur, ale domyślam się, ze obok objętych krótkim okresem ochrony gwarancyjnej zasilaczy i baterii są one dość częstą przyczyną problemów użytkowników – czy to wskutek wad fabrycznych czy bardziej prozaicznych działań jak zalanie.

Na rynku komputerów osobistych miniaturyzacja jest procesem postępującym od kilku lat. Cieszące się dużą popularnością ultrabooki okute w aluminiowe obudowy zapewne również nie należą do sprzętów, w których łatwo jest cokolwiek wymienić. Czy to jednak oznacza, że jakakolwiek awaria po zakończeniu gwarancji wiąże się z koniecznością zakupu nowego sprzętu? Ok, producenci muszą zarabiać, tylko czy robienie tego w ten sposób nie jest przypadkiem chwytem poniżej pasa? Nie chcę generalizować, bo nie rozkręcam wszystkich komputerów, które otrzymuje do testów i nie sprawdzam, w jaki sposób można wymienić ich poszczególne podzespoły. Wydaje się jednak dość logicznym, że im bardziej zminiaturyzowany sprzęt tym jego naprawa jest trudniejsza. Właśnie – trudniejsza, ale czy niemożliwa?

Przywodzi to na myśl badania serwisu iFixit, który sprawdza smartfony pod kątem ich możliwości naprawczych. Przykładowo HTC One w ich rankingach został oznaczony jako właściwie niemożliwy do naprawy bez uszkodzenia obudowy. Smartfon należy rozebrać na części pierwsze, żeby cokolwiek z nim zrobić. Nawet baterię ulokowano tak (pod płytą główną), by dostęp do niej nie był możliwy. Możemy to zrzucić na wykonanie z jednego kawałka aluminium, tak jak w przypadku opisywanego ASUS-a zrzucilibyśmy to na małe rozmiary. Sęk w tym, że wykonany w podobny sposób iPhone 5 otrzymał w tym samym teście notę 7/10 i naprawia się całkiem sprawnie. Daję sobie rękę uciąć, że istnieje masa komputerów o podobnych gabarytach, w których wymiana klawiatury aż tak problematyczna nie jest.

Być może jestem reliktem minionej epoki, który wyrósł na przekonaniu, że spalony w zasilaczu jednostki centralnej wentylator da się wymienić, odkręcając śrubokrętem dwie śrubki i sklejając przewody taśmą izolacyjną. Niezmiernie trudno jest mi jednak pogodzić się z tym, że z pozoru banalny element urządzenia, klawiatura sprawia, że nie nadaje się ono na nic innego poza śmietnikiem (wybaczcie, ale opcja z odłączeniem fabrycznej klawiatury i noszeniem pod pachą zapasowej ze złączem USB w przypadku komputerka z matrycą 12,1 cala raczej odpada). Z ciekawości nawet rozkręciłem swojego 14-calowego Della Vostro – wyjęcie klawiatury było kwestią pięciu minut.

Do tej pory byłem bardzo pozytywnie nastawiony do sprzętu z logo ASUS-a. Sam zdecydowałem się na Della tylko ze względu na trzyletni okres gwarancji Next Business Day i poważnie rozważałem przesiadkę na tajwański sprzęt w najbliższej przyszłości. Chyba pora zweryfikować te zamiary. Głupio mi tylko trochę, bo po pierwszych perypetiach z ASUS-em (laptop pojechał do naprawy gwarancyjnej i już nigdy z niej nie wrócił, proces zwrócenia pieniędzy ciągnął się tygodniami) przekonany, że to jednostkowy przypadek znów poleciłem ten sprzęt dziewczynie i znów okazało się to niewypałem.