Moje przemyślenia

[Od Czytelnika] Jak wypełnić kontrakt i strzelić sobie w stopę pokazuje T-Mobile

AJ
Adam Jesionkiewicz
52

Od dość dawna jesteśmy bombardowani informacjami o unowocześnianiu usług PKP InterCity. Jednym z elementów wkraczania w XXI wiek miało być udostępnienie WiFi w wagonach przewoźnika. Z wiadomości prasowych mogliśmy się dowiedzieć, że T-Mobile, który wygrał przetarg ma zapewnić dostęp do Internetu na...

Od dość dawna jesteśmy bombardowani informacjami o unowocześnianiu usług PKP InterCity. Jednym z elementów wkraczania w XXI wiek miało być udostępnienie WiFi w wagonach przewoźnika. Z wiadomości prasowych mogliśmy się dowiedzieć, że T-Mobile, który wygrał przetarg ma zapewnić dostęp do Internetu na średnim poziomie 2 Mb/s oraz zainstalować system rozrywki pokładowej. W zamian za to operator dostał ogromną przestrzeń reklamową i możliwość pobierania opłat za korzystanie z ww. systemu.

Na pierwszy rzut oka świetny interes. Pasażerowie będą mieli większy komfort podróżowania, T-Mobile zwiększy rozpoznawalność wśród zamożnych potencjalnych klientów, a IC pokaże się jako nowoczesny przewoźnik. Gdy czytałem o tym w zeszłym roku nie zauważyłem jednej dość istotnej kwestii - ofertę przetargową złożył tylko różowy operator. Pozostali konkurenci odpadli na etapie konsultacji. Nie tak dawno miałem okazję przekonać się dlaczego.

Stacja Kraków Główny. Podjeżdża mój pociąg. Wagony pomalowane na różowo, gdy wsiadam do środka z każdej strony patrzy na mnie Robert Lewandowski. Chwila na wymoszczenie sobie miejsca i dokończenie śniadania. Pociąg rusza z miejsca i zdążyliśmy opuścić Kraków. Mój prywatny telefon przełączył się w tryb 2G, no to czas zobaczyć jak radzi sobie WiFi na pokładzie IC. Prawdą jest, że WiFi działa bardzo dobrze, tam gdzie siedziałem było przysłowiowe "5 kresek". Problem w tym, że nie było Internetu. Najpierw nie chciała się załadować strona z regulaminem. Po kilku minutach odświeżania, gdy w końcu zaakceptowałem warunki korzystania z usługi, okazało się, że dostęp do Internetu to fikcja. Tak sobie podróżuje przez pola i lasy czekając na załadowanie się jakiejkolwiek strony, aż nastał krótki postój we Włoszczowej. Prywatny telefon radośnie zamigał literką H, więc z ciekawości po raz kolejny próbuję korzystać z WiFi i działa! Taka sama niespodzianka czekała mnie w Warszawie.

Podsumowanie tej krótkiej przygody jest dość proste. Komuś u różowych zaświeciły się oczka, że oto za darmo mamy ogromną przestrzeń reklamową, a 2 Mb/s dostarczyć to żaden problem. Zrobili plan biznesowy jak wydać jak najmniej pieniędzy. Poinstalowali punkty dostępowe 3G w wagonach, zrobili trasę 2 razy, średnia wyszła im 2 Mb/s i voila - kontrakt wypełniony. W tym wszystkim zapomnieli o jednym - nikt nie pomyślał o użytkownikach. A to jest niestety klucz. Bo co z tego, że gdzie nie spojrzę widzę logo T-Mobile? Widzę to logo, widzę Roberta Lewandowskiego i widzę, że mi się nawet strona z samym tekstem nie chce załadować. No i od razu mam wyobrażenie na temat jakości usług świadczonych przez operatora.

Rozumiem, że rozbudowanie infrastruktury i postawienie masztów w środku lasu się nie kalkulowało i być może to właśnie koszt zapewnienia odpowiedniego "user experience" odstraszył pozostałych operatorów. Tym większym strzałem stopę jest wejście tam skąd wszyscy uciekali. Może to po prostu choroba wieku dziecięcego i system się jeszcze rozwinie. Może rozrywka pokładowa pociągnie ten cały interes do przodu. Liczę na to, bo pociągami jeżdżę dość często i taki działający system na pewno te podróże by uprzyjemnił, ale na razie mam wrażenie, że całość nie została zbyt dobrze przemyślana. Oczekując zaś na poprawę jakości usług oferowanych przez T-Mobile pozostaje mi korzystać w własnego telefonu jako AP, chwilowo działa to przynajmniej na porównywalnym poziomie.

Grafika.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

OdCzytelnika