Apple

iPhone 14 Pro w rękach androidowca. 3 razy tak, 3 razy nie

Mirosław Mazanec
150

Czy przesiadka z Androida na IOS jest łatwa czy bolesna? Który system jest lepszy? I czy warto za urządzenia od Apple płacić tak dużo?

Zacznijmy od początku. Jestem użytkownikiem smartfonów z Androidem. Z iPhonami mam styczność raz, dwa razy do roku. Doceniam ich jakość, doceniam system, ale się na nie nie przesiadam. Po części z powodów finansowych. Bo żeby to wszystko miało sens, moim zdaniem trzeba mieć nie tylko iPhona, ale również Apple Watch, MacBooka, Ipada – czyli trzeba wejść w ekosystem. Osobno te urządzenia, choć wciąż doskonałe, jednak sporo tracą. A kupno tych sprzętów to potężna inwestycja. Zwłaszcza w tym roku.

Ceny iPhonów  – które zawsze były wysokie, teraz zahaczają o szaleństwo. iPhone 14 Pro którego teraz używam (wersja 256) kosztuje… 7199 zł. A pamiętajmy, to nie najmocniejszy smartfon w serii i bynajmniej nie w największej wersji pamięciowej. Urządzenia Apple zawsze były drogie, ale to co dzieje się teraz przyprawia o ból głowy. Tyle, że raczej mnie i mi podobnych, a nie Appla. Może słaba ponoć sprzedaż podstawowego modelu 14 i 14 Plus da producentowi do myślenia. Ale raczej nie sądzę i bardziej spodziewałbym się rezygnacji w przyszłym roku z jakiegoś modelu niż niższych cen. Przy okazji ważna uwaga. Podwyżki cen dotyczą całego świata, tylko nie USA. Tam producent stara się je utrzymać na poziomie identycznym jak w zeszłym roku.

Wracając jednak do głównego tematu, czyli przesiadki z Androida na IOS.

Nawet w obrębie urządzeń z androidem zmiana jednej marki na drugą może sprawiać trochę problemu. Inna nakładka, inne menu, różne funkcje poukrywane w miejscach innych niż w poprzednim telefonie. Sam, przekładając swoje dwie karty pomiędzy testowanymi urządzeniami mam nieraz problem ze znalezieniem czegoś. A co dopiero ktoś, kto zmienia smartfon raz na dwa lata…

Idźmy jednak krok dalej. Załóżmy, że zmieniamy nie tylko smartfon, ale i cały system i przesiadamy się z Androida na IOS. Sprawa robi się o wiele poważniejsza niż w pierwszym przypadku, bo musimy się odnaleźć w zupełnie nowym środowisku. Zaczynając od nawigacji czyli poruszania się po telefonie, co może na początku przysporzyć nieco trudności. Niby też gesty, ale jednak inne niż w Androidzie. Inny interfejs, układ ustawień, sposób logowania. Jak szybko jesteśmy w stanie się przestawić i która lista jest dłuższa – plusów czy minusów? Oczywiście u każdego będzie to wyglądać inaczej, ja napiszę, jak było w moim przypadku.

Co podoba mi się w iPhone 14 Pro. Po pierwsze – praca urządzenia

Subiektywnie smartfon nie jest najszybszy, ale na pewno jest niesłychanie płynny. Telefony z Androidem po prostu tak nie działają i na nic zdaje się wysokie odświeżanie. Nawet Pixelom od Googla, którym moim zdaniem jest najbliżej do działania iPhonów,  zdarzy się po jakimś czasie gdzieś zgubić klatkę przy animacji. A piszę to z pozycji użytkownika Pixeli i fana marki. Wykonywanie na 14 Pro każdej czynności, od odblokowania zaczynając, które jest zupełnie bezproblemowe (Apple dodał opcję zarejestrowania naszej twarzy w maseczce, więc problem, który doskwierał przez ostatnie lata, już nie istnieje) przez otwierania aplikacji, przeglądanie galerii ze zdjęciami jest niesłychanie przyjemne. I przez to aż chce się z urządzenia korzystać.

Przy okazji muszę napisać o wielozadaniowości, czyli trzymaniu zakładek w pamięci. Jestem w stanie wrócić do miejsca z którego wyszedłem wiele godzin wcześniej i wiele czynności temu. To niesłychanie ułatwia codzienną obsługę, zwłaszcza gdy smartfon jest komunikacyjnym centrum naszej pracy – a tak jest w moim przypadku. W Androidzie po prostu tak nie ma, tam nawet w Pixelach po jakimś czasie pamięć jest czyszczona i strona czy aplikacja nam się przeładuje.

Po drugie – jakość zdjęć

Żeby nie było. Wcale nie uważam, że iPhone robi najlepsze fotografie na rynku (z filmami to już inna sprawa). Są przecież smartfony które oferują np. większe przybliżenie, mają więcej obiektywów Tele, jaśniejsze przysłony, generalnie mają większe możliwości. Jednak fotografia w iPhone 14 Pro podoba mi się niezmiernie, bo ma swój niepowtarzalny jak dla mnie klimat. Wiem, trudno to przełożyć na zimne cyferki, ale proszę pamiętać – to moje subiektywne wrażenia. Technicznie również trudno im coś zarzucić. Na pewno jest to jeden z nielicznych smartfonów który mógłby zagościć na stałe w mojej kieszeni właśnie z powodu jakości zdjęć.

Po trzecie – bateria

Zawsze gdy słyszałem o pojemności baterii w iPhonach, oblewał mnie zimny pot. W porównaniu z gigantyczną ilością mAh w urządzeniach z Androidem, to co oferuje Apple wydaje się wręcz śmieszne. Nie inaczej jest też tu, mamy ogniwo o pojemności 3200 mAh. Dla porównania – topowe Androidy zazwyczaj mają ok. 5000 mAh. Ale na szczęście czas pracy urządzenia wynika nie tylko z wielkości ogniwa. Więc nie pierwszy już raz przekonałem się, że 3200 mAh w iPhone znaczy zupełnie co innego niż 3200 mAh w Androidzie. Optymalizacja zużycia energii jest na zupełnie innym poziomie.  Przy AoD które po raz pierwszy zagościło w iPhonach, sporej ilości wykonywanych zdjęć, słuchaniu muzyki i przeglądaniu Internetu byłem w stanie używać telefonu bez ładowania przez dwa dni. Co jak dla mnie jest świetnym wynikiem.

Co nie podoba mi się w iPhone 14 Pro. Po pierwsze – cena

Pisałem o tym na początku ale muszę napisać jeszcze raz, bo uważam, że jest to największa wada. 7199 zł jest jak dla mnie ceną z kosmosu. I to przy całej sympatii jaką mam dla tego modelu. A pamiętajmy, że wersja Pro Max 1 TB przebiła granicę 10 tys. zł. Wiem że telefony są coraz droższe, że nie wynika to tylko z pazerności firm ale też z wyższych kosztów komponentów czy transportu. Ale jednak jak dla mnie to szaleństwo, a w jego awangardzie jest właśnie Apple.

I nie jest bynajmniej tak, że użytkownicy są bez wyjścia. Po prostu nie trzeba kupować telefonów tak często. Różnice w wydajności kolejnych wersji nie są jakieś drastyczne, w wyglądzie również nie ma rewolucji. Jakość fotografii też od kilku lat jest bardzo wysoka. Jeśli bateria słabo trzyma – zawsze można ją wymienić w serwisie. I cieszyć się wciąż bardzo dobrym, długo wspieranym smartfonem Appla. A nie co roku napełniać jego kieszenie.

Po drugie – Dynamic Island (notch też)

Wielki notch wyglądał dla mnie źle. Mniejszy – również. I bynajmniej przeistoczenie go w sporej wielkości pastylkę niewiele dla mnie zmieniło. Wciąż jest to coś, co przeszkadza mi w oglądaniu filmów czy YouTube. Dodanie do niego ładnych animacji szanuję, ale traktuję to w kategorii próby odwrócenia uwagi od problemu. Osobiście wolę po prostu grubsze, ale symetryczne ramki na dole i górze urządzenia, tak jak jest to w Xperiach czy Asusie Rog Phone. Tam podczas oglądania nie przeszkadza mi absolutnie nic i dla mnie jest to rozwiązanie optymalne. Więc od razu – tak, dziura na kamerkę do selfie w Androidach też mnie wkurza. Tyle, że jest najmniejsza, więc denerwuje mnie z tego wszystkiego najmniej.

Po trzecie – prosta rama

Wiem, brzmi jak jakaś mało istotna głupotka. Ale jeśli trzymamy smartfon cały czas w ręku, to w jaki sposób w niej leży jest jednak bardzo ważne. Przynajmniej dla mnie. A przez to, że iPhone ma prostą, czytaj kanciastą ramę – jego trzymanie nie jest specjalnie wygodne. Urządzenie wbija się w dłoń, chwyt nie jest pewny, bardzo często muszę go poprawiać i boję się, że prędzej czy później go upuszczę. A tego bym nie chciał.

Jednak generalnie – iPhone 14 Pro jest smartfonem, którego używam z przyjemnością. Ale nie jest to przyjemność warta ponad 7 tys. zł. Po prostu.

A co Wy sądzicie o tym modelu. Czy zapłacilibyście za niego tyle? A może już go używacie? Czy kusi Was przejście z Androida na IOS? Dajcie znać w komentarzach.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

felieton