Apple

Wymieniłem iPada Pro na najnowszy model i... w ogóle tej zmiany nie odczułem

Kamil Świtalski
82

Po kilku dniach z 11-calowym, najnowszym, iPadem Pro (2021) mogę powiedzieć, że tablet wciąż pozostaje moim ulubionym gadżetem. I przyznaję, że — przynajmniej na tę chwilę — faktycznych różnic z porównaniem do zeszłego modelu musiałem się solidnie naszukać...

Wspominałem na łamach Antyweb wielokrotnie, że miłość do tabletu pojawiła się w moim życiu nagle i... dość niespodziewanie. Na początku lockdownu szukałem sobie nowych rozrywek — i kreatywne zabawy w Procreate miały być receptą na nudę. Szybko jednak okazało się, że iPad Pro (2020) może i w niczym nie jest idealny, ale jest sprzętem na tyle wygodnym i uniwersalnym, że do konsumpcji treści wolałem korzystać z niego, niż z komputera czy smartfona. Zdecydowałem się na wariant 11-calowy — i nie żałuję. Wariant 12,9-calowy to jednak zupełnie inna bryła, dużo mniej uniwersalna i kompletnie poza moim zainteresowaniem. Wymiana na tegoroczny model więc była... trochę bez sensu — i rozumiem wszystkich użytkowników iPada z 2018 i 2020 roku, którzy nie zdecydowali się na przesiadkę. Powiem więcej, dobrze zrobili.

iPad Pro (2021) z M1 - pierwsze wrażenia po kilku dniach użytkowania

Pisząc o nowej wersji tabletu, ucieczka od porównywania z poprzednimi wcieleniami iPada jest właściwie nieunikniona. 11-calowy model ma dokładnie ten sam ekran, to także ta sama bryła. Pod względem wizualnym więc zmian nie uświadczymy — co innego w przypadku większego modelu, gdzie zastosowano nową technologię dla wyświetlacza. Co więc nowego zaproponował użytkownikom 11-calowy iPad Pro z układem M1? Najważniejszy wydaje się zupełnie nowy układ. To już nie Apple Bionic, a nowe wcielenie M1 — tego samego, który od ubiegłej jesieni kradnie serca użytkowników nowych Macbooków, Mac Mini oraz iMaków.

Zmiana to prawdopodobnie ku lepszemu, ale nie ukrywam — dla mnie... na tę chwilę, raczej niedostrzegalna. Może kiedyś iPad Pro zrobi z niej użytek, natomiast póki co — to po prostu więcej mocy, której nie wykorzystuję. Nie zauważyłem by którakolwiek z aplikacji działała szybciej — jeżeli miałbym wskazać element przy którym coś mogło przyspieszyć, to eksport fotografii z Lightrooma do biblioteki urządzenia. Nie wiem jednak ile w tym efektu placebo, a ile faktycznie szybszego działania.

Nie ukrywam jednak, że dodatkowe zasoby były jednym z powodów dla których zdecydowałem się na przesiadkę. Zakupiony przeze mnie zeszłoroczny model był tak naprawdę delikatnie podrasowanym modelem z 2018 roku. Teraz różnicy nie widzę — wszystkie uruchamiane przeze mnie gry, jak działały doskonale, tak działają nadal.  Wszystkie aplikacje również działają bez zająknięcia. I mam nadzieję, że taki stan potrwa jeszcze przez kilka najbliższych lat. Bo chciałbym go nie wymieniać do czasu, aż pojawi się ten model z ekranem OLED.

Więcej mocy, ale... co poza nią?

11-calowy iPad Pro nie dostał nowego ekranu. Z porównaniem do ubieglorocznego modelu dostał więc... zapas mocy i... co więcej? Nowy przedni aparat. Niby banał, ale jeżeli regularnie odbywacie wideorozmowy, jestem przekonany, że go docenicie. Nie dość, że nareszcie obraz wygląda jak na XXI wiek przystało — to jeszcze oferuje fantastyczną funkcję śledzenia rozmówcy. Niby drobiazg i bajer, ale naprawdę śledzenie użytkownika i "podążanie" za nim kamery wypada doskonale — i nawet jeśli kadr jest mało fortunny, bo tablet po prostu stoi na biurku. Gdy postać się rusza, on naprawdę doskonale sobie radzi za nią podążając. Oczywiście nie mówimy tu o dystansach liczonych w metrach, ale obrębie kilkudziesięciu centymetrów dookoła — wygląda to bardzo profesjonalnie, naturalnie, a my jesteśmy cały czas w centrum kadru.

Drugą z nowości jest port Thunderbolt USB 4. Od 2018 roku Apple nie zmienia portu w swoich iPadach Pro — wszystko wciąż z końcówką USB typu C, i dobrze. Tym razem jednak można mówić o jeszcze większej kompatybilności wszelkiej maści akcesoriów. Jeżeli korzystacie z takich dodatków do komputera, to prawdopodobnie macie cały zestaw stacji dokujących, przejściówek i spółki. Kilkukrotnie zdarzyło mi się zabrać takie niekompatybilne z poprzednim iPadem, bo były to po prostu akcesoria Thunderbolt 3. Teraz problem ten odchodzi w zapomnienie.

W przypadku urządzeń takich jak tablety bardzo istotnym elementem równania pozostaje bateria. Tutaj zmian także nie uświadczyłem — co... nie jest ani złe, ani dobre. W pełni naładowany akumulator w iPadzie Pro z M1 spokojnie wystarczy na dzień komfortowej pracy. 10-12 godzin, w zależności od tego jak bardzo będziemy go obciążać.

Tegoroczny iPad może mieć procesor jak komputer, ale nie łudźcie się, że większości użytkowników będzie mógł go zastąpić

Można chwalić wydajność iPada Pro, można kupować najrozmaitsze akcesoria od których półki sklepowe się uginają, można instalować setki aplikacji... ale nie miejcie złudzeń. iPad Pro nie zastąpi większości ludziom komputera. Nie dlatego, że nie może — a dlatego, że Apple nie pozwoli mu rozwinąć skrzydeł. Nie zapewni odpowiedniego oprogramowania, które zrobiłoby użytek z drzemiącej w nim mocy. Tak, do iPada Pro można podłączyć klawiaturę i wygodnie odpisać na maila czy poklikać ze znajomymi. Można zrobić podstawowe prace w Photoshopie i naprawdę fajnie popracować ze zdjęciami w Lightroomie. Oprogramowanie takie jak Luma Pro pozwoli też zmontować nieco bardziej zaawansowane wideo niż te na potrzeby social mediów, ale wciąż nie jest to poziom, który pozwoli profesjonalistom odłożyć komputery. Multitasking, owszem, istnieje, działa, ale daleko mu do tego znanego z komputerów. Po podłączeniu do zewnętrznego monitora wciąż są te same problemy, co we wcześniejszych modelach. Sklonowany obraz z uciętymi bokami. Pro.

Tak, tego iPada też uwielbiam — ale po przesiadce z zeszłorocznego modelu zmian musiałem się naprawdę naszukać...

Nowy iPad Pro 2021 jest super — podobnie jak jego poprzednik i model z 2018 roku. To fantastyczne urządzenia, które są idealne do konsumpcji treści, przeglądania sieci, edycji zdjęć, rysowania, mazania Pencilem po ekranie, a po podłączeniu zewnętrznej klawiatury — także pisania. Ubogie oprogramowanie sprawia, że to sprzęt który nie jest w stanie mi zastąpić komputera — i zapowiedziany na jesień iPadOS 15 tego ani trochę nie zmieni. Ma jednak więcej mocy niż poprzednik — takiej, która obecnie wydaje się kompletnie bez znaczenia, ale kto wie, może za rok docenię ten zapas mocniej, niż mi się obecnie wydaje. Pamiętajcie jednak, że piszę to z perspektywy użytkownika 11-calowego tabletu, który dostał znacznie mniej nowości niż jego większe rodzeństwo. Tam czeka na klientów nowy ekran, który może być dla wielu faktycznym powodem do przesiadki na nowszy model. Ja nie będę ukrywał, że wymieniłem go wyłącznie dlatego, że przesiadka na wariant z M1 wyniosła mnie niewiele ponad 200 złotych — i uważam, że za taką cenę warto było przeskoczyć o jedną generację. Gdybym jednak miał dołożyć tysiąc złotych, nigdy bym się na to nie zdecydował.

A co w przypadku użytkowników, którzy rozważają zakup pierwszego iPada Pro? Niezmiennie polecam. Kilkanaście miesięcy później jestem tym sprzętem równie oczarowany, co w dniu odpakowania pudełka z zeszłorocznym modelem.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: