83

Odkryłem super funkcję w smartfonie – można z niego dzwonić!

facet rozmawia przez smartfon
Smartfon to prawdziwy kombajn - ma masę przydatnych funkcji, eliminuje z naszego życia wiele innych urządzeń, pewnie każdy kiedyś trafił na takie grafiki: już nie potrzebujesz zegarka, budzika, kalendarza, aparatu, nawigacji, kalkulatora, pilota do TV, odtwarzacza mp3... A to tylko część wyliczanki. Najzabawniejsze jest to, że w tym wszystkim coraz mniej zwracamy uwagę na jego podstawowe zadanie: przecież to sprzęt do dzwonienia. W zamyśle urządzenie mobilne powinno zapewnić możliwość wykonywania połączeń głosowych (długich) zawsze i wszędzie. A w praktyce zmierzamy do tego, że niebawem kogoś może zaskoczyć fakt, iż z tego się dzwoni...

Innowacje są super i nie zamierzam z tym polemizować. Czasem po prostu zastanawia jakość tych udoskonaleń, o czym ostatnio sporo pisał Marcin. Kilka dni temu wspominał, że chciałby nowoczesną gąbkę do zmywania naczyń, wcześniej narzekał na SMALT, czyli inteligentną solniczkę:

Co jeszcze dostaniemy za sprawą solniczki, która kosztuje 200 dolarów? Na nasze polskie złotówki będzie to coś w okolicach 700 zł, więc za taką cenę pewnie możemy się spodziewać niezłych fajerwerków. Kolejną z oferowanych możliwości są kolorowe światełka, dzięki którym uzyskamy idealną atmosferę – super. Teraz kolej na najważniejszą z funkcji: wykorzystując do tego aplikację na telefon, możemy sprawić, że solniczka usypie z siebie trochę soli, którą my następnie wykorzystamy w kuchni. Jest również możliwość wydawania komend głosowych, dzięki możliwej integracji z Amazon Echo.[źródło]

góra soli

Ale czad! Solniczka z takimi bonusami. Aż zacząłem sprawdzać ten sprzęt na stronie zbiórki i zrobiłem wielkie oczy, gdy okazało się, że nie potrafi on… mielić soli. Chodzi o tą gruboziarnistą, sprzedawaną w młynkach jednorazowych lub w paczkach do młynków wielokrotnego użytku. Sam z takiej korzystam, więc SMALT byłby w mojej kuchni bezużyteczny. Fascynujące: urządzenie ma kilka dodatkowych funkcji, twórcy rozwinęli je w różnych kierunkach, ale zapomniano o jednym z najważniejszych zadań, gdy mowa o solniczce.

Takich rozwiązań niestety przybywa i widzi się to w serwisach finansowania społecznościowego, na prezentacjach startupów czy podczas wielkich imprez branżowych, np. targów nowych technologii. Odkurzacz zrobi ci świetne mapowanie pokoju, ale słabo posprząta. Lodówka będzie centralnym komputerem w domu, lecz ma problemy z chłodzeniem, szczoteczka zapewni zabawę dla całej rodziny, lecz nie będzie idealnym sprzętem do czyszczenia zębów. Widelec policzy kalorie posiłku, ale trudno na niego nabić ziemniaka, grill naładuje smartfona, lecz ciężko coś na nim upichcić, a garnek powie, jak gotować, lecz jednocześnie nie zapobiegnie przywieraniu jedzenia do swojej powierzchni. Takie mamy dzisiaj innowacje.

ziemniaki

Nie chodzi mi o to, by nie szukać – dobrze, że ludzie wpadają na takie pomysły. Ale nie można zapominać o tym, jaka jest podstawowa funkcja danego przedmiotu czy urządzenia. Wsadzenie do środka procesora, modułu łączności i kilku innych komponentów, podłączenie tego do smartfona, nie sprawi, że będzie super. Klient nie musi na tym zyskać, czasem wręcz straci. Przy tym zapłaci za nowoczesność spory „podatek”. A to i tak w optymistycznym scenariuszu, gdy wszystko wypali – przecież nie brakuje przykładów zbiórek w crowdfundingu, które zakończyły się aferą.

Przywołany w tytule motyw ze znalezieniem nowej funkcji (dzwonienia) w smartfonie to oczywiście żart, ale nie zdziwię się, jeśli za jakiś czas ktoś dokona takiego odkrycia. Może w jakimś domu już do tego doszło, dziecko było zdziwione rozmową, bo myślało, że to odtwarzacz filmów z YT, mobilna konsola i gadżet do czatowania. A tu funkcja audio… Śmieszniej będzie, gdy ktoś za 10-15 lat wyskoczy z tym np. w programie telewizyjnym. Bo dzwonienie może być w odwrocie, funkcji w urządzeniu będzie przybywać, a nam coraz rzadziej będzie się chciało rozmawiać z ludźmi (bo np. część spraw załatwimy z botem albo wykona je za nas asystent głosowy).

kobieta korzysta ze smartfona

Jestem ciekaw, jak do sprawy podejdą producenci sprzętu, czy rozwijaniu opcji audio będą poświęcać tyle czasu, co modułom foto albo odchudzaniu/powiększaniu smartfonów? W pewnym momencie i oni mogą to potraktować po macoszemu, okaże się, że telefon jest do wszystkiego, ale nie do rozmowy (pamiętacie wpadkę Apple z anteną?). Na dobrą sprawę, w jakimś stopniu już to odczuwamy: masa funkcji i pogoń za idealnym designem sprawiają, że telefon pracuje kilka-kilkanaście godzin na jednym ładowaniu. Nastąpił regres tej funkcji, bo kiedyś komórki ładowaliśmy przecież znacznie rzadziej – to naprawdę był telefon mobilny. Zaakceptowaliśmy zmiany, gdzieś zyskaliśmy, gdzieś straciliśmy.

W jakim kierunku to zmierza? coraz częściej będziemy trafiać na innowacje, które dodadzą sporo opcji, dorzucą lasery i wybuchy, lecz jednocześnie osłabią główną funkcję produktu lub całkiem ją pominą? Oby nie…