Felietony

Czekam na telefon, czyli jak dokopać ludziom z infolinii

MS
Maciej Sikorski
137

Jak rozładować stres w pracy czy w domu? Można obejrzeć śmieszny film na YT, wykonać kilka przysiadów albo... dokopać komuś. Tylko komu? Odpowiedź pojawia się sama, gdy dzwoni człowiek z call center - staje się łatwym celem. Jeszcze nie skończy zdania, a część rozmówców już drwi lub się żegna rzucając przy tym wiązanką obelg. Z jednej strony trudno się dziwić takim postawom, bo nie chcemy prowadzić tych rozmów. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że ktoś wykonuje swoją pracę. I to nie jego wina, że operator przygotował nową ofertę...

Infolinia czy call center to frazy, które niewielu osobom kojarzą się dobrze. Bez względu na to, czy to my dzwonimy do firmy czy firma do nas, za każdym razem jest szansa, że na głowie przybędzie siwych włosów, a ciśnienie mocno podskoczy. Kilka miesięcy temu przez kilkadziesiąt minut rozmawiałem z przedstawicielem dostawcy Internetu i w pewnym momencie byłem bliski obłędu, wydawało mi się, że rozmawiamy w różnych językach, a każdy mówi o innym temacie. Efekt? Nie zmieniłem usługi. Zmieniłem dostawcę. I przez kilka dni powtarzałem, że mój rozmówca powinien trafić do najniższego kręgu piekła.

Czy był to odosobniony przypadek? Nie, w przeszłości zdarzały się już podobne historie, słyszałem też o nich od rodziny i znajomych. Ale zazwyczaj jest tak, że przekazujemy sobie przykłady tych kiepskich usług, a nie wspominamy o pozytywnym załatwieniu spraw. Podejrzewam, że każdy taką rozmowę odbył, szybko i bez problemów coś załatwił np. z operatorem telekomunikacyjnym. Albo odebrał telefon, po którym postanowił skusić się na nową ofertę, bo była korzystna. Ciekawe, ile takich rozmów musielibysmy odbyć, by infolinia przestała się źle kojarzyć...?

Temat nowy nie jest, ale ostatnio naszła mnie refleksja, że chyba trochę przesadzamy ze swoimi reakcjami. W Sieci, m.in. w mediach społecznościowych, trafiam na relacje ze zwalczania pracowników call center. Ludzie opisują, jak ośmieszyli pracownika, wprowadzili go w błąd lub zmusili do rozłączenia się. Są lajki, są komentarze: super to wymyśliłeś, ja też muszę coś wykombinować. Ale będą jaja :D... Przyznam, że sam kiedyś stwierdziłem, że trzeba spróbować. Ba, wdałem się z dzwoniącym człowiekiem w dyskusję, wprowadzałem na minę, by udowodnić, że oferowany smartfon nie jest taki super. Cel osiągnąłem, na twarzy pojawił się uśmiech, a rozmówca groził nawet sądem. Ja vs infolinia: 1:0. Tylko, co mi z tego przyszło?

Często zapominamy, że po drugiej stornie też jest człowiek, że do opłacenia ma rachunki, musi zrobić zakupy, nierzadko uregulować czesne. Dzwoni do nas nie dlatego, że chce się zabawić czyimś kosztem w piątkowy poranek - po prostu wykonuje swoją pracę. Nie jego wina, że zatrudnienie znaleźć można właśnie w segmencie call center - tak rozwija się nasza gospodarka. Możliwe nawet, że spełni się "groźba" tworzenia klas o profilu pracownik call center. Wtedy pokażemy, że nasze aspiracje ograniczają się właśnie do prowadzenia rozmów telefonicznych...

Nie bronię wszystkich pracowników wykonujących i odbierających połączenia. Część z nich źle wykonuje swoją pracę i np. nie posiada odpowiedniej wiedzy, wprowadza klienta w błąd. Część to zwykli naciągacze - ludziom wciskających drogie garnki emerytom i kołdrę z magicznej wełny należy się besztanie. Ale studentce, która dzwoni z ofertą nowego pakietu telewizji już niekoniecznie. Powtórzę: taka praca. Uczciwa. Tak ukształtował się rynek, takie przyjęliśmy rozwiązania. O swoim zawodzie nie chcemy pewnie czytać w Sieci, że to najgorsze bagno, a my jesteśmy sępami, chociaż w oczach niektórych pewnie tak to wygląda.

Zwymyślanie osoby z call center tylko dlatego, że dzwoni, chwały nam nie przyniesie. Nie chcesz rozmawiać? Podziękuj i się rozłącz. Zrobiłem tak wczoraj rano, nie żałowałem, że nie zdobyłem kolejnego punktu w starciu z infolinią.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

Polskainfoliniahot