4

Ile Bing zdoła urwać Google’owi?

Jak podaje comScore, udziały Binga regularnie rosną. W lipcu bieżącego roku wyszukiwarka Microsoftu dobiła do poziomu 14,4 proc. Razem z udziałami Yahoo!, które ma 16,1 proc. rynku daje to już 30,5 proc., czyli jakiś sensowny wynik. Jeżeli dodamy do tego tego niewielki spadek Google’a z miesiąca na miesiąc, możemy zacząć snuć teorię spiskową. Wyniki ostatniego […]

Jak podaje comScore, udziały Binga regularnie rosną. W lipcu bieżącego roku wyszukiwarka Microsoftu dobiła do poziomu 14,4 proc. Razem z udziałami Yahoo!, które ma 16,1 proc. rynku daje to już 30,5 proc., czyli jakiś sensowny wynik. Jeżeli dodamy do tego tego niewielki spadek Google’a z miesiąca na miesiąc, możemy zacząć snuć teorię spiskową.

Wyniki ostatniego badania comScore, przeprowadzonego na rynku amerykańskim wskazują, że wyszukiwarkowy gigant ma w miarę stabilną pozycję. No właśnie „w miarę”, bo co i rusz daje się zauważyć niewielkie spadki. W porównaniu z czerwcem i lipcem było to na przykład 0,4 proc. Trudno tutaj oczywiście wysuwać radykalne wnioski i wróżyć rychły koniec Google. Można jednak mówić już o pewnych szansach na to, że producent z Mountain View poczuje za jakiś czas oddech konkurencji na plecach.

Microsoft może z optymizmem patrzeć w przyszłość, bo jego wyszukiwarka systematycznie notuje wzrost udziałów. Nie są to żadne imponujące liczby i przykładowo od grudnia 2010 do lipca 2011 Bing skoczył z 11,8 proc. do 14,4 proc. Jednak jeśli uwzględnimy fakt, jak długo rynek wyszukiwarek był (i w znacznej mierze nadal jest) swoistym monopolem Google’a, można chyba juz mówić o małym sukcesie.

Nasuwa się jednak pytanie, czy te 1-2 punktów proc. co 6 miesięcy wystarczy, by wyszukiwarka giganta z Redmond zaczęła na siebie zarabiać. Obecnie straty, które każdego roku przynosi Bing sięgają nawet 2,6 mld USD. No i trzeba też wyraźnie zaznaczyć, że te kilkunastoprocentowe wyniki Binga dotyczą jedynie rynku amerykańskiego. W skali globalnej (czy chociażby europejskiej) to Google nadal ma ponad 90 proc. rynku i nie zapowiada się na to, by jeszcze przez długi czas ten stan rzeczy uległ zmianie.

Ale to wcale nie oznacza, że Microsoft zaciska sobie pętle na szyi ładując miliony w wyszukiwarkę. Wzorem Google’a, Bing może wkrótce stać się spoiwem dla wszystkich usług oferowanych przez producenta, a wtedy możemy się spodziewać kolejnego wzrostu popularności. Tymczasem, zważywszy na fakt, że rynek usług internetowych nieustannie rośnie, zdawanie się na łaskę i niełaskę konkurenta z Kaliforni byłoby co najmniej nierozsądną decyzją